Zajebisty film, tylko dziwny i zakręcony bardzo. DICK LAURENT IS DEAD, CALL ME itd. Momentami to aż się bałem. Muszę odświeżyć, bo już dawno oglądałem i chyba nie za bardzo zrozumiałem. Potem w Internetach czytałem jakieś interpretacje, mniej lub bardziej przekonywające.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3149 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-09-08, 06:27
Nie wiem czy da się w ogóle jakoś całościowo ogarnąć sens tego filmu, ja przynajmniej nie potrafię. Ale tak, lubię go oglądać, bo mi zawsze coś nowego z niego wynika. Ostatnim razem zauważyłem na przykład, że to mocno poroniona wersja kina noir. Jeden z tych przypadków, gdy film i soundtrack są połączone ze sobą wprost idealnie, w taki sposób, że obraz filmowy narzuca określony odbiór muzyki z filmu (podczas słuchania występują filmowe wizualizacje). Znam chyba tylko ze trzy takie przypadki: to, "Pulp Fiction" i "Trainspotting".
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-09-08, 13:35
Ja jeszcze przez ten film nie przebrnęłam, odpuściłam sobie kiedyś i nie wróciłam, a może warto by było, chocby ze względu właśnie na ową doskonałą kompilację obrazu z muzyką, tym bardziej, że jest to muzyka zespołu, dzięki któremu polubiłam brzmienie niemieckiego?
Pamiętam, jak Kałużyński zachwycał się tym filmem w "Poławiaczach pereł", uzywając tylko jedynego argumentu, że mozna się nim zachwycić albo nie.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-09-08, 14:39
No tak, to jeszcze dowód, że powinnam zawrzeć bliższą znajomość z tym filmem. Psieplasiam. Poszłam po najprostszym skojarzeniu. Podróże po forum kształcą, czasem.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Wszyscy już wszystko napisali, to się tylko podzielę refleksją, że to ostatni film Lyncha, w którym o coś chodzi. Fabuła jest na tyle niejednoznaczna, że jest możliwych wiele interpretacji, z tym że do każdej można znaleźć kontrargumenty itp. Potem gość już odpłynął i zaczął uprawiać artystyczną masturbację - Mullholand Drive jest wg mnie lepsze wizualnie, ale fabuła dużo słabsza.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Jeszcze niedawno bardzo mi się ten film podobał, soundtracku słuchałem godzinami i w ogóle był to kult nad kulty. Po tegorocznej powtórce zdziwiłem się, jak strasznie obsysa. Fabuła do niczego (i nie chodzi o podmiankę głównego bohatera), gdzieś to niby jedzie, ale nie wiadomo dokąd, straszliwie się ciągnie, nuda, nuda, nuda. Już nie chce mi się snuć teorii, o co chodzi w tej padace. Zaprowadziło mnie to do takiego wniosku: Lynch jest zajebistym reżyserem, ale musi mieć nad sobą bat i jakiś deadline. Przy "Diunie" miał i proszę, jak świetnie wyszło. W LH mógł chyba robić praktycznie wszystko, co mu się podobało, podobnie w "Mullholland Drive". "Inland Empire" nie znam i raczej się nie zapoznam, słyszałem i czytałem, że tu pojechał na maksiora. Więc dla mnie artystyczna masturbacja Lyncha zaczyna się już od "Zagubionej Autostrady".
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach