Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-21, 20:14
Cytat:
Ja to odebrałam właśnie odwrotnie, jako krytykę państwa i nadmiernej kontroli nad obywatelami.
Dokladnie o to chodzi. Lisbeth, nawet jako 24 letnia kobieta była ciągle pod kontrolą zboczonego kuratora, nie wiem, w pewnym stopniu może i trzeba było mieć na nią oko, ale żeby nawet nie mogła dysponować swoimi pieniędzmi, bez jego zgody?
A inny przykład nadmiernej kontroli pastwa ze szwedzkiego podwórka - dziecko może zadenuncjowac na policji rodziców, że jest przez nich szykanowane ( a dowody zawsze przecież można spreparować) i wtedy trafia do rodziny zastępczej.
Jednym słowem, nie da się stworzyć społeczeństwa idealnego i koniec.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Ok, to napiszę bardziej prosto: pocisnąłem z wątku biseksualności, bo strasznie mnie rozbawił jako element intrygi kryminalnej.
No faktycznie zakopię się w świecie słodkich musicali, które maniakalnie oglądam: "Gruz 200", "Nędzne psy", "Dziwaki i ludzie", "Mechaniczna pomarańcza"
Są dobre filmy poruszające wątki biseksualne - "Całkowite zaćmienie", "Tajemnica Brokeback Mountain" - z tego co widzę, dużo lepiej niż "Millenium".
Teraz się uparłem, obejrzę całą trylogię i remake Finchera, po czym nakręcę swój własny razem z Jodorowskim, w głównych rolach wystąpią ropuchy i świnki morskie.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-22, 15:55
Może i Ja napiszę bardziej prosto i dużymi literami:
TO NIE JEST FILM, ani książka, POŚWIĘCONY WĄTKOM BISEKSUALNYM, ANI ŻADNYM INNYM WąTKOM SEKSUALNYM. I nie porównuj go z "Całkowitym zaćmieniem", ani "Brokeback Mountain" - bo to śmieszne jest. I coś ty sie tak uczepił tej biseksualności.
A że taki wątke pojawia się w kryminale, bo o to też masz pretensje - cóż w tym złego? to tylko świadczy na jego korzyść, jest w kursie współczesnych tematów obyczajowych, i nie tylko obyczajowych. Ale, po co ty w ogóle zabierasz głos, skoro filmu nie widziałeś? Hę?
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
To chyba nie ja się uczepiłem biseksualności - zarzuciłem wspaniałym żartem i pod tym kątem została poddana analizie fabuła filmu.
Uważnie przejrzałem forum i dostrzegłem, że do dyskusji o niektórych filmach wcale nie jest potrzebna ich znajomość - Incepcja, Biała wstążka czy to Millenium nieszczęsne.
A tak na serio - wcale nie żartowałem, mam już całą trylogię, zarezerwowałem specjalnie wieczór i jutro napiszę jakąś obszerniejszą recenzję. Jodorowski wpada w czwartek i robimy zdjęcia próbne z ropuchą
Miałem styczność z książką i niuansami związanymi z osobą autora - to zresztą w przydługim poście jutro też będzie.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Film był całkiem inny, niż się spodziewałem. Oczekiwałem wartkiego thrillera z głupawym zakończeniem. Tymczasem był dość nudny film z głupawym zakończeniem. Przede wszystkim przeszkadzało mi w nim to, co odrzuciło mnie od książki - przegadanie, zbyt wolne prowadzenie narracji, drewniane dialogi itp.
Plusem było chyba aktorstwo - właściwie nie ma się do czego przyczepić, aktorzy dobrani do ról, sprawnie prowadzeni, grali bez fajerwerków. I to właściwie wszystko. A - i jeszcze dobra była scena w samochodzie z wyłączaniem jazzu w radiu.
Natomiast minusy:
Przede wszystkim - nie mam zbyt dobrego zmysłu dedukcyjnego i b. rzadko zgaduję zakończenie (więc za każdym razem ogłaszam to wszem i wobec ), ale tym razem wpadłem na to jeszcze przed rozpoczęciem filmu. Myślę, że to wina autora - gdyby Shyamalain był znanym łowcą duchów i zjawisk nadprzyrodzonych i nakręcił film "Szósty zmysł: psychoanalitycy którzy umarli i o tym nie wiedzą", to mógłby mieć pretensje tylko do siebie, że widzowie nie wpadli w fabularną pułapkę. Tymczasem "Millenium" to nie "wyspa tajemnic", którą dobrze się ogląda znając plot twist. No i jeszcze zażartowałem sobie na początku seansu,
Spoiler:
że w finale Lisbeth znajdzie dowody na tego złego finansistę i zatłucze go patelnią. Myliłem się co do patelni...
Także główny błąd - słaby scenariusz. Przewidywalny i dziurawy jak sito. Hakowanie Amatorski film z udźwiękowionymi ujęciami z helikoptera
Spoiler:
rozpoznawanie żydów po imionach A Michał, Elżbieta, Anita to niby jakie imiona. Swoją drogą podobno wpadkę zalicza Jurgen Stroop w Rozmowach z Katem. Zaginioną kobietę znaleźli w internecie - w sumie prawdopodobne, ale w takim razie dziadek, który 40 lat pracował nad tą zagadką albo niezbyt się starał albo jest niezbyt rozgarnięty. Ale w takim razie jakim cudem został wspaniałym biznesmenem...
Po drugie - zideologizowanie tego filmu jest porażające.
Spoiler:
Naziści mordujący kobiety w imię żydowskiego prawa - brakowało tylko, żeby mieli tresowaną tchórzofretkę jedzącą dzieci
Sami źli ojcowie i zwyrodniałe postaci "ojcopodobne" - to już za Freuda był zużyty patent.
Spoiler:
Tajna rasistowska organizacja gwałcąca i mordująca, w której ojciec wprowadza syna w świat zbrodni - to znana bajeczka o Ku-Klux-Klanie rozpowszechniana w broszurkach Anti Defamation League i Southern Poverty Law Center
Generalnie - "antyfaszytowski" (co to w ogóle jest?) nurt rewizjonistyczny wobec socjaldemokracji. Jest źle, ale założenia są dobre, tylko za dużo zostało z ancien regimu, urzędnicy zatracili ideały i nadużywają władzy, a faszyści/żydzi/imperialiści spisują. Także zewrzyjmy szeregi towarzysze i wzmóżmy nasze wysiłki... Dobrze że Hitler nie wygrał wojny, bo tylko takie filmy by po trzeciej z kolei odwilży robili - wyzwolona dziewczyna prześladowana przez skorumpowanego kuratora wpada na trop zakonspirowanych żydów-magnatów przemysłowych, którzy najpierw przerabiali chrześcijańskie dzieci na macę, ale tak się tym dobrze bawili, że produkcja macy wstrzymana.
Z całej tej fabuły wyłazi ciągle dość odrażająca postać "autora" książki. Niezbyt utalentowanego nieroba, który został aktywistą i z tego aktywizmu się całe życie utrzymywał. A że niewiele miał talentu, nie pisał nigdy samodzielnie, zawsze pomagali mu koledzy lub redaktorzy, aż znalazł dziewczynę, która się nim zajmowała. Nawet mu pomogła książkę napisać. (Co widać zresztą w głównych bohaterach - Mikael alter ego Larssona, Lisbeth - alter ego jego dziewczyny) On z kolei nie raczył jej umieścić w testamencie - coż, takie życie...
No i bohaterowie. Niby ciekawi, ale jakby się dłużej zastanowić to tacy sobie - Mikael to projekcja niespełnionych ambicji Larssona, który jako dziennikarz śledczy nigdy nic nie odkrył, wysysał bzdury z palca i straszył dzieci faszystami, na dodatek cierpiał na urojenia i manię prześladowczą. Lisbeth to oczywiście doświadczona niezależna genialna punkówa, z "mhrocznom tajemnicom", o której nie waży się nawet na blogu napisać. I wychodzi potem taki "Zmierzch" dla antyfaszytów.
Spoiler:
A jak Lisbeth była taka genialna, to nie potrafiła włamać się do siebie na konto i przelać kasy na inne? Albo wziąć od pracodawcy kasy w gotówce? Albo nagrać rozmowy z kuratorem i wtedy go szantażować? W Szwecji to akurat mają pierdolca na punkcie molestowania.
A tak przy okazji - ścigając potwory trzeba uważać, żeby nie stać się jednym z nich. Lisbeth to w sumie taka sama niemoralna i dwulicowa psychopatka, która gwałci i zabija ludzi dla swoich korzyści. To chyba dobrze pokazuje ukryte pragnienia wielu osób z antyfaszystowskiego środowiska, które marzą o lewicowym fuhrerze, który ukarze złych nazistów i umundurowanych bojówkach urządzających noc kryształową faszystom z wielkich korporacji.
Dzieło artystyczne powinno być ponad osobowością i uwikłaniami ideologicznymi autora - popatrzmy na Knuta Hamsuna czy Ezrę Pounda, oni akurat sympatyzowali z druga stroną, a jakoś jest to jedynie ciekawostka biograficzna, a nie oś, wokół której kręci się ich twórczość.
Rozczarował mnie też klimat filmu - liczyłem na jakieś ponure skandynawskie klimaty, coś bardziej pod "Antychrysta". A tu taki raczej holywoodzki produkcyjniak. Nie wiem, po co Fincher chce robić remake - to i tak wygląda jak film Finchera. Chyba że przedłuży wszystkie ujęcia i film będzie miał 12 godz. a nie 2.
I mógłbym tak długo narzekać, jakby było po co...
A więc zakończę nietypowo - film uważam za ciekawy - pod względem analizowania podtekstów ideologicznych, ukrytych znaczeń i przemocy symbolicznej. B. pod tym względem był podobny do Slumdoga, z tym że tam akurat były wątki kolonialno-sekularystyczne.
Zobaczymy, jak te dalsze części się prezentują.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-08-24, 21:51, w całości zmieniany 1 raz
Oczekiwałem wartkiego thrillera z głupawym zakończeniem. Tymczasem był dość nudny film z głupawym zakończeniem.
Ja się akurat zdziwiłem, że te 2,5 godziny podejrzanie mi szybko zleciały. Tempo owszem, niespieszne, ale bohaterowie, wizualia, rozprawa z Bjurmanem, rekonstrukcja zdjęć z parady i wreszcie finał wiele wynagrodziły.
TheTrueUsurper napisał/a:
rozpoznawanie żydów po imionach
No, żeby kogoś ubić, każdy pretekst dobry. Przecież ci goście nie byli normalni.
TheTrueUsurper napisał/a:
Z całej tej fabuły wyłazi ciągle dość odrażająca postać "autora" książki. Niezbyt utalentowanego nieroba, który został aktywistą i z tego aktywizmu się całe życie utrzymywał.
Nie rozumiem pretensji - znalazł coś, w czym był dobry i to robił.
TheTrueUsurper napisał/a:
A że niewiele miał talentu, nie pisał nigdy samodzielnie, zawsze pomagali mu koledzy lub redaktorzy, aż znalazł dziewczynę, która się nim zajmowała. Nawet mu pomogła książkę napisać. (Co widać zresztą w głównych bohaterach - Mikael alter ego Larssona, Lisbeth - alter ego jego dziewczyny)
Mikael - owszem. Lisbeth - nie.
TheTrueUsurper napisał/a:
On z kolei nie raczył jej umieścić w testamencie - coż, takie życie...
Nie tyle nie raczył, co nie zdążył.
TheTrueUsurper napisał/a:
Mikael to projekcja niespełnionych ambicji Larssona, który jako dziennikarz śledczy nigdy nic nie odkrył, wysysał bzdury z palca i straszył dzieci faszystami, na dodatek cierpiał na urojenia i manię prześladowczą.
Nie wiem, jak tam osiągnięcia Larssona na niwie dziennikarstwa, więc chętnie się dowiem, jakie to bzdury ssał z palucha. Co do jego urojeń, masz na myśli listy miłosne pisane do niego przez różnych nazioli?
TheTrueUsurper napisał/a:
A jak Lisbeth była taka genialna, to nie potrafiła włamać się do siebie na konto i przelać kasy na inne? Albo wziąć od pracodawcy kasy w gotówce? Albo nagrać rozmowy z kuratorem i wtedy go szantażować?
Nie w jej stylu.
TheTrueUsurper napisał/a:
Dzieło artystyczne powinno być ponad osobowością i uwikłaniami ideologicznymi autora - popatrzmy na Knuta Hamsuna czy Ezrę Pounda, oni akurat sympatyzowali z druga stroną, a jakoś jest to jedynie ciekawostka biograficzna, a nie oś, wokół której kręci się ich twórczość.
Hamsun to akurat osiągnął w literaturze szczyt zanim się zbratał z nazistami, więc z tym oddzieleniem dzieła od politycznych sympatii nie miał za trudno. Nie żeby nie popełnił czegoś tam z okazji śmierci Hitlera.
Poza tym nie rozumiem tej pretensji - Larsson pisał to co lubił czerpiąc z tego, na czym się znał (trzepanie nazioli i dziennikarstwo). Nie zawsze mu wychodziło - o hakerstwie to chyba nie miał wielkiego pojęcia. Jak juz porównujemy - Pound znał się na eee..., pisaniu awangardowej poezji, więc pisał awangardową poezję.
TheTrueUsurper napisał/a:
Rozczarował mnie też klimat filmu - liczyłem na jakieś ponure skandynawskie klimaty, coś bardziej pod "Antychrysta".
Proszę bardzo, ponury, skandynawski klimat, dół, wieje, zimno, mordercy gdzieś tam się czają:
TheTrueUsurper napisał/a:
rozpoznawanie żydów po imionach
No, żeby kogoś ubić, każdy pretekst dobry. Przecież ci goście nie byli normalni.
Tylko że żydów, zwłaszcza w krajach protestanckich, nie da się rozpoznać po imionach! Czy uważasz, że wszyscy ludzie o imieniu Dawid albo Jan to żydzi?
Cytat:
Nie rozumiem pretensji - znalazł coś, w czym był dobry i to robił.
Tylko że nie był w tym dobry - jaką aferę konkretnie rozpracował? Dopisywał swoje nazwisko do bzdurnych broszurek o mowie nienawiści itp. Poza tym pod terminem "aktywista" rozumiem taki typ pseudo-urzędnika, który kręci się po organizacjach rządowych i pozarządowych i zna się tylko na byciu aktywnym i ciągnięciu dotacji. Dobrze NGOsy były pokazane w "Elitarnych "
Cytat:
Nie wiem, jak tam osiągnięcia Larssona na niwie dziennikarstwa, więc chętnie się dowiem, jakie to bzdury ssał z palucha. Co do jego urojeń, masz na myśli listy miłosne pisane do niego przez różnych nazioli?
Bzdury jak wszystkie antyżydowskie/antyfaszytowskie pierdoły. Jak ktoś wierzy w ufo, spisek żydów albo nazistów - sorry misiu. I tak - konkretnie chodzi mi o jego trąbienie na prawo i lewo o tym, że był śledzony. Jak był tak prześladowany, to czemu nigdy nie udało się wskazać mu choćby jednego konkretnego ataku na swoją osobę - poza listami, których wcale tak dużo nie dostał. A zresztą - jeśli ktoś przejmuje się hatemailem, to współczuję.
Cytat:
Nie w jej stylu.
Za to ciągnięcie druta w jej stylu.
Cytat:
Nie tyle nie raczył, co nie zdążył.
Ale partię socjalistyczną zdążył.
Cytat:
trzepanie nazioli i dziennikarstwo
Na trzepaniu on się pewnie znał - konia menelom na dworcu.
Pound nawet dawał odniesienia do swoich teorii (konkretnie kredytu społecznego) w wierszach, co tylko dodaje im pewnego smaczku (potępienie lichwy ), ale tworzył sztukę, a nie agitki.
Popatrz na Bergmana, który był pro-hitlerowski dość długo, a jakoś to z jego wczesnych filmów nie wynika.
Jak więcej o tym pomyśleć, to takie pisanie o spiskujących żydach/nazistach może być na rękę rządu szwedzkiego - nikt się wtedy nie interesuje faktycznie srogimi sprawami. Ilu konkretnie ludzi zabili zdeklarowani naziści w Szwecji, a ilu ucierpiało z powodu eugenicznej polityki socjaldemokratów?
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Tylko że żydów, zwłaszcza w krajach protestanckich, nie da się rozpoznać po imionach! Czy uważasz, że wszyscy ludzie o imieniu Dawid albo Jan to żydzi?
Może tego nikt tym psycholom nie powiedział. Dla nich i tak było najważniejsze, że: kobieta/"żydowskie" personalia/niska pozycja społeczna.
TheTrueUsurper napisał/a:
Tylko że nie był w tym dobry - jaką aferę konkretnie rozpracował? Dopisywał swoje nazwisko do bzdurnych broszurek o mowie nienawiści itp.
Co później pozwoliło mu robić za doradcę ministra spraw wewnętrznych, założyć fundację i pouczać Scotland Yard o metodach zwalczania nazistowskich psycholi. Nieźle jak na takie beztalencie.
TheTrueUsurper napisał/a:
Poza tym pod terminem "aktywista" rozumiem taki typ pseudo-urzędnika, który kręci się po organizacjach rządowych i pozarządowych i zna się tylko na byciu aktywnym i ciągnięciu dotacji. Dobrze NGOsy były pokazane w "Elitarnych "
No super, "Elitarni" dobry film, tylko co to ma do rzeczy? Że niby Larsson też odstawiał wrażliwego społecznie dzianego studenciaka pomagającego biednym przez analizowanie Michela Foucault?
TheTrueUsurper napisał/a:
Bzdury jak wszystkie antyżydowskie/antyfaszytowskie pierdoły. Jak ktoś wierzy w ufo, spisek żydów albo nazistów - sorry misiu.
Kto mówił o spisku? Gość zajmował się generalnie trzepaniem kretynów. Potencjalnie groźnych.
TheTrueUsurper napisał/a:
I tak - konkretnie chodzi mi o jego trąbienie na prawo i lewo o tym, że był śledzony. Jak był tak prześladowany, to czemu nigdy nie udało się wskazać mu choćby jednego konkretnego ataku na swoją osobę - poza listami, których wcale tak dużo nie dostał. A zresztą - jeśli ktoś przejmuje się hatemailem, to współczuję.
Nigdy nie dostałem hatemaila i w razie czego pewnie bym się posrał ze strachu. Troszkę mu się więc Larssonowi nie dziwię. Przy monitorowaniu działalności ludzi potencjalnie niebezpiecznych trudno też stwierdzić, do ilu takich liścików można sobie jeszcze spokojnie chodzić po ulicy a po ilu lepiej kupić czołg.
Cytat:
Za to ciągnięcie druta w jej stylu.
To przecież część planu.
Cytat:
Ale partię socjalistyczną zdążył.
To chyba na długo przed poznaniem Evy Gabrielsson.
Cytat:
Pound nawet dawał odniesienia do swoich teorii (konkretnie kredytu społecznego) w wierszach, co tylko dodaje im pewnego smaczku (potępienie lichwy ), ale tworzył sztukę, a nie agitki.
Cytat:
Popatrz na Bergmana, który był pro-hitlerowski dość długo, a jakoś to z jego wczesnych filmów nie wynika.
Całe szczęście mniej sympatycznych idei w swoich wierszach i filmach ci państwo nie umieszczali, chyba dobrze wiedzieli, jak by to o nich świadczyło.
Cytat:
Jak więcej o tym pomyśleć, to takie pisanie o spiskujących żydach/nazistach może być na rękę rządu szwedzkiego - nikt się wtedy nie interesuje faktycznie srogimi sprawami. Ilu konkretnie ludzi zabili zdeklarowani naziści w Szwecji, a ilu ucierpiało z powodu eugenicznej polityki socjaldemokratów?
To jest argument na poziomie "a u was Murzynów." Jeden z tych procederów szczęśliwie zakończył się, drugi pojedyncze jednostki mające tendencję do zrzeszania się kontynuują, hm, który z nich może być groźniejszy?
Może tego nikt tym psycholom nie powiedział. Dla nich i tak było najważniejsze, że: kobieta/"żydowskie" personalia/niska pozycja społeczna.
Ale on tu nie relacjonuje działania realnie istniejących psycholi, tylko wymyśla ich sposób rozumowania - to niech wymyśli logicznie. To jest po prostu dziura w fabule i dowód niedouczenia autora.
Cytat:
Co później pozwoliło mu robić za doradcę ministra spraw wewnętrznych, założyć fundację i pouczać Scotland Yard o metodach zwalczania nazistowskich psycholi. Nieźle jak na takie beztalencie.
Wcale mnie to nie dziwi. Aktywiści mają tendencję do robienia wspaniałych karier na działaniach nieprzynoszących żadnych realnych skutków. Wszyscy doradcy różnego typu policji na tematy "faszystowskie" to niedouczone beztalencia - vide: nasi rodzimi zwalczacze, którzy robią naprawdę potworne błędy w swoich książkach, zmyślają bajeczki. Zresztą najwyraźniej zawodowi antyfaszyści to lewicowe oszołomy analogiczne dla prawicowych tropicieli spisków. Polecam klasyczny artykułu Okraski (a więc srogo lewicowego gościa) na temat jego współpracy z polskimi tropicielami żydów/faszystów: http://adnikiel.republika.pl/anty.htm
Cytat:
No super, "Elitarni" dobry film, tylko co to ma do rzeczy? Że niby Larsson też odstawiał wrażliwego społecznie dzianego studenciaka pomagającego biednym przez analizowanie Michela Foucault?
Wątpię, żeby Larsson czytał Foucaulta - raczej zajmował się robieniem zinów sci-fi i chlaniem. Umiał się kręcić w odpowiednich kręgach, dopisywać swoje nazwisko do cudzej pracy i siać atmosferę zagrożenia systemu przez faszystów. Dlatego też mu "system" rzucił kilka ochłapów ze swojego stołu.
Cytat:
to mówił o spisku? Gość zajmował się generalnie trzepaniem kretynów. Potencjalnie groźnych.
Larsson mówił/pisał o spisku. Nieźle ich trzepał - kogo? jak? gdzie? kiedy? To że sobie tak pisał w notce o autorze o niczym nie świadczy.
Cytat:
To chyba na długo przed poznaniem Evy Gabrielsson.
Nie.
Cytat:
Nigdy nie dostałem hatemaila i w razie czego pewnie bym się posrał ze strachu. Troszkę mu się więc Larssonowi nie dziwię. Przy monitorowaniu działalności ludzi potencjalnie niebezpiecznych trudno też stwierdzić, do ilu takich liścików można sobie jeszcze spokojnie chodzić po ulicy a po ilu lepiej kupić czołg.
No widzisz - a ja onegdaj w liceum miałem web zina bynajmniej nie politycznego i w ciągu niecałego kwartału dostałem kilkadziesiąt hate maili. Larssona z tego co wiem, nigdy nie pobili, tylko widział ludzi i słyszał głosy...
Cytat:
Całe szczęście mniej sympatycznych idei w swoich wierszach i filmach ci państwo nie umieszczali, chyba dobrze wiedzieli, jak by to o nich świadczyło.
Toż piszę, że umieścili - Pound w Cantos przede wszystkim. Ale w wielkim dziele to smaczek, a nie oś utwory.
Cytat:
To jest argument na poziomie "a u was Murzynów." Jeden z tych procederów szczęśliwie zakończył się, drugi pojedyncze jednostki mające tendencję do zrzeszania się kontynuują, hm, który z nich może być groźniejszy?
No tak faszystów w Szwecji już nie ma - polityka eugeniczna została złagodzona nie zlikwidowana.
Myślę, że niezrozumienie wynika tutaj punktu wyjścia - albo wierzy się w historie o żydach/faszystach jedzących dzieci i kontrolujących świat, albo się nie wierzy. Ja nie wierzę.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Ale on tu nie relacjonuje działania realnie istniejących psycholi, tylko wymyśla ich sposób rozumowania - to niech wymyśli logicznie. To jest po prostu dziura w fabule i dowód niedouczenia autora.
Brawo, odkryłeś, że Larsson napisał książkę z fikcyjnymi psycholami
Mnie taki dobór ofiar wydaje się całkiem logiczny. Kobieta - bo słabsze i się nie odgryzie. Niby Żydówka - super, przecież dziadek kazał Żydów tępić, bo zuo. Niska pozycja społeczna - bo nikt się nie będzie przejmował zniknięciem a poszukiwania nie będą zbyt gorliwe.
TheTrueUsurper napisał/a:
vide: nasi rodzimi zwalczacze, którzy robią naprawdę potworne błędy w swoich książkach, zmyślają bajeczki.
W sumie to mam nawet dowód anegdotyczny - kumpel, fan muzyki metalowej i industrialu strasznie narzekał kiedyś na książkę Pankowskiego, w której ten miał poumieszczać jakieś bzdury nt. poszczególnych wykonawców i recepcji ich twórczości. Ostatecznie chodziło o rozpoznanie przez autora treści faszystowskich tam, gdzie należało włączyć odbiór ironiczny.
Cytat:
Polecam klasyczny artykułu Okraski (a więc srogo lewicowego gościa) na temat jego współpracy z polskimi tropicielami żydów/faszystów: http://adnikiel.republika.pl/anty.htm
Fak, fioletowe litery na czarnym tle! Moje oczy!
Cytat:
Wątpię, żeby Larsson czytał Foucaulta - raczej zajmował się robieniem zinów sci-fi i chlaniem. Umiał się kręcić w odpowiednich kręgach, dopisywać swoje nazwisko do cudzej pracy i siać atmosferę zagrożenia systemu przez faszystów. Dlatego też mu "system" rzucił kilka ochłapów ze swojego stołu.
No akurat w latach 90 - tych XX wieku szwedzcy neo naziści parę spektakularnych akcji przeprowadzili. Stąd niekoniecznie bym mówił o sianiu paranoi przez różnych antyfaszystów. Że tak w Polsce może wyglądać wcale nie znaczy, że gdzie indziej naziole wyżej nie podskakiwali.
TheTrueUsurper napisał/a:
To chyba na długo przed poznaniem Evy Gabrielsson.
Nie.
Tak czy inaczej to nie był ważny testament.
TheTrueUsurper napisał/a:
No widzisz - a ja onegdaj w liceum miałem web zina bynajmniej nie politycznego i w ciągu niecałego kwartału dostałem kilkadziesiąt hate maili. Larssona z tego co wiem, nigdy nie pobili, tylko widział ludzi i słyszał głosy...
Pomyślmy, kogo mogłeś wkurzyć swoim niepolitycznym zinem? Jakieś Dzieci Neostrady? Z pewnością było się czego bać.
Cytat:
Toż piszę, że umieścili - Pound w Cantos przede wszystkim. Ale w wielkim dziele to smaczek, a nie oś utwory.
Antysemickie wstawki w "Cantos" (bo chyba nie o potępienie lichwy chodzi?) nazywasz smaczkiem? Mnie to zniechęca, choć głownie z powodu niechęci do awangardowej poezji w ogóle.
Cytat:
No tak faszystów w Szwecji już nie ma - polityka eugeniczna została złagodzona nie zlikwidowana.
Faszyści faktycznie osłabli. Ty pewnie stwierdzisz, że nigdy nie byli silni. Zapewne Björn Söderberg miałby na ten temat inne zdanie. Natomiast wyczyny Jackie Arklova ten notoryczny ściemniacz Zaremba zmyślił.
Cytat:
Myślę, że niezrozumienie wynika tutaj punktu wyjścia - albo wierzy się w historie o żydach/faszystach jedzących dzieci i kontrolujących świat, albo się nie wierzy. Ja nie wierzę.
Ale ja też nie wierzę. Punktem wyjścia jest tu raczej pewna nieznajomość faktów z najnowszej historii i tego, jak się przełożyły na twórczość faceta, z którego książki zrobiono film.
Gdzie napisałem, że Larsson opisał prawdziwe zdarzenia? Opisał swoją "prawdziwą" wizję świata...
Jeszcze raz - czy żydów rozpoznaje się po imionach?
Widzę, że nie przeczytałeś zadanego tekstu
Tak - w Cantos chodzi o odniesienia do lichwy, bo to za to Pound nie lubił żydów. Jeśli to cię odrzuca od twórczości gościa - współczuję.
Krótko - nie ma spisku żydów/faszystów. Larsson - a raczej jego dziewczyna - nie był dobrym pisarzem, tylko przelewał swoje obsesje na papier.
Jeśli chcesz wierzyć w żydów/faszytów/ufo i spektakularne akcje - ok. Jeśl nie wierzysz - musisz uznać, że Larsson był mitomanem i zerem, bo nie miał kogo ścigać ani kto go ścigać.
Przy okazji - Zaremba jest dobrym dziennikarzem, ale jak pisze o mitycznych faszystach wyłącza mu się rozum. Jak Jachowicz zresztą.
A tak z całkiem innej - faszyści to zakładają monopole zapałczane i szkoły publiczne i wprowadzają obowiązkowe wczasy pracownicze, a nie łapią żydów
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Nie wyjaśniłeś, dlaczego postepowanie psycholi z „Millenium” ma świadczyć o głupocie Autora. Zaoferowałem ci wyjaśnienie, którego nie zrozumiałeś, więc upierasz się przy głupocie Autora. Twoja sprawa.
Piszesz brzydkie rzeczy o Larssonie (nieudacznik, plagiator, ochlapus) nic nie przedstawiając na ich poparcie. Zaraz, przedstawiłeś tl;dr artykuł z oczojebną czcionką który jest nie na temat. Well done.
Dostępne źródła wiedzy o działalności szwedzkich faszystów, którzy w porównaniu z polskimi „zamawiaczami piwa” wcale nie byli takimi fajnymi misiami zdają się dla ciebie nie istnieć, a to jest podstawa, by w ogóle cokolwiek mówić o wpływach w twórczości Larssona.
Możesz go uznawać za słabego pisarza (he, sam bym znalazł na to argumenty), ale powinieneś wymyślić coś lepszego, niż mało składne oskarżenia, które w sumie Cię ośmieszają.
Cytat:
„A tak z całkiem innej - faszyści to zakładają monopole zapałczane i szkoły publiczne i wprowadzają obowiązkowe wczasy pracownicze, a nie łapią żydów ”
A to ani zabawne, ani prawdziwe, ani ciekawe. Po co w ogóle to było i jaki ma związek z czymkolwiek?
Jeśli wciąż nie załapałeś, czemu wyszukiwanie ofiar było nielogiczne - to już bardziej łopatologicznie tego nie wytłumaczy.
Uznajmy to za moją porażkę wychowawczą.
Przy okazji - wiesz w ogóle co to takiego psychopatia? Bo mam wrażenie, że stosujesz to pojęcie zamiennie z "faszysta".
Brzydkie rzeczy o Larssonie - podaję je na podstawie tych konkretnie artykułów, które wkleiłeś. Z tym że polecam ich czytanie krytyczne.
Tak jak o III Rzeszy można się wiele dowiedzieć z Der Sturmer i Volkische Beobachter, tak samo z Polityki i Guardiana można się dowiedzieć ciekawych rzeczy - o ile zastosujemy odpowiednie hermeneutyczne podejście do tekstu.
Jeśli nie wiesz, że prawdziwi faszyści, tacy którzy naprawdę kiedyś istnieli i nawet mieli swoje państwo (a faktycznie), robili właśnie monopole zapałczane i wczasy pracownicze - nic na to nie poradzę, mogę co najwyżej polecić jakąś lekturę - ot, pierwszy z brzegu Borejsza "Mussolini był pierwszy".
Poza tym - od października znów będę się użerał z młodzieżą, która nie przeczytała zadanych tekstów, bo a to w bibliotece nie było, a to pani na ksero źle odbiła, więc niezbyt konstruktywnie mi się to widzi, jak i tak nie zamierzasz zweryfikować swoich poglądów.
Także dalej nie musisz już czytać, bo kolejna część postu raczej dla potomności i ku rozwadze innych forumowiczów:
Na początku rozważania problemu faszyzmu i antyfaszyzmu Należy przede wszystkim postawić na pozór abdurdalne pytanie - czy faszyści istnieją. Odpowiedź można znaleźć przede wszystkim poprzez zestawienie krótkiej historii stosowania tego pojęcia z terminem "żyd". Żydem określano osobę określonego wyznania lub określonej przynależności etnicznej czy kulturowej. Jednak pogmatwane losy tej grupy sprawiły, że do przełomu XIX/XX wieku żydzi rozbili się na wiele grup, których tożsamość i interesy były wyraźnie ze sobą sprzeczne. Przykładem konfliktu nie do przekroczenia może byc niechęć między żydami z Rzeszy i tymi z Galicji. Pogardzani przez na wpół zasymilowanych żydów niemieckich "ostjuden" byli przez nich traktowani jako zagrożenie - obcy przybysze o odmiennej mentalności i religii. Dlatego też w ówczesnym Breslau istniały dwie synagogi - jedna dla żydów niemieckich, druga dla imigrantów z Galicji. Wtedy też pojawiła się popularna w Niemczech teoria o chazarskim pochodzeniu ostjuden, która pozwoliła żydom niemieckim na pogardzanie tą grupą etniczno-kulturową również ze względów rasowych. W tym momencie na arenę ideologiczną wkroczył modernistyczny antysemityzm, który przypisał żydom tworzenie wrogiej Europejczykom tajnej wspólnoty, która ze względów ekonomicznych, rasowych i ideologicznych dąży do unicestwienia zachodniej kultury i podporządkowania jej przedstawicieli żydowskim interesom. Z powodu wspomnianej już pogardy żydów niemieckich do galicyjskich doszło do paradoksalnej sytuacji, w której wielu żydów - patriotów Rzeszy podzielało antysemickie przekonania. Rewolucji ideologicznej dokonał dopiero Adolf Hitler i jego współpracownicy, którzy przypisali wszystkim żydom wspólne pochodzenie etniczne, a więc znaleźli wspólny mianownik dla skonfliktowanych grup, co umożliwiło ich stopniową marginalizację. Wielu żydów niemieckich nie zrozumiało tej nowej sytuacji, dlatego też wśród wczesnych członków NSDAP czy SA można natrafić na ludzi o żydowskim pochodzeniu, a liczba żołnierzy Wehrmachtu żydowskiego pochodzenia dochodziła do wielu tysięcy. Hitlerowska definicja żyda od początku była niejasna - w czym tkwił jej największy atut, gdyż umożliwiał dowolne nią manipulowanie: przypisywanie coraz to nowych grup do mitycznych żydów lub przyznawanie tytułów "honorowego Aryjczyka" potrzebnym państwu jednostkom. Rozważania na temat kategorii "żyda" w ideologii hitlerowskiej mogą zdawać się zbędne przy rozważaniu źródeł dyskursu tzw. "antyfaszystów", jednak jest to na tyle klasyczny i wyrazisty przykład tworzenia konkretnej kategorii "innego", że można go uznać za wręcz modelowy, niezbędny do analizy jego kolejnych odtworzeń w historii idei. Zwłaszcza iż zapoczątkowana przez modernistycznych antysemitów koncepcja żyda nie zaginęła, lecz - o dziwo - została zaakceptowana przez określone grupy żydów. Nie trzeba przypominać, iż ruch syjonistyczny był odpowiedzą na nastroje antysemickie w zachodniej Europie. Zadziałała tu zasada opisana przez R. Barthesa: "odkąd nazywam, jestem nazywany; zostaję wciągnięty w wojnę nazw". Niektórzy żydzi zaakceptowali narzuconą przez antysemitów tożsamość i postanowili w oparciu o nią stworzyć program zjednoczenia "narodu żydowskiego" oraz opracowania konkretnych postulatów reprezentujących interes owej grupy. Wpływy antysemityzmu hitlerowskiego również nie zaniknęły, gdyż rasowa samoidentyfikacja żydów stała się osią tożsamości powojennych syjonistów czy północnoamerykańskich orędowników sojuszu z Izraelem (np. Anti-Defamation League).
W okresie powstawania powojennego ładu w Europie przedzielonej żelazną kurtynę na Zachodzie poszukiwano ideologii, która byłaby w stanie w pokojowy sposób zjednoczyć Europę demokratyczną i przeciwstawić ją zarówno demoludom jak i autorytaryzmom na Półwyspie Iberyjskim. Wówczas dostrzeżono znaczenie praw człowieka, idei egalitaryzmu czy demokratycznego sposobu wybierania rządów. Jednak zjednoczenie nie może nastąpić bez określonego wroga nie tylko zewnętrznego (zwłaszcza że wielu Europejczykom nie postrzegało ZSRR jako wroga), ale i wewnętrznego. W to zapotrzebowanie doskonale wpisali się antyfaszyści. Była to grupa, która doszła do rewolucyjnego ideowego odkrycia - udało im się znaleźć wspólny mianownik dla wszystkich ruchów totalitarnych i autorytarnych, które pojawiły się w XX-wiecznej Europie. Był to właśnie faszyzm - równie niejasno zdefiniowany co antysemickie "żydostwo". Faszyści nie byli już rozpoznawani pzez autoidentyfikację konkretnych jednostek (np. poprzez przynależność danej osoby do partii faktycznie faszystowskiej), lecz poprzez przypisanie ich przez "bezstronnych" obserwatorów do kategorii faszysty.
Zarówno kategoria "faszysty" jak i "żyda" jest kolejnym wcieleniem kategorii znaczącego i złego innego. Działają tu klasyczne mechanizmy przypisywania jednolitości innym zróżnicowanym grupom - np. żydom niemieckim, rosyjskim i palestyńskim czy faszystom, narodowym socjalistom i nacjonalistom. Pojawia się tu też kolejny paradoks - "żydzi" ani "faszyści" (rozumiani w sposób potoczny) nie isntieli przed pojawieniem się antysemitymu i antyfaszyzmu. Najpierw pojawiły się konkretne grupy, które odczuwały zagrożenie ze strony określonego wroga, a dopiero potem nazwano i poprzez to stworzono wroga, którego zwalczanie stało się celem i osią tożsamości konkretnych osób. Innymi słowy - najpierw stworzono dyskurs i wyciągnięto wnioski, a dopiero potem dopasowano do nich fakty. (Analogie między dyskursem antysemickim a antyfaszystowskim są tak daleko idące, że można by zakpć niczym B. Wolniewicz z J. Derridy i podmieniać jedne pojęcia na inne.)
Wytłumaczeniem przyczyn popularności tych zjawisk jest odwołanie się do Eliadowskiej koncepcji homo religiosus, który postrzega świat w kategoriach religijnych, a jeśli ta naturalna skłonność nie znajduje ujścia w religi, deifikacji ulegają inne dziedziny życia - z reguły ideologia. Także postrzegania świata w kategoriach walki "aryjczyków" z "żydami" lub "antyfaszytów" z "faszystami" jest zdegenorowaną wersją mitologicznej walki chaosu z kosmosem lub - przy odwołaniu do manichejskiego wartościowania - dobra ze złem. O tym zjawisku M. Eliade pisał wprost: „gdy umysł nie jest już w stanie pojąć metafizycznego znaczenia symbolu, symbol bywa rozumiany na płaszczyznach coraz wulgarniejszych”. W miejsce Indry walczącego z Writrą pojawia się Hitler walczący z międzynarodowym żydostwem lub Pankowski/Kornak/Larsson walczący z "nazi-skinami". Możnaby tylko dodać: o tempora, o mores!
Antyfaszysm i antysemityzm, które powstały poprzez zastosowanie podobnych mechanizmów tworzenia narracji oraz w odpowiedzi na podobne zapotrzebowania człowieka, są o wiele bardziej analogiczne wobec siebie, niż możnaby podjerzewać. Mamy nie tylko złego i nie-ludzkiego wroga, ale także mitycznych bohaterów, czczenie rocznic zwycięstw i porażek, zakładanie organizacji o zbliżonych celach, podobne obsesje, podobną retorykę. Ważnym elementem jest tutaj także dehumanizacja wroga. Narodowosocjalistyczne gazety z lubością donosiły o przestępstwa popełnianych przez osoby pochodzenia żydowskiego. Podobnie na gruncie polskim mamy "Brunatną księgę wypadków" czy na gruncie zachodnioeuropejskim "Monitor". Analizę zjawiska dehumanizacji przeciwnika - w odniesieniu do polskich antyfaszystów - przeprowadził R. Okraska: W piątym numerze „Nigdy Więcej” Michał Warchala omawiając pismo „Szczerbiec” napisał: „W atakach na inne gazety 'Szczerbiec' posługuje się brutalną frazeologią, która bliska jest slangowi stosowanemu np. przez propagandę komunistyczną czy hitlerowską. Mamy więc 'pismaków', 'ujadaczy', 'sprzedajne szmatławce na żołdzie masonerii, neokomuny, związków przestępczych i wrogich Polsce ośrodków żydowskich'. Do ulubionych należą też takie określenia, jak 'demoliberalne publikatory' czy 'prasa polskojęzyczna'. Inwencja publicystów 'Szczerbca', jeśli chodzi o tworzenie inwektyw, jest doprawdy niewyczerpana — częste są, mające zdyskredytować przeciwnika, zbitki słowne w rodzaju 'żydowsko-masońska pseudodemokracja', 'antychrześcijański pseudonacjonalizm', 'socjalkapitalizm'” itp. Nie wdając się w ocenę słownictwa „Szczerbca” i przyjmując za „NW”, że jest ono brutalne i pełne określeń podobnych do występujących w prasie faszystowskiej i komunistycznej, przyjrzyjmy się językowi używanemu przez twórców „NW”. Wnioski takiej analizy sprawiają wrażenie, że ani chybi „Szczerbiec” jest obiektem ich fascynacji, inspiracją w tworzeniu pisma. Wystarczy porównać. Oto określenia używane przez „antyfaszystów” w celu opisania działań i postaw tych, których oni sami za faszystów uznają: „bydlak” (NW 2), „pseudoekologia” (j.w.), „zatęchła i obskurancka tradycja” (NW 3), „bredzą coś” (j.w.), „chora psychika niektórych społeczeństw” (NW 4 — warto zauważyć, że taka sugestia nosi wszelkie znamiona propagowania nietolerancji narodowościowej), „neofaszysta próbujący zawłaszczyć nasze polskie tradycje” (NW 5), „zwykła, prymitywna nienawiść do 'obcych'” (j.w.), „zoologiczni antysemici” (j.w.; NW 7), „paranoiczna ideologia” (j.w.), osobnicy, którym autor „skłonny jest zalecić konsultację psychiatryczną” (j.w.), „pseudonaukowe prace” (j.w.), „pseudohistoryk” (j.w.; GW), „zloty fanatycznych antysemitów i rasistów” (NW 6), „książki-paszkwile” (j.w.), „chore poglądy” (NW 7), „wyciągnięta z niebytu kolejna kreatura” (j.w.), „plugawe brednie” (j.w.), „tłusta klucha” (j.w.), „półświatek” (j.w.), „galeria potworów” (j.w.), „aberracja szczególnie perfidna” (j.w.), „ideologia nienawiści” (j.w.), „umysłowa dewiacja” (j.w.), „jastrzębie Rydzyka” (NW 8), „manifestomaniacy” (j.w.), „masowa paranoja” (j.w.), „leciwy fan — club o. Rydzyka” (j.w.), „emerytowany fan — club o. Rydzyka” (j.w.), „neofaszystowski 'naukowiec'” (j.w.), „pracowity antysemita” (j.w.), „obsesyjna publicystyka” (j.w.), „znany tropiciel masonów” (j.w.), „farbowani nibypatrioci” (j.w.), „typy spod najciemniejszej gwiazdy” (j.w.), „mętne tłumaczenia” (NW 9), „nadęte 'ekologiczne' wypociny” (j.w.), „koleś” (j.w.), „pieszczoch włoskiego neofaszyzmu” (NW 10), „niezniszczalny polski kołtun i dulszczyzna, w swej całej dusznej, świętoszkowatej 'krasie'” (j.w.), „rasistowski szmatławiec” (j.w.), „szarlatani” (j.w.), „wulgarna manipulacja narodową martyrologią” (j.w.), „neonazistowski pseudohistoryk” (j.w.), „niebezpieczny fanatyk” (j.w.), „pseudohistoryczne bajdurzenia” (j.w.), „manifesty ziejące nienawiścią” (j.w.), „(pseudo)filozoficzne refleksje” (j.w.), „wioskowy głupek” (j.w.), „faszystowski fanatyk i przestępca” (NW 11), „rasistowski parteitag” (j.w.), „zbiór wypocin” (j.w.), „pucołowaty fuehrer” (j.w.), „tym podobne ble, ble, ble” (GAA 56, ZB), „mogą oni zrobić kuku w głowie na całe życie” (j.w.), „lepszy wywabiacz białych plam niż Ace” (j.w.), „gówno” (j.w.), „faszystowska breja” (P 13), „paszkwilo-donos” (j.w.), „ideologiczne szambo” (j.w.), „chora fascynacja” (j.w.), „faszyzoidalne brednie” (j.w.), „byłby idealnym rzecznikiem prasowym Ku Klux Klanu, gdyby był to szpital [sic! — R.O.] katolicki” (P 10), „neofaszystowska gadzinówka” (P 11), „cymbały” (G 13), „szarlatani” (GW)".
Jest to klasyczny przykład dyskursu wykluczenia, piętnowania innego, ukazywania jego nie-ludzkiego oblicza. Należy zadać tutaj pytanie - skoro antysemicka dehumanizacja żydów skończyła się w KL Auschwitz, to dokąd doprowadzi antyfaszystowska dehumanizacja faszystów. Odpowiedź prawdopobnie zawiera się w koncepcjach "autorytarnych zaburzeń osobowości", homofobii jako jednostki chorobowej, postulatach utrzymania przymusowego leczenia psychiatrycznego czy rządowych projektach tworzenia "indeksu stron zakazanych" i wprowadzania chińskim wzorem reglamentacji dostępu do internetu. Pojawiają się również zapisy prawne ucinające dyskusję nad określonymi temtatami - np. faktycznym znaczeniem słow "faszyzm" czy "rasizm". Jest to kolejny klasyczny przykład instytucjonalnego zamrażania znaczeń i konserwowania istniejącej quasi-manichejskiej antyfaszystowskiej wizji świata. (Jest to także ciekawy przyczynek do Jungowskiej teori podświadomości i nieświadomości, według której u mężczyzny anima ma charakter żeński. W przypadku osobowości niedojrzałej w przypadku konfliktu przejmuje ona kontrolę nad świadomością - efektem czego emocjonalny i stereotypowo kobiecy, pełen inwektyw i odwołan pozarozumowych styl dyskusji prowadzonych przez niedojrzałych mężczyzn).
Zdehumanizowana wizja zorganizowanego i wszechobecnego wroga, a także bardzo szeroka kategoria "żyda/faszysty" jest również atrakcyjna dla ludzi ze względu na charakter struktur poznawczych człowieka, które dążą do zmaksymalizowania ekonomiki funkcjonowania - tzn. przede wszystkim uniknięcia dysonansów poznawczych. Kategoria "żyda/faszysty/złego innego" pozwala przypisywać maksymalną liczbę elementów do jednej szufladki, a zaszufladkowanie stanowi w końcu podstawowy mechanizm budowania ludzkiej pamięci.
Dzieki tak szerokiej kategorii "faszysty" udaje się wpisać w ten "ruch" tak oddalone od niego postacie jak Randy Weaver, Timothy McVeigh, James Charles Kopp, Eric Robert Rudolph czy Ted Kaczynski, a tym samym zasiać strach wśród przeciętnych obywateli.
Na koniec odniosę się do sprawy mogącej wywołać poważny dysonans poznawczy wśród (cichych i głośnych) zwolenników antyfaszystowskiej wizji świata. Otóż niewątpliwie za bezdyskusyjny przykład nazistów możemy uznać wysoko postawionych funkcjonatiuszy państwowych i wojskowych III Rzeszy i członków NSDAP. Wielu z nich udało się po wojnie uniknąć odpowiedzialności dzięki Organizacji Gehlena, która stanowiła podstawę utworzenia RFN-owskiego wywiadu (Bundesnachrichtendienst) czy wewnętrznej służby bezpieczeństwa (Bundesamt für Verfassungsschutz). Zwłaszcza ta druga instytucja znana jest ze swojego zaangażowania w tropienie, inwigilację oraz niszczenie niemieckich organizacji neonazistowskich. Z racji tego współpracuje z niemieckimi organizacjami "antyfaszystowskimi", które sporządzają raporty na temat rzekomego zagrożenia państwa ze strony "faszystów". Przykładem takiej działalności może być wspólne przedsięwzięcie niemieckiej Opferperspektive oraz polskiej Nigdy Więcej: książka - raport "Hate Crime Monitoring and Victim Assistance in Poland and Germany". Jak widać polską organizację antyfaszytowską o wiele łatwiej połączyć (poprzez niemiecki NGO i Urząd Ochrony Konstytucji) z rzeczywistymi nazistami, niż wiele opisywanych w "brunatnych raportach" osób. Czyżby kolejny "faszystowski" spisek? A może tylko przykład (tym razem post-) kolonialnej polityki naszych zachodnich sąsiadów, którzy - już nie pod sztandarem ze swastyką - słowami Wilhelma Hosenfelda "pomagają innym narodom wznieść się na wyższy poziom cywilizacyjny"?
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Zapomniałem dodać na koniec mikroeseju - "przyswój i zgnij knypie! Atlantycki KULT kapitalistycznego metalu!"
Tematyka kontrowersyjna, ale obraz - wg mnie - słaby.
Jak Galerianki - te akurat były po prostu mocno amatorskie, ale jakie dyskusje wywołały. Całkiem słusznie zresztą, prostytucja nieletnich to spory problem w Polsce.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-29, 13:43
TheTrueUsurper
Cytat:
Lisbeth to w sumie taka sama niemoralna i dwulicowa psychopatka, która gwałci i zabija ludzi dla swoich korzyści. To chyba dobrze pokazuje ukryte pragnienia wielu osób z antyfaszystowskiego środowiska, które marzą o lewicowym fuhrerze, który ukarze złych nazistów i umundurowanych bojówkach urządzających noc kryształową faszystom z wielkich korporacji.
Czy możesz podać przykład gwałtu Lisbeth na kimkolwiek i morderstwa kogokolwiek, ktore byłyby czynione li tylko dla przyjemności, tak jak jej to czyniono? O ile pamiętam - jesli zabijała to tylko w obronie własnej, ewentualnie matki czy Blomkvista.
Co do twego dalszego wywodu - dlaczego by ludzie nie mieli marzyć o zemście na tych, ktorzy zabili im najbliższych, czy innych bliskich? Jezus kazał, co prawda, nadstawiać drugi policzek, jeśli oberwie się w pierwszy, ale pokaż mi tych, ktorzy go sluchają, jeśli w ogóle w czymkolwiek go sluchają, czy szanują.
Zgodzę sie z początkiem zdania, że kto ściga potwory sam się nim staje. Owszem, Lisbeth nie ma skrupułów w ich ściganiu i dobrze, bo wiele zlego z ich strony doświadczyła. Mozna by mieć jedynie zastrzeżenia co do legalności jej hakerskich praktyk, ale przecież nie bądźmy naiwni, sami wiemy, że jesteśmy obserwowani w internecie przez przeróżne instytucje, czy ludzi, a poza tym, książka - film uważam, że dobrze iż podkreślają rolę internetu w śledzeniu przeróżnych kryminalnych praktyk, jako nową broń do walki z przestępczością. Oczywiśćie, ten kij, jak każdy kij, ma dwa końce - jeden do bicia, drugi do obrony, takie życie,
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Nigdzie nie napisałem, że dla przyjemności, tylko dla swoich korzyści - np. przejęcia kontroli nad kontem.
Akurat jestem entuzjastą zemsty, obrony własnej, legalizacji broni itp., także mnie tak nie bardzo te drugie policzki interesują
Natomiast zauważam wiele daleko idących symetrii i analogii między rasizmem i antyrasizmem itp. Fajnie to pokazuje - niezamierzenie - film dokumentalny "Blue-eyed", gdzie pokazano warsztaty antyrasistowskie, które niewiele się różnią od pogadanek gauleiterów w hitlerjugend.
A tak przy okazji - ta Lisbeth bardzo mi przypomina Kate z Zagubionych.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-29, 18:17
Cytat:
Nigdzie nie napisałem, że dla przyjemności, tylko dla swoich korzyści - np. przejęcia kontroli nad kontem.
O kogo Ci chodzi? Bo jakoś nie pamiętam.
Cytat:
Akurat jestem entuzjastą zemsty, obrony własnej, legalizacji broni itp., także mnie tak nie bardzo te drugie policzki interesują
No widzisz, a "wyzywasz" od potworów tę biedną zmaltretowaną przez mężczyzn Lisbeth. A co do legalizacji broni - jesli u nas nie daj boże do niej dojdzie, wtedy drzyjcie panowie, kązde niewinne podejście do znerwicowanej kobiety może się dla was skończyć tragicznie!
Cytat:
Natomiast zauważam wiele daleko idących symetrii i analogii między rasizmem i antyrasizmem itp. Fajnie to pokazuje - niezamierzenie - film dokumentalny "Blue-eyed", gdzie pokazano warsztaty antyrasistowskie, które niewiele się różnią od pogadanek gauleiterów w hitlerjugend.
Kto jaką bronią wojuje od takiej ginie. Nic dziwnego, że tak się dzieje.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
No widzisz, a "wyzywasz" od potworów tę biedną zmaltretowaną przez mężczyzn Lisbeth
Próbuję nadążyć za logiką twórcy. Bo jeśli faszyści są źli, bo łamią i prawo i zabijają, to czy w takim razie itp. Zresztą już wszystko co ciekawego odnośnie tej kwestii napisałem wyżej
DA napisał/a:
A co do legalizacji broni - jesli u nas nie daj boże do niej dojdzie, wtedy drzyjcie panowie, kązde niewinne podejście do znerwicowanej kobiety może się dla was skończyć tragicznie!
Bóg uczynił ludzi wolnymi, Samuel Colt różnymi.
DA napisał/a:
Kto jaką bronią wojuje od takiej ginie. Nic dziwnego, że tak się dzieje.
w takim razie można zrobić obozy koncentracyjne dla strażników z obozów - więc co złego było w obozach koncentracyjnych i czy warto za nie karać? czy zły jest po prostu ten, kto pierwszy zaczął - wąż zjadł swój ogon, Thorgal przeniósł się w czasie, a kto był pierwotnym Władcą Gór - Torric czy Vlana?
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach