Motyl i skafander / Le Scaphandre et le papillon
reż. Julian Schnabel (Francja, USA 2007)
Jean-Dominique Bauby, naczelny redaktor "Elle", na skutek wylewu krwi do mózgu doznał prawie całkowitego paraliżu. Mógł jedynie ruszać lewą powieką. Tekst "Skafandra i motyla" dyktował, mrugając powieką i posługując się specjalnym alfabetem. W swojej książce Bauby opowiada o życiu przed wylewem, mówi także o tym jakie to uczucie zostać uwięzionym w bezużytecznym ciele i móc wyłącznie marzyć o podróżach do miejsc, których nigdy się nie zobaczy.
Oglądanie tego filmu na komputerze mocno go zubaża. 'Trudno wtedy z cała intensywnością odebrać zdjęcia Kamińskiego. Co jest w tym filmie ciekawego, oprócz nowatorskich zdjęć? Przede wszystkim to film zabawny, pozbawiony zadęcia, pełen lekkości i wdzięku. A jednocześnie angażuje cię w pełni i każe ci przeżyć to co widzisz na ekranie. Mówią o nim film humanistyczny, z czym się w pełni zgadzam.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 17:20, w całości zmieniany 8 razy
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-18, 21:12
Rewelacyjny filmik, polecam.
Po obejrzeniu czegoś takiego docenia się to co się ma, a codzienne problemy wydają się dziwnie banalne. Co ważne obraz nie jest dołujący (choć tematyka filmu dosyć ciężkawa).
Co ważne obraz nie jest dołujący (choć tematyka filmu dosyć ciężkawa).
Z tym się zupełnie zgadzam. Kiedy przeczytałem opis filmu, nie skusiłem się na niego. Dopiero po jakimś czasie, przechodziłem koło kina i w zasadzie za darmo udało mi się dostać na seans, czego nie żałuję. Trzeba oddać reżyserowi sprawność i umiejętość ukazania dołującej tematyki w przyjemnej i "lekkiej" formie.
jako całość mi się nie podobał. ale doceniłam zdjęcia i podobała mi się scena nad morzem, z dziećmi i z żoną, głównie chyba dzieki piosence toma waitsa w tle.
ogólnie przereklamowane ; ]
_________________ i love Elvis, ♥♥♥♥♥♥♥
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-04-08, 21:32, w całości zmieniany 1 raz
Dobry film a nawet bardzo dobry. Po pierwsze sam temat filmu- bardzo poruszający. Po drugie świetne zdjęcia Kamińskiego, coś cudownego.
Spoiler:
Najbardziej w pamięci utkwiła mi scena zaszywania oka
Film wyrył się w mojej świadomości, wręcz namacalnie można poczuć co odczuwa sparaliżowana osoba (wstyd, zażenowanie np. podczas sceny kąpieli) a także jak jest odbierana przez nieuświadomionego widza ( reakcja mężczyzn którzy montowali telefon gdy zobaczyli sparaliżowanego Jean-Dominique'a)
Na pewno warto zobaczyć
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-08, 03:08
Zgadzam się z przedmówcami - ten film jest optymistyczny, mimo tak dołującego tematu.
Głowny bohater miał wiele szczęścia w swoim nieszczęściu. Został kompletnie unieruchomiony w ciasnym skafandrze swego ciała, ale nie był samotny, miał także znane nazwisko, no i pieniądze, ktore zapewniły mu względny komfort jego egzystencji, której akcja zawężyła się tylko do szpitalnego łóżka. Choroba ograniczyła go fizycznie, ale mentalnie nadal pozostał motylem, jakim był przed chorobą.
Dla mnie ten film jest w dużej części hołdem złożonym kobietom, dzięki których katorżniczej pracy powstała książka, a praca nad nią ewidentnie podtrzymywała chorego przy życiu.
Zdjęcia z pewnością są bardzo wielkim atutem filmu, dzięki nim możemy choć w jakiejś częsci mieć pojęcie zawężonej perspektywy postrzegania świata głównego bohatera.
Jego życie "przed" i 'po" wylewie pozostaje w wielkim kontraście. Można by sobie zadać pytanie, czy lepiej by było, gdyby skafander choroby uwięził także motyla wyobraźni? Ten film rodzi wiele pytań, takich, na które nie znamy odpowiedzi, i lepiej byśmy nie poznali.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2011-01-18, 01:58
DA napisał/a:
powstała książka, a praca nad nią ewidentnie podtrzymywała chorego przy życiu
Zgadzam się w końcu po 10 dniach od wydania książki "sprawiedliwy" skrócił jego męki.
Książka jest bardzo podobna do filmu. Nie wiem czemu miała służyć w filmie dziwna zmiana z dwójki dzieci (Teofil, Celestyna) na trójkę (nie istniejąca Henrieta o ile pamiętam imię). Choć wiadomo jak to z książkami jest - są bardziej dokładne. Nie inaczej jest w tym przypadku. Tematem jestem zainteresowany o tyle więcej, że znam osobę która zajmuje się delikwentem dotkniętym syndromem zamknięcia. Wiem jak to wygląda "w praktyce". Przede wszystkim to według mnie jedna z najgorszych rzeczy jaka może spotkać człowieka (gorsze są już chyba akcje typu więzienie długimi latami młodych kobiet, gwałcenie ich w ukrytych klitkach). Ogromny dramat człowieka ale i jego rodziny, osób bliskich. Psychiczna udręka, więzienie we własnym ciele, nie możność właściwego wypowiedzenia się i co najgorsze pełna świadomość - potworność! Ja na przykład wolał bym umrzeć. Jean-Do początkowo tego właśnie chciał ale widząc reakcję osób pomagających mu postanowił nie użalać się nad sobą. Człowiek w kwiecie wieku na skutek wylewu krwi do mózgu zostaje zamknięty we własnym ciele, a mruganie okiem ma mu zapewnić okruchy normalnego bytu - farsa. Całodniowe patrzenie na zasłonę, w bezruchu normalnego człowieka doprowadziło by do totalnej depresji, po paru tygodniach do powolnej utraty zmysłów, a przecież Bauby nie był nienormalny ani upośledzony. Pomyślcie jaką katorgę przechodził. Pewnie walczył sam z sobą o to by nie zwariować. Cieszy mnie, że jego stan trwał "tylko" około dwóch lat. Poza tym on naprawdę musiał czuć swego rodzaju misję, wielką chęć dokończenia książki, ukazania stanu psychicznego osoby dotkniętej locked-in-syndrom'em... bo 10 dni później (mam na myśli datę wydania książki) odszedł.
Osoba, o której wspominałem wcześniej ma jedynie sprawny słuch, może lekko ruszać lewą ręką, i wydawać swego rodzaju jęknięcia (służą one do wyznaczania liter alfabetu). Nie widzi. W takim stanie znajduje się od wielu lat. Chce żyć - ciekawe i zaprzeczające też poniekąd moim słowom. W takim stanie znalazła się na skutek zakrztuszenia jedzeniem. Dodam, że nie jest z Polski i raczej jest osobą z natury chamską co nie ułatwia pracy z nim ale w przeciwieństwie do lat w których Bauby miał wypadek dzisiaj technika poszła lekko naprzód i można zastosować (specjalne) słomki jako dżojstiki podłączone do PC. Bauby też święty nie był. Zostawił żonę dla kochanki. Generalnie to nic nadzwyczajnego ale ogromną pracę w jego osobę po wypadku włożyła właśnie była żona, a nie kochana przez niego druga kobieta. Takie zrządzenie losu...
Tak wyglądał Jean-Do w szpitalnym łóżku (i nie tylko):
Smutna to historia, film bardzo dobry - książka też.
Mad_X, świetnie napisałeś o tym syndromie na tyle świetnie, że mam chęć sięgnąć po książkę i żałuję tylko, że nie czytałem jej przed obejrzeniem filmu.
_________________ Bez bólu nie ma satysfakcji.
Wszystkie te chwile przepadną w czasie niczym łzy w deszczu... Pora umierać.
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2011-01-19, 05:15
Książkę szczerze polecam. Tak rozmyślałem jeszcze nad słowami moimi: "Ja bym wolał umrzeć" (odnośnie stanu w jakim znalazł się Jean-Do) i przypomniałem sobie mistrzowską biografię / dramat - "W stronę morza" (Mar adentro) - w reżyserii Alejandro Amenábara. Dotyczy tego właśnie zdania. Pozostaje mi jedynie przypomnienie sobie tego rewelacyjnego filmu i założenie tematu na forum.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-01-19, 17:03
O, tak. Zakładaj! O "W stronę morza" - przepiękny film. Może też coś dopiszę.
Z uwagą i przejęciem przeczytałam twoją opowieść o przypadku, z którym ma do czynienia ktoś z twoich znajomych. Co mnie zaciekawiło, to to, że napisałeś, że ta osoba chce żyć, mimo, że od lat znajduje się w takim stanie. Może jest osobą wierzącą? A może to ten wrodzony instynkt życia, który mobilizuje ludzi /z normalną psychiką/ do pokonywania wszelkich trudności. A jeszcze tym bardziej, jesli ma się kołó siebie troskliwych ludzi, którzy są w stanie i chcą pomóc. Może on takich ma.
przypomniał mi się przypadek Janusza (chyba tak miał na imię), który kiedyś oficjalnie poprosił władze o pozwolenie na eutanazję. Po wypadku motocyklowym leży unieruchomiony już chyba kilkanaści lat, rodzice są już starsi, nie chciał już dłużej żyć, z perspektywą samotności, no bo niby jak? Cała Polska została poruszona, Anna Dymna wzięła go pod swoje skrzydła, były reportaże, zainteresowanie wielu ludzi. Jestem ciekawa, czy to trwa dalej. Czy coś zmieniło się w jego życiu na dłuższą metę, czy nabrał chęci do życia.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Świetna ekranizacja.
To trochę przykre, że pociesza mnie czyjesz nieszczęście, że dopiero wtedy dostrzegam że moje problemy są niczym przy tym, co spotkało bohatera z "Motyl i skafander".
Z drugiej strony takim tokiem myślenia to rozczulałbym się nad co drugim dramatem więc zostane przy tym, że mi się film po prostu podobał
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach