Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-01, 22:40
Ja tam w życiu żadnych podejrzanych białych proszków nie przyjmowałam, a i tak mi się Natasza podobała. Przekoloryzowana, za głośna, zbyt nachalna, agresywna i mocno odjechana.
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
odnosząc się do postów z poprzedniej strony to powiem wam,że dziwni jesteście. bez przeczytania książki,moim zdaniem dobrej,film duużo traci,bo wiele wątków pozbawione jest kontekstów pokazanych w książce,takie moje zdanie. Film niewiele od książki odbiega,nawet dialogi,to po prostu fragmenty,więc nie rozumiem waszego rozgraniczania o.o no ale to tylko moje zdanie
ja książki nie czytałam i nie mam zamiaru w najbliższym czasie, nie wiem czy to pozycja warta uwagi
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Film niewiele od książki odbiega,nawet dialogi,to po prostu fragmenty,więc nie rozumiem waszego rozgraniczania o.o no ale to tylko moje zdanie
Temu że o ile na poczatku czytania podobał mi się sposób pisania, dialogi, tak po jakimś czasie stało sie to nudne. Film to film i nie trzeba go czytać :-)
myślę że jest wiele lepszych książek wartych przeczytania. A ja mam na liście jeszczo duzo pozycji, także może kiedyś znajdę czas i na ta książkę
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Patrząc od strony czysto technicznej, film zrobiony jest naprawdę bardzo dobrze. Reżyser odwalił kawał dobrej roboty, kompletując obsadę - wszyscy zagrali na naprawdę wysokim poziomie. Pozostałe aspekty - muzyka, zdjęcia, montaż - pozostają również bez zarzutu. Dialogi co prawda bywają przesadzone, ale mam świadomość, że w większości są żywcem wyciągnięte z "dzieła" Masłowskiej, więc do tego przyczepiać się nie będę.
Co do samego filmu... Myślę, że zyskuje przy "bliższym poznaniu". Kiedy widziałam go pierwszy raz, bez przerwy się śmiałam, całkowicie nie dostrzegając dramatyzmu całej sytuacji. Dopiero po którymś razie zrozumiałam sens, przekaz, treść tego filmu i mogę go z czystym sumieniem polecić. Warto go zobaczyć, choćby dlatego, że jest to jakaś innowacja, pośród całego polskiego syfu, jaki ostatnio nam serwowali w naszych kinach.
Książki nie czytałam, bo nie trawię Masłowskiej. Bardzo długo zbierałam się do obejrzenia filmu, na początku w ogóle miałam tego nie robić. Obejrzałam, nie żałuję. O dziwo bardzo mnie wciągnął, oglądałam z dużym zainteresowaniem.
miałem tą przyjemność że skończyłem czytać książkę, ubrałem się i poszedłem do kina, mogłem więc bardzo świeżym okiem porównać jedno z drugim, w zasadzie poza jednym wyjątkiem w chronologii film od książki niewiele się różni. pod względem technicznym film b.dobrze zrobiony. niezapomniana scena grilla u silnego i spadających dachówek, rozmowy z dżordżykiem i rozmowy przez krótkofalówki. aż dziw, że to polska produkcja:)
Bodaj jeden z najgłupszych polskich filmów jakie widziałem. Zaraz obok w peletonie biegnie Chaos tego samego reżysera. Pomijam już przyjętą konwencję, która może się podobać lub nie, ale warstwa fabularna jest tak idiotyczna, że to urąga inteligencji widza. Kolejna produkcja, w której ciąg przyczynowo-skutkowy nie występuje, chociaż tutaj wszystko wygląda jak kilka sklejonych teledysków. Podobno dialogi miały być mocną stroną zarówno książki, jak i filmu, cóż, zdecydowanie opinia na wyrost. Być może gdyby sama ich forma, pewna toporność, była zamierzona, to szłoby je zdzierżyć, a nawet czasem się uśmiechnąć. Jednak przeczytanie/obejrzenie jakiegokolwiek wywiadu z Masłowską boleśnie uświadamia, że jest ona intelektualnym zerem i osobą niezdolną do skonstruowania złożonej wypowiedzi w ojczystym języku. Świadomość faktu, że dialogi nie były sformułowane w ten sposób celowo, a jedynie były efektem czyjejś ociężałości umysłowej skutecznie psuje wrażenia z odbioru filmu. Co trzeba przyznać, że od strony technicznej ładnie wykorzystano After Effects i 3d Maxa, albo ich pochodne, zwłaszcza w czołówce, która jest zdecydowanie najlepsza częścią tego filmu. Jedyną sceną, która miała w "Wojnie" jakikolwiek sens, była scena w knajpie, reszta powinna znaleźć swoje miejsce w śmietniku. Do pozytywnych aspektów zaliczyłbym także Czarneckiego w roli Lewego, zagrał doskonale, zwłaszcza w zestawieniu z Szycem, który zagrał jak zawsze, co nie znaczy źle, po prostu tak jak zwykle. Obsadzenie 34-latki w roli nastoletniej gotki/metalówy to już czysta kpina. W gruncie rzeczy niezbyt posunięta w latach kobieta w ubraniach nastolatki i wypacykowana wygląda jak stare pudło po Grundigu 22". Omijać z daleka.
Eva napisał/a:
(...) Przekoloryzowana, za głośna, zbyt nachalna, agresywna i mocno odjechana.
Dodać "i cuchnie" i mamy doskonały opis filmu na FilmWeb. Zastanawia mnie dlaczego akurat w tym dziale został umieszczony ten potworek kinematograficzny, ani to kino obyczajowe, ani psychologiczne. Dramat owszem, ale chyba nie w tym wymiarze o jaki chodzi w opisie.
_________________ Many years ago I met a girl and I fell in love
She was my sunshine, she was my dove
But voices in my head told me what to do
Now I stand at your grave and I'm missing you
Kiedy czytałam niektóre recenzje "Wojny polsko-ruskiej" miałam wrażenie, że ich autorzy za bardzo zasugerowali się przaśną reklamą filmu sprowadzającą się do zdania "Pierwszy dresiarski polski film". A tu figa z makiem bo dresy ograniczają się do tego, że po prostu są.
Świetna, połamana akcja, sporo przezabawnych tekstów i scen, nietypowe rozwiązania narracyjne, szalona końcówka filmu, wybitna rola Szyca ... seans pełnego radości odlotu bez wspomagania.
Wszystko ogranicza się do tego, czy ktoś idzie do kina z otwartą głową, czy też pada zemdlony na samą myśl o konieczności przyswojenia sobie czegoś nowego.
Nie, nie lubię prozy Masłowskiej - ale lubię dziwadła.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Trzymałem się od tego filmu z dala, ale po przejrzeniu tematu, w którym wiele jest pozytywnych opinii na jego temat, postanowiłem zaryzykować i...wymiękłem po jakichś 30 minutach i nie mam zamiaru dalej oglądać. Rzadko się zdarza, żebym nie zdzierżył i zakończył seans przed końcem. To mówi samo za siebie. Podpisuję się pod druzgocącą wypowiedzią PitbullFarm.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Bzdury wygadujecie No ale film jest wybitnie specyficzny.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-07-22, 08:22
Błąd. To właśnie ten film, może wprowadzić, przy pozytywnym nastawieniu do polskiego filmu i reżyserki, w stan narkotycznego uniesienia, co nie musi wcale zakłócać trzeźwości odbioru, a wręcz przeciwnie może ją zaostrzać.
Ja podziwiam X. Żuławskiego za to jak udało mu się przenieść na ekran tak niezwykłą książkę (też dwa podchodziłam do niej) chaotyczną, jak życie postaci zaludniająch tę opowieść i uczynić z niej całkiem zgrabnie ułożony film, a na dodatek soczystą komedię, no... może komediodramat, I tu wielka pochwała dla aktorów, bez nich też nie byłoby tego filmu w tak udanej postaci. A co ważne - przy całej komiczności, komiksowości, groteskowości bohaterów nie czuje się żadnego ich lekceważenia. Wręcz przeciwnie, każda nawet najzabawniejsza osoba (Natasza - Soni Bohosiewicz), mimo swego kuriozalnego często zachowania, budzi pewną sympatię, a nawet szacunek. A poza tym (!) - nikt tu nie jest zły, co najwyżej nieporadny, zagubiony, nierozgarnięty.
Ci młodzi na ekranie są jacy są, nie tylko ze swej winy, także z winy kraju, jego historii, w którym się urodzili i wychowywali, oni, a kiedyś ich rodzice. Dzieciom, w przeciwieństwie do "starych", przyszło żyć w demokratycznej "wolnej" Polsce. Ale czy to ma jakiś lepszy wpływ na ich los, czy to ich czegoś nowego uczy, czyni ich życie bardziej wolnym, urosły im jakieś skrzydła? Wątpię. Nie zauważyłam. Nadal powtarzają kwestie, którymi nasiąknęli w swych rodzinnych domach - o "parszywych ruskich", o korupcji i łapówkach, otwierających wszystkie drzwi. Tak jak ich rodzice kiedyś z nadmiaru i nieposzanowania pracy, tak oni dziś, ale z jej z jej braku, pogrążają się w inercji. Manipuluje się nimi tak samo jak podówczas ich rodzicami. Za PRL-u robiła to miłościwie im panująca, pod flagą czerwoną ze złotym młotem i sierpem, partia robotnicza, teraz ich życiem steruje kapitał, często również obcy, który możni tego świata chcą zgromadzić na swoich kontach. Tak mało się zmieniło. Dlatego, myślę, ten tytuł - "wojna polsko-ruska", "ruskich" już dawno u nas nie ma, lecz mentalność "polskich"rodem z tamtych lat nadal się dobrze ma.
Zmieniły się (albo w ogóle pojawiły) jedynie gadżety - komórki, foliowe kolorowe reklamówki, grill co niedzielę w przydomowym ogródku, albo o zgrozo! na balkonie; łatwiejszy dostęp do narkotyków zgrabnie opakowanych w jednoporcjowe zamykane foliówki itp. Masłowska nie doszła jeszcze do etapu powszechnej komputeryzacji, dostępu do internetu a za nim do pornografii oraz gier. Teraz to ogólnie wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Lecz w głowach, mimo powszechnej edukacji już w stopniu co najmniej średnim, ciągle to samo siano. Obecnie każdy, za przeproszeniem, matoł kończy technikum, liceum, jak nie profilowane to prywatne . Co tam - studia nawet kończy! Tego nawet za komuny, głoszącej równość wszystkim, nie było. Gdzie się ma podziać prawdziwa inteligencja, jak ma się ona odrodzić, zniszczona przez kolejne wojny? Edukacja się szerzy, ale nijak się to nie przekłada na wzrost świadomości tych, którzy ją pobierają. Żadne zmiany ustrojowe, żadna Europa ani tym bardziej Ameryka, tego nie zmieni, totalna mentalna pauperyzacja, czego zresztą mamy przykład w "elitach" rządzących. I tu się przypomina scena, gdy Silny zamienia dres na garnitur.
"Wojna polsko-ruska"należy do gatunku tych filmów, które chce się oglądać wielokrotnie. Miałam kiedyś nadzieję, że stanie się filmem kultowym, ale chyba na to nie ma szans jednak (Wolimy jednak kino amerykańskie). Mimo, że wpisuje się w modny postmodernizm jak ulał. miałam nadzieję, że będziemy cytować z pamięci, ku uciesze wtajemniczonych, niektóre kwestie moja ulubiona to ta, gdy zropaczony Silny wykrzykuje na plaży "tyle dobrych reklamówek skazanych na całkowitą marnację!" - toż to gotowe ekologiczne hasło reklamowe, które można było, wraz z Szycem, wykorzystać w walce z ich nadmiernym rozrzucaniem po łonie natury. Miałam nadzieję, że co bardziej odważni założą gustowne wzorzyste szlafroczki z futerkiem i wyjdą w nich do baru na piwko. A zamiast zwyczajowego "hallo" do telefonu komórkowego zaczniemy pytać o hasło. Polacy przecież nie gęsi i swojego Tarantino mają. Tak tak, Żuławski o niebo lepszy, bo swój i wiemy z czego się śmiejemy....
Na ekranie nie zabrakło też samej autorki "Wojny..." Doroty Masłowskiej we własnej osobie. To hołd. Żuławski, autor scenariusza, uczynił ją, tak jak to było w oryginale literackim, odpowiedzialną za świat, który sama wykreowała. Jesteśmy tego świadomi, od samego początku, że to ona, "Masłoska", jest tu Bogiem, to ona powołuje do życia, uczy mówić, sprawia, że ścieżki bohaterów splatają się ze sobą, albo się rozbiegają, to ona buduje, albo rujnuje dekoracje. Jesteśmy świadomi, że nasi bohaterowie, tak jak w życiu, są manipulowani, że tak naprawdę to nie oni decydują o sobie, bo od tego są ci, gdzieś wyżej. Silny, Magda i reszta, wypełniają tylko narzucone im role.
Jednym słowem, Xawery Żuławski rewelacyjnie przysłużył się Masłowskiej (i vice versa) oraz jej debiutowi literackiemu. W wywiadach przyznaje uczciwie, że miał trudności z przebrnięciem przez książkę, kiedy się ona ukazała na rynku. Dopiero propozycja producenta Jacka Samojłowicza zmobilizowała go, by się w nią wgryźć, przeczytać jeszcze raz i raz i zrobić film - adaptację, która być może będzie zaliczana do nielicznych, przewyższających swój pierwowzór - dzieło literackie. Przewyższa, nie przewyższa, prawdopodobnie jest to kwestia dyskusyjna, ale na pewno je przybliża. Wersja filmowa "Wojny polsko-ruskiej" jest bardziej komunikatywna i przystępna, a przy tym zachowuje oryginalną materię książki, jest świetną, lekką, a jednocześnie niegłupią wizję świata, którego być może wielu nie byłoby w stanie bez Żuławskiego sobie wyobrazić, a niektórzy, śmiem twierdzić, nawet zdać sobie sprawę, że taki istnieje.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Narkotyczny dryf dresiarza po mieście - bardzo twórczy pomysł i wiarygodna (choć niepozbawiona celowo użytych kiczowatych przejaskrawień) realizacja. Krytykowana przez
niektórych forumowiczów "obstruktura" filmu nie wynika moim zdaniem z braku umiejętności stworzenia spójnej formy. Wydaje się być celowa, gdyż wpisuje się w ukazanie tej "antywędrówki bohatera". Niespójność pojawia się jednak na etapie metanarracji filmu (wszystkie sceny z Masłowską, plan zdjęciowy). Zarówno w powieści jak i filmie, wątki te wydają mi się zupełnie zbędne. Właściwie nie pełnią żadnej istotnej funkcji fabularnej, poza jej rozwodnieniem. Miałem wrażenie, że twórcom chodziło w nich o zaskoczenie widza. Niestety ponieśli porażkę - nikogo dzisiaj już nie szokują sceny typu "kamera odjeżdża, a wszystko okazuje się być studyjną iluzją". Może więc próbowali wcielić w życie podejście dekonstruktywistyczne? Jeżeli tak, to tego typu zabiegi są w dzisiejszych czasach już raczej mało wyrafinowane. Ukazanie entropii w taki sposób jest dla mnie zagraniem "po bandzie". Identycznie jest w przypadku książki - pierwsze 150 stron wyborne, ale gdy autorka zaczyna bawić się w ogałacanie nas z iluzji, czujemy jakiś zgrzyt.
Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że "Wojnę Polsko-Ruską" trzeba zobaczyć jako oryginalny i pozbawiony kompleksu oraz naśladownictwa film.
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-01, 13:36
Film podzielił użytkowników forum - jednym bardzo się podobał, innym wręcz odwrotnie (wystarczy poczytać temat od początku lub prześledzić jakie wystawiono mu oceny - od 3 do 10). Myślę, że obraz, który wywołuje tak przeciwstawne emocje musi mieć w sobie jakąś wartość artystyczną (to się rozumie samo przez się). Nie jest po prostu kolejną kalką obok której przechodzi się zupełnie bezemocjonalnie. Podobna dyskusja była w przypadku "Dystrykt 9", któremu jedni byli wręcz w stanie przypisać rolę kamienia milowego w historii sci-fi czy kina w ogóle, a inni bezlitośnie obnażyli jego wtórność i infantylność. Myślę, że takie filmy (bez względu na to po której ze stron barykady się stawiamy) zawsze są jakąś wartością dodaną. Sieją ferment, wkurzają nas, zachwycają, skłaniają do dyskusji, jakiegoś intelektualnego tarcia, ect. To też jest zdaje się rola sztuki jako takiej.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Heh, jak widzę, że film budzi skrajne emocje, to zawsze jestem nim zainteresowany. Szczególnym przypadkiem jest chyba Odyseja Kubricka, bo w jej przypadku wojna fanów i antyfanów trwa już od ok. 40 lat i nie widać jakiegoś ostatecznego rozstrzygnięcia na horyzoncie.
świetny humor usłyszałem o "Wojnie ..." od Leszka Żurka, który był w tym samym czasie w Rosji z "Małą Moskwą" na przeglądzie filmów polskich - na "Moskwę .." przychodzili ludzie, ale tłumy waliły na "Wojnę .." a potem, jedna, dwie osoby cichcem wychodziły z kina. gdy Żurek zapytał, co nie podoba się? Jeden z Rosjan odpowiedział - "Miał być wojennyj ...
świetny humor usłyszałem o "Wojnie ..." od Leszka Żurka, który był w tym samym czasie w Rosji z "Małą Moskwą" na przeglądzie filmów polskich - na "Moskwę .." przychodzili ludzie, ale tłumy waliły na "Wojnę .." a potem, jedna, dwie osoby cichcem wychodziły z kina. gdy Żurek zapytał, co nie podoba się? Jeden z Rosjan odpowiedział - "Miał być wojennyj ...
Dowcip dobry!
Film wojenny! Wojenny to ma być Hans Klos, aż się boję :O
Czy wojnę chce się to oglądać wielokrotnie jak to niektórzy pisali?... Ja póki co nie czuję takiej potrzeby...
Goły tyłek Szyca aż tak mnie nie kręci Miało być wielkie łał, a wyszło ciut nijako. Aktorzy w porządku, może lepiej, ale, właśnie jakieś ale.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach