Wiek: 25 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2093 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-03-14, 03:33 Wątpliwość
Doubt / Wątpliwość
reż.: John Patrick Shanley (USA 2008)
Katolicka szkoła w Bronxie w 1964r. Charyzmatyczny ksiądz Flynn usiłuje złagodzić panujące w szkole obyczaje. Robi to wbrew kierującej szkołą zakonnicy - siostrze Aloysius Beauvier, która wierzy jedynie w surową dyscyplinę. Kiedy do szkoły zostaje przyjęty pierwszy czarnoskóry uczeń, a jedna z sióstr zauważa, że ojciec Flynn poświęca mu więcej uwagi niż innym dzieciom, siostra Beauvier rozpoczyna prawdziwą krucjatę, która ma na celu usunięcie księdza ze szkoły. Bez żadnych dowodów, jedynie polegając na własnym przeczuciu, zakonnica podejmuje walkę. Czy ma rację? Czy wolno jej na podstawie niejasnych odczuć oskarżać drugiego człowieka? Czy poznamy w końcu prawdę?
Wg mnie "Doubt" to przede wszystkim dość odważny jak na nasze poprawne politycznie czasy dramat obyczajowy, zadzierający z tematami, które nie zawsze i nie dla wszystkich są miłe czy wygodne. Rzecz dzieje się w katolickiej szkole parafialnej prowadzonej przez siostry zakonne. Strefa kontaktów wychowanków z opiekunami i nauczycielami w habitach stanowi istne pole minowe jeśli chodzi o "niewłaściwe relacje". Tym bardziej po tym, jak słyszało się w wiadomościach nie raz o chłopcach zapraszanych przez księdza na zakrystię, na wino mszalne. I na tym się zasadza pierwsza warstwa filmu. Jednak nie to wydaje mi się być głównym tematem. Ważniejsze niż same fakty sprzeniewierzające się moralności, są tutaj domysły na temat faktów. Podejrzenia, przekonania i własne wersje wydarzeń splatające się w zawiłą koronkę psychologicznej gry. Czuje się jednak pewien niedosyt, mogło to być pokazane głębiej, ciemniej, bardziej... prawdziwie.
Spoiler:
Tymczasem zakończenie było już totalną porażką po całej linii, kiedy to misternie budowana postać siostry Aloizy siejącej postrach w szkole nagle rozpływa się jak podgrzany budyń i wszystko momentalnie siada. Ostatnie 3 minuty filmu stanowczo do wycięcia!
Atutem filmu jest zdecydowanie aktorstwo, Meryl Streep i Philip Seymour Hoffman dali porządny pokaz umiejętności, dwa silne charaktery sceniczne na dwóch biegunach fabuły, naprawdę duży plus. Wreszcie jakaś rola na miarę możliwości Streep (po "Mamma Mia", którą Meryl powinna sobie chyba odpuścić dla dobra własnej kariery). Na minus za to, niestety, siostra James (Amy Adams) grana przez tą samą aktorkę, która udawała przeniesioną wprost z disney'owskich bajek królewnę w "Zaczarowanej". Patrzyłam na nią, bez makijażu i w habicie, i cały czas miałam wrażenie, że ktoś wziął Barbie i wsadził do niewłaściwego domku dla lalek. Zupełnie nietrafiona kreacja, jak dla mnie.
Ogólnie film mogę z czystym sumieniem polecić, ale nie radziłabym nastawiać się na arcydzieło. Ot, kawałek porządnego dramatu z dwójką wybitnych aktorów.[7/10]
Ostatnio zmieniony przez BM 2009-04-28, 15:49, w całości zmieniany 4 razy
O tym też klepnąłem recenzję (swoją drogą, bardzo długą i nudną, którą trudno nazwać recenzją), więc jak ktoś chce.
Po pierwsze, wydaje mi się, że Marcin Pietrzyk, etatowy recenzent z Filmwebu, bardzo nieładnie potraktował ten film i podejrzewam, że własnie to odbija się cały czas na ocenach tego filmu na FW (na IMDB ma wyraźnie wyższą średnią). Dobrze pokazuje starcie dwóch światopogladów prezentowanych przez dwie główne postaci filmu. Może być też potraktowany również jako wariacja na temat ósmego przykazania Dekalogu.
Cały dramat zasadza się tu na wątpliwościach, a tych jest wiele i dotyczą nie tylko postaci ojca Flynna. W jednej z rozmów ktoś ładnie określił, że film ma wiele 'faset' (Faseta - pojęcie wieloznaczne, używane w budownictwie i jubilerstwie. Inaczej faza- ukos, ucios, skośne ścięcie narożnika lub graniastej krawędzi, w celu ochrony przed uszkodzeniem od przypadkowego uderzenia) przez co może prowadzić do różnych, nierzadko sprzecznych interpretacji. Nie mogę się zgodzić z Twoją opinią, że takie zakończenie było bez sensu. Może i wypadło nieco sztucznie (teatralnie), ale stanowiło właśnie świetne i przemyślane zamkniecie historii, jeszcze bardziej poszerzające zbiór możliwych interpretacji.
Dużo nad tym filmem myślałem i pisałem i szczerze mówiąc, aż mi zbrzydł od tego.
Mi osobiście teatralność nie przeszkadzała i ze swojej strony polecam. Jeden z ciekawszych tegorocznych oscarowych.
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Wiek: 25 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2093 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-04-28, 07:39
PanSardela napisał/a:
Marcin Pietrzyk, etatowy recenzent z Filmwebu, bardzo nieładnie potraktował ten film i podejrzewam, że własnie to odbija się cały czas na ocenach tego filmu na FW (na IMDB ma wyraźnie wyższą średnią)
Powszechnie wiadomo, że system ocen, zarówno na IMDB jak i na FW tylko czasami faktycznie odzwierciedla jakość filmu. Zbyt dużo osób głosuje, bo im się nudzi, lub bo przeczytali gdzieś jedną recenzję za dużo lub jedną za mało, bo wcale nie widzieli filmu, ale wydaje im się, że będzie do bani itd.
PanSardela napisał/a:
Może i wypadło nieco sztucznie (teatralnie), ale stanowiło właśnie świetne i przemyślane zamkniecie historii, jeszcze bardziej poszerzające zbiór możliwych interpretacji.
Spoiler:
To co to w takim razie było? Wyrzut sumienia? Przemienienie Szawła? Pokazanie, że może Aloiza przez cały czas miała wątpliwości, czy faktycznie powinna oskarżać Flynn'a, ale skrywała je skrzętnie, żeby nie okazało się, że sama nie wie co robi i co mówi?
Powszechnie wiadomo, że system ocen, zarówno na IMDB jak i na FW tylko czasami faktycznie odzwierciedla jakość filmu. Zbyt dużo osób głosuje, bo im się nudzi, lub bo przeczytali gdzieś jedną recenzję za dużo lub jedną za mało, bo wcale nie widzieli filmu, ale wydaje im się, że będzie do bani itd
Jeszcze lepiej jest, jak film próbuje się promować w taki sposób, aby zarobił, chociaż wcale obrazem komercyjnym nie jest. Później idzie stado nieświadomych niczego baranów do kina i mamy takie kfiatki na FW, jak "Happy - Go - Lucky" z oceną 6 i komentarze typu "kompletnie do dupy". Bo nie było drugą "Amelią".
Eva napisał/a:
Spoiler:
To co to w takim razie było? Wyrzut sumienia? Przemienienie Szawła?
Nie rozpatrywałbym tego w kategoriach prawdopodobieństwa psychologicznego. Raczej jako przemyślane zamknięcie dramatu.
Eva napisał/a:
Spoiler:
Pokazanie, że może Aloiza przez cały czas miała wątpliwości, czy faktycznie powinna oskarżać Flynn'a, ale skrywała je skrzętnie, żeby nie okazało się, że sama nie wie co robi i co mówi?
Spoiler:
Plus to, że mogła czuć, że zrobiła niewystarczająco dużo. Jeśli i podkreślam jeśli (bo dramat jedzie na wątpliwościach) miała pewność, że Flynn to zrobił, to mogła mieć do siebie pretensje, ze nie nagłośniła całej sprawy. Albo mogła mieć wątpliwości, że oddała życie instytucji, która postanowiła całą sprawę zatuszować awansując księdza. Mogła się gdzieś tam po drodze (pamiętamy rozmowę z matką chłopca - tam nie było mowy o żadnym homoseksualizmie, chłopak mógł być po prostu wrażliwy) zachwiać również jej mocno konserwatywna, czarno - biała wizja świata. To było duże wyzwanie dla aktora, aby zagrać tak, żeby wyglądało, że ma ma wątpliwości jednocześnie co do własnego postępowania, jak i w stosunku do sytuacji, o których wspomniałem (a tym samym nie do siebie). Jeśli czytałaś różne opinie, to wiesz zapewne, że ludzie bardzo różnie odbierają te końcowe wątpliwości.
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Wg mnie "Doubt" to przede wszystkim dość odważny jak na nasze poprawne politycznie czasy dramat obyczajowy, zadzierający z tematami, które nie zawsze i nie dla wszystkich są miłe czy wygodne.
jak dla mnie to wręcz odwrotnie - kolejny film sprytnie wytypowany przez producentów na pewniaka, który popłynie na fali skandali pedofilskich trawiących kościół katolicki. Sprawa molestowań i tak się rypła i trafiła na publiczną wokandę. Co innego gdybyśmy mówiły o filmie sprzed tego okresu.
Choć przyznam - miłe ze strony reżysera, że wspomniał o procederze karnych przenosin duszpasterzy, którzy narozbrajali
Streep kompletnie mnie nie przekonała do swojej postaci - a już jej końcowe wyznanie rozłożyło mnie na łopatki...
jak dla mnie to wręcz odwrotnie - kolejny film sprytnie wytypowany przez producentów na pewniaka, który popłynie na fali skandali pedofilskich trawiących kościół katolicki. Sprawa molestowań i tak się rypła i trafiła na publiczną wokandę. Co innego gdybyśmy mówiły o filmie sprzed tego okresu.
Myślę, że to trochę niesprawiedliwa ocena. W USA shit hits the fan w 2002 roku, dwa lata później Shanley skończył "Doubt: A Parable", która doczekała się wielu wystawień, nagród i pozytywnych ocen. To skłoniło Miramax do wyłożenia kasy na film i powierzenia Shanleyowi reżyserki. Co do filmu sprzed 2002 roku, który podejmowałby temat molestowania dzieci przez funkcjonariuszy Kościoła Katolickiego - niby skąd miałby się taki wziąć, skoro o skali procederu przed 2002 rokiem wiedzieli głownie ci, którzy go kryli? W USA to był duży szok, na tyle, że Eastwood w "Rzece Tajemnic" dodał jednemu z gwałcicieli koloratkę, motyw, którego w powieści Lehane`a nie było.
Nuz napisał/a:
Streep kompletnie mnie nie przekonała do swojej postaci - a już jej końcowe wyznanie rozłożyło mnie na łopatki...
A tu miałem tak: "Film ma tytuł <<Wątpliwość>>. No to kiedy jakaś postać będzie miała wątpliwości? Ahaaa..."
Film oceniam dobrze, a rólka Violi Davies rozłożyła mnie na łopatki. Kurde, miała kilka minut i wykorzystała je na maxa. Pochwały i nominacje do wszelkich nagród aktorskich w pełni zasłużone. A w filmie są jeszcze Streep i Hoffman, geniusze, ale jak dla mnie, Davies ich przyćmiła.
Nie mam wątpliwości, że ten film jest dobry. Tylko dobry, dlatego, że znam sztukę na podstawie której on powstał. I widziałam też spektakl pod ,,batutą" wspaniałego reżysera Piotra Cieplaka...i wtedy mnie zaczarował. Liczyłam, że z filmem Shanley'a będzie tak samo...ale niestety, do końca tak nie było. Ten film ciągną dwie postacie - A będą to:Philip Seymour Hoffman i oczywiście kto? Meryl. Zatem, nie zajmując długo, przyznam, że dla tych dwóch ról warto...chociaż, kto miał okazję obejrzeć spektakl z A.Konieczną i C.Kosińskim , ten wie gdzie pies pogrzebany
Acha, no i żeby nie było, zdaję sobie sprawę z tego, że teatr to teatr, a film to film. Jednak porównuję tu podejście do tematu i budowanie tajemnicy/napięcia. O to tu w tym wszystkich chodzi.
_________________ ** człowiek człowiekowi wilkiem,a kiwi kiwi kiwi **
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-02-21, 15:42
Akurat widziałam ten spektakl, z tą samą obsadą, u Krystyny Jandy, i powiem ci, że się nieco wynudziłam. Może ktoś miał zły dzień, albo aktorzy, albo ja. Film mi się zdecydowanie lepiej podobał, choć nie wywarł na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia. Tak jak piszesz, jest dobry, i nic więcej. Ale dobrze, że powstał i to w takiej obsadzie i pod takim tytułem, bo w materii molestowania, jeśli nikogo nie przyłapie sie na gorącym uczynku (a nie przyłapie się, bo molestujący o to dba), zawsze będą wątplipowości i zawsze każdy będzie wierzył w to co chce wierzyć.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach