Zakończenie fajne, raczej zaskakujące. Niezupełnie tego się spodziewałem, więc zostałem pozytywnie zaskoczony. Film do któregoś momentu melancholijny i lekki, zbliżony do komedii i za to duży plus. Potem robi się bardziej standardowo. Walt wzbudza sympatię, a postacie Sue i Thao są fajnie i naturalnie zagrane. Generalnie bardzo dobry i mimo lekkiego przegadania wciągający film. 8,5/10
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2009-08-14, 22:40
Tuż po seansie "Gran Torino". Przyjemny i chyba wcale nie taki lekki film z polskim akcentem Ogólnie Clint E. robi swoje, tzn. cierpkie lecz nie gorzkie kino. Mnie się podobało. Ciekawa historia choć w gruncie rzeczy nic skomplikowanego. Oczywiście czekam na kolejne filmy "E." bo jest nieprzeciętny.
moja ocena 7\10
ps
zapomniałem dodać... momentami naprawdę zabawny (np. kawały Kowalskiego....)!
teksty Kowalskiego wymiatały jak dla mnie film 8/10 bo jest naprawdę dobry,ale nie wiem czy i kiedy po raz kolejny sięgnę po ten film.... właśnie dlatego nie mogę dać wyższej oceny.
mnie osobiście rozwaliła scena kiedy Sue wróciła do domu -zgwałcona.... jak dla mnie mistrzowska scena, charakteryzacja i w ogóle. Zresztą dobra z tej dziewczyny aktorka.
a pozatym miny Kowalskiego, to jego warczenie -świetne
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Dołączyła: 19 Lis 2008 Posty: 79 Skąd: The Universe
Wysłany: 2009-09-07, 15:48
Rany Jak to możliwe, że taki naiwny, schematyczny i kiepsko zagrany film może wzbudzać tyle zachwytów. Dla mnie to było klasyczne kino familijne... postacie podzielone grubą krechą na dobre i złe... dobrzy mają ciężkie życie, ale znajduje się samotny mściciel, który walcząc z własnymi demonami zbawia świat... I dwa kilkuosobowe gangi na całą dzielnicę
Spoiler:
A już jak Kowalski padł w ostatniej scenie krzyżem na trawniku to normalnie pusty śmiech ogania a potem cała banda czekała aż policja przyjedzie i ich zgarnie buhahahahah
Clint nakręcił sobie film, taki jak lubił i zagrał sobie tak jak lubi i ma do tego prawo (i kasę ) ale skąd do cholery tyle zachwytów nad prostą jak cep i naiwną historyjką?
A ta cała niepoprawność polityczna to raptem kilka rasistowskich wyzwisk
Spoiler:
a potem i tak się okazuję, że te głupie żłótki są fajniejsze od własnej białej rodziny.
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-07, 16:16
Andromeda napisał/a:
ale skąd do cholery tyle zachwytów nad prostą jak cep i naiwną historyjką?
Bo takich historyjek właśnie nam dziś w kinie brakuje jak jasna cholera. Aktor - legenda nakręcił przezabawny obraz z krwi i kości. Mnie tym kupił zupełnie i bawiłem się świetnie.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Wiek: 28 Dołączyła: 18 Sty 2009 Posty: 188 Skąd: z domu
Wysłany: 2009-09-07, 22:01
Andromeda napisał/a:
Dla mnie to było klasyczne kino familijne...
Powiedziałabym wręcz - dydaktyczne.
Andromeda napisał/a:
A ta cała niepoprawność polityczna to raptem kilka rasistowskich wyzwisk
Też nie rozumiem, co jest tak "niepoprawnego politycznie" w tym filmie -
Spoiler:
w końcu ostatecznie "rasista" oddaje życie za swojego skośnookiego przyjaciela.
Poza tym już sam fakt, że negatywnymi bohaterami uczyniono Azjatów, a nie Latynosów i Afroamerykanów, jest jakimś ukłonem w stronę politycznej poprawności IMHO.
Wspaniały film, który potwierdził jedynie, że Clint Eastwood jest geniuszem kina i świetnie sprawdza się i jako reżyser, i jako aktor. Zresztą, nakręcił dwa genialne filmy w rok (poza tym jeszcze "Oszukana"). "Gran Torino" to piękna opowieść o przemijaniu i jego nieuchronności oraz o twardej, męskiej przyjaźni. Wykonanie jest faktycznie klasyczne, równie dobrze film mógłby rozgrywać się na Dzikim Zachodzie, ale jak dla mnie to plus. Zrobił na mnie wielkie wrażenie. Bardzo dobre aktorstwo (nie tylko Walt, ale także Tao, jego siostra czy ciekawa postać księdza), dialogi, dramatyczny scenariusz, no i ta końcówka
Spoiler:
symboliczne pożegnanie Clinta z aktorstwem. Jest to jeden z dwóch filmów w jego karierze, gdy odgrywana przezeń postać ginie, ale w pierwszym takim filmie był jeszcze mało znany i miał drugoplanową rolę. Zresztą scena śmierci rewelacyjna - macie ogień? <strzela z palca do żółtków>
. Za kompromitację uważam, że żaden z filmów Clinta z 2008 roku nie otrzymał nawet nominacji do Oscara. Zapewne na skutek ich politycznej niepoprawności
Spoiler:
nie oszukujmy się, GT to nie jest politycznie poprawny film. Fakt, że rasista zaprzyjaźnia się z Azjatą i oddaje za niego życie nie jest tutaj rozstrzygający - to raczej Tao był wyjątkowy, a Clint to dostrzegł i docenił. Nigdzie nie ma mowy o jakiejś "wolności rasowej", jest wręcz wyraźnie zaznaczona odrębność i odmienność, np. podczas wizyty Clinta na przyjęciu u rodziny Tao, tudzież podczas scysji z Murzynami i wiggerem (swoją drogą najbardziej żałosna postać w filmie )
Ja tam bym się nie zachwycała aż tak tym filmem. Clint troszkę idzie na łatwiznę, bo porusza w swoich filmach tematy które budzą kontrowersję. I tak w Za wszelka cenę mamy temat eutanazji, tak tu mamy w jakimś tam stopni poruszony problem rasizmu, żeby wzbudzić zainteresowanie filmem. Jest to typowy komercyjny chwyt. Sporo fajnych scen, nieźle aktorsko i co poza tym?? W gruncie rzeczy najwięcej do tego filmu wnosi tylko postać Wolta Kowalskiego i jego rasistowskie żarty obiektywnie muszę przyznać że dialogi są w ogóle świetne. Ogólnie wszystko jest tu ładnie zgrane i dlatego się to dobrze ogląda. Ale czy to świadczy o genialności filmu?
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
No cóż, jego filmy to dramaty obyczajowe i poruszają jakieś tam ważne problemy społeczne, do tego są znakomicie zrealizowane i zagrane. Czego chcieć więcej? Tutaj poza zagadnieniem przemian struktury rasowej w USA mamy jeszcze pokazaną od kuchni przeciętną średniozamożną amerykańską rodzinę, kwestie religijne (ważne u Clinta, często przewijają się w jego filmach). Także mocno wyeksponowana przyjaźń rodząca się między Waltem a Tao jest ważna - w pewien sposób ich relacje układają się na zasadzie ojciec-syn (chłopak nie ma ojca, a Walt nie ma dobrego kontaktu ze swoimi synami). Walt wprowadza chłopaka w życie dorosłe (uczy majsterkowania, "męskich rozmów" o przysłowiowej pogodzie, załatwia mu pracę). W pewien sposób pokazuje mu najprostsze zasady, na podstawie których stworzono USA - praca, godność osobista, uczciwość itd. Dla Polaków, których ojcowie po powrocie z pracy rozwalają się przed TV, a wychowanie dzieci scedowali na publiczne szkolnictwo, może to być faktycznie niezrozumiałe. Jak dla mnie to ważny i symboliczny film, który trzeba zobaczyć.
Dla Polaków, których ojcowie po powrocie z pracy rozwalają się przed TV, a wychowanie dzieci scedowali na publiczne szkolnictwo, może to być faktycznie niezrozumiałe. Jak dla mnie to ważny i symboliczny film, który trzeba zobaczyć.
dla mnie jest to zrozumiałe, ale tez trochę dziwne że z Tao ma takie relacje a własnych dzieci nie potrafił wychować
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
ale tez trochę dziwne że z Tao ma takie relacje a własnych dzieci nie potrafił wychować
Spoiler:
Tu jakąś podpowiedzią może być scena spowiedzi, gdzie wymienia to jako jeden z najważniejszych błędów (oprócz tego 2 sprawy dość błahe), które ciążyły mu przez całe życie. Widać potrafił być dobrym ojcem - to może też takie przesłanie, że nigdy nie jest za późno itd.
faktycznie masz rację, już jakiś czas temu to oglądałam i nie wszystko pamiętam.
Myślę że Clint pożegnał się z aktorstwem w tym filmie.
Spoiler:
Nawiązując do symboliki, wydaję mi się, że ostatnia scena gdzie Wolt się zabija oznacza, że Clint nie wróci już na ekrany jako aktor, zresztą chyba od 2008 roku już nigdzie nie grał.
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Z tego co pamiętam, to Clint mówił, że ten film to jego pożegnanie z aktorstwem. Będzie dalej reżyserem, ale grać już nie zamierza.
Oglądałam go jakiś czas temu. Podobał mi się był śmieszny, ironiczny chociaż trochę przewidywalny.
_________________ Zbyt mało wiem by być niekompetentnym.
W.Allen
Wiek: 21 Dołączył: 22 Mar 2010 Posty: 54 Skąd: Tarnobrzeg
Wysłany: 2010-04-10, 20:22
Mnie film bardzo pozytywnie zaskoczył, najlepszy film jaki oglądałem w ciągu ostatnich kilku miesięcy.
btw znacie jakieś filmy w których Clint nie gra twardziela ?
Oglądałam stosunkowo niedawno. Przyznam, że nie podobał mi się w ogóle. Kiedy już miałam nadzieję, że może zacznie mi się coś w końcu podobać - czar uciekał w mgnieniu oka, niestety. Przewidywalny, mało zabawny (wcale). Chyba jedyna kreacja Eastwood'a, która do mnie nie przemówiła zupełnie ; ) scena końcowa rozbrajająca, ale w tym 'nie-fajnym' wydaniu, załamałam ręce
że co ?? Przecież teksty Kowalskiego rozwalały i że niby w jaki sposób przewidywalny? Pewnie przewidywalny dlatego że już wcześniej poczytałaś wypowiedzi na forum i znałaś zakończenie, tak?
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
że co ?? Przecież teksty Kowalskiego rozwalały i że niby w jaki sposób przewidywalny? Pewnie przewidywalny dlatego że już wcześniej poczytałaś wypowiedzi na forum i znałaś zakończenie, tak?
Nie, po prostu nie bawiły mnie. Coś co śmieszy Ciebie, nie musi śmieszyć każdego : )) Forum? nic podobnego :D oglądałam go z 'przypadku'. Dziwnym trafem domyślałam się co będzie dalej. No, chociaż muszę tutaj przyznać plus - właśnie za zastanawianie się co będzie w kolejnej scenie i jak się skończy.
Dziwnym trafem domyślałam się co będzie dalej. No, chociaż muszę tutaj przyznać plus - właśnie za zastanawianie się co będzie w kolejnej scenie i jak się skończy.
teraz zaprzeczasz sama sobie
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Dziwnym trafem domyślałam się co będzie dalej. No, chociaż muszę tutaj przyznać plus - właśnie za zastanawianie się co będzie w kolejnej scenie i jak się skończy.
teraz zaprzeczasz sama sobie
Racja, ale z drugiej strony to był właśnie plus tego filmu przewidywalny, acz nie nudny
Wiek: 19 Dołączyła: 25 Cze 2010 Posty: 27 Skąd: póki co Polska
Wysłany: 2010-06-26, 20:06
Przepiękny film, b. dobry Clint Eastwood (chyba pierwszy raz tu go widzę na ekranie ), świetna historia. Podobała mi się muzyka, szczególnie ostatnia piosenka z charczącym Eastwoodem i Jamie'm Cullumem.
Przerażające jest to, że moja koleżanka po obejrzeniu go jako główną rzecz, która jej się podobała podała udawanie ręką pistoletu przez Walta
Przerażające jest to, że moja koleżanka po obejrzeniu go jako główną rzecz, która jej się podobała podała udawanie ręką pistoletu przez Walta
Dlaczego przerażające? To już kultowy gest, symbolizujący moralne zwycięstwo nad nędznymi hultajami zresztą pojawił się w innym obrazie Wschodniegolasu — mianowicie w Rzece tajemnic, skądinąd również znakomitym filmie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach