Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-30, 09:09 Gran Torino
Gran Torino
reż. Clint Eastwood (USA 2008)
Film opowiada historię Walta Kowalskiego (w tej roli znakomity Clint Eastwood), twardego człowieka o stalowej woli, byłego pracownika fabryki Forda, weterana z Korei i zapiekłego, amerykańskiego konserwatysty polskiego pochodzenia, którego świat (a właściwie otoczenie) coraz bardziej się zmienia lecz nasz bohater zdaje się nie bardzo przyjmować to do wiadomości. Spokojna, biała niegdyś dzielnica na przedmieściach jawi mu się obecnie jako pole najazdu skośnookich (i innych kolorowych) barbarzyńców, a sam Walt zdaje się być ostatnim strażnikiem dawnego porządku...
Rewelacyjny film i bardzo pozytywne zaskoczenie! Zupełnie odlewający się na polityczną poprawność, zabawny, pouczający. Świetny Clint Eastwood, ze swoim "oszczędnym" stylem gry aktorskiej idealnie wpasował się w rolę. Z ekranu czasem lecą takie teksty, że można się udławić ze śmiechu. Oprócz tego jest to też zupełnie poważny dramat o przyjaźni i momentami po prostu kawał pięknego kina. Ostatnio podobnie bawiłem się na "Jabłkach Adama" (choć to raczej nieco inna półka). Tak czy owak zdecydowanie polecam! Absolutny strzał w dziesiątkę.
Faktycznie, niezły film. Kiedy trzeba zabawny, innym razem wręcz poruszający. Mało ostatnio widziałem obrazków, gdzie nie udało mi się przewidzieć zakończenia. Za to także plus. Nie jestem może zbyt obiektywny bo mam słabośc do ikon typu Eastwood czy Newman
_________________ Good gun for buffalo. The problem is there aren't any hereabouts.
Dobry film. Na pewno nie przełomowy, ani genialny, ale chętnie obejrzę go jeszcze raz (w moim wypadku rzadkość). Nikt tak dobrze nie nadaje się do roli zgorzkniałego skurwysyna z zasadami w jesieni życia, jak Eastwood.
Hmmmmmm ... Polak z poje**** rodzinką. Kurde, współczuję mu tych wnuków, to jakieś chore twory JułEsEj . Ogólnie film fajny, obejrzałam bez spoglądania na czas, jaki mi pozostał do końca filmu, bez myśli "Kurde, czemu to tak przedłużają do cholery". Tak, teksty trafione w dziesiątkę. Obsada też nieźle - z gwiazd wielkiego ekranu tylko Clint a gra azjatyckiej rodziny mi nie przeszkadzała. Film na poziomie.
_________________ -Spójrzcie w niebo! To ptak!
-To samolot!
-To SUPERMAN!
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-04-10, 17:20
Ja tylko chciałem zauważyć, że od ponad miesiąca Gran Tornino nieustanie jest na pierwszym miejscu w TOP10 nowości FilmWeb'u. Niby taki niepozorny filmik, bez większej promocji w mediach. A tu proszę - ludzie i tak wiedzą co dobre.
Dziadek wiedział, że umrze (wyniki badań) - więc postanowił coś swoją śmiercią osiągnąć. Czytanie testamentu także ciekawie wypadło, chociaż można się było spodziewać że tak będzie a nie inaczej.
Bardzo dobry film, mnóstwo świetnych scen. Z pewnością do niego wrócę.
Dziadek wiedział, że umrze (wyniki badań) - więc postanowił coś swoją śmiercią osiągnąć. Czytanie testamentu także ciekawie wypadło, chociaż można się było spodziewać że tak będzie a nie inaczej.
O tak, zgodziłabym się. Tylko mnie zdziwiło to, że p.Eastwood pokazał przy odczytaniu testamentu tę naiwną minę wnuczki p."Kowalski". Już raczej można by się domyśleć po wyrazie twarzy Walta, kiedy zobaczył palącą wnuczkę, mówiącą bez zahamowań o niejakim pozostawieniu w spadku Gran Torino właśnie jej, tego, że na pewno jej nie zostawi tego auta. Ponadto podobała mi się spowiedź Walta. Fajnie to ujęli. Co do ostatniej akcji, jako że "akcji" - po prostu masakrycznie niesamowita! Mówiąc szczerze myślałam, że załatwi ich wszystkich, a tutaj - zonk - "Macie ogień".
_________________ -Spójrzcie w niebo! To ptak!
-To samolot!
-To SUPERMAN!
Ja tylko chciałem zauważyć, że od ponad miesiąca Gran Tornino nieustanie jest na pierwszym miejscu w TOP10 nowości FilmWeb'u. Niby taki niepozorny filmik, bez większej promocji w mediach. A tu proszę - ludzie i tak wiedzą co dobre.
Nie to mnie dziwi, że tak się długo utrzymuje. Takie kino, tradycyjne w formie - łatwe w przyswajaniu widać dobrze się sprzedaje. Zastanawia mnie natomiast cała histeria wokół Clinta związana ze schyłkiem jego kariery jako aktora. Komentarze, nagłówki w rodzaju "Zagraj to jeszcze raz Clint", "Grand Clint - Wielki Clint" wywołują u mnie co najwyżej spazmy śmiechu. Tak częste pisanie o "Gran Torino" jako "Arcydziele" znamionuje tylko bezrefleksyjność ludzi płynących głównym nurtem, tego, co popularne. Nie wiem, może i jest Clint jakąś ikoną kina, ale prawda jest taka, że jako reżyser stworzył całą masę filmów średnich, zeby nie powiedzieć - słabych. Nigdy jakoś szczególnie nie przepadałem za jego konserwatyzmem i nieco uproszczoną wizją świata. Ma na koncie jeden film bardzo, ale to bardzo dobry - jest nim "Co się zdarzyło w Madison County". Film, który uwielbiam mimo całej mojej wyraźnej niechęci do melodramtów. Naprawdę dobra była "Rzeka tajemnic", łopatologiczne "Za wszelką cenę" natomiast nie zachwyciło. Jeszcze parę by się znalazło niezłych, parę poniżej oczekiwań...
"Gran Torino" jest filmem niezłym. Mocno melancholijną, o wydźwieku tradycjonalstycznym opowiastką. Kowalski, mimo swojej gruboskórności, jest postacią bardzo sympatyczną i na swój sposób zabawną - już same jego rozmowy z psem na ganku przy sześciopaku piwa wywołują uśmiech. Groźni przestępcy z okolicy przywodzą na myśl nie jakichś groźnych zbirów mogących ostrzeliwać z uzi domostwa Bogu ducha winnych obywateli, a Arniego z serialu o "Arnim", albo "Karate Kida" - podobnie smiesznie Kowalski się z nimi rozprawia. Miłe to, można obejrzeć, ale do zachwytów daleko. Tego rzekomego jechania po poprawności politycznej (prócz paru zwrotów o wydźwięku rasistowskim) jakoś nie zauważyłem.
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-04-22, 18:17
PanSardela napisał/a:
Nie to mnie dziwi, że tak się długo utrzymuje.
Niemały wpływ może mieć na to fakt iż kreowana przez niego w tym filmie postać ma wyraźnie polskie korzenie. Myślę, że polskiej publice po prostu w (ujęciu masowym) spodobał się taki film o starym polskim, stetryczałym marudzie, który ma w nosie takie rzeczy jak polityczna poprawność, umiłowanie obcych ras i inne rzeczy, którymi media bombardują nas na co dzień. Co by nie mówić przeciętny Polak to jednak konserwatysta. Dlatego wielkość samego Clinta czy tego tytułu może tu być jedynie czynnikiem pomocniczym w kwestii popularności tego tytułu. Może się mylę ale coś mi mówi, że ma to co najmniej znaczny wpływ na ocenę filmu w naszym kraju. Jak jest w USA czy reszcie Europy tego dokładnie nie wiem. Słyszałem, że w Stanach film był dosyć popularny bo łamał schematy, którymi sami Amerykanie są już mocno zmęczeni ale na ile wiarygodne to wieści też nie potrafię powiedzieć.
Dla mnie nie było to jakieś wybitne dzieło. Ale z pewnością znakomita rozrywka, w dobrym oldschoolowym stylu z rozbrajającą kreacją dziadka Clinta. Dlatego wybaczam mu ew. zarzuty o nieartystyczność bo myślę, że to zupełnie inna kategoria wagowa. To taki świeży obraz, który mówi "można się śmiać z pewnych rzeczy, nie dajmy się zwariować". I ja to jak najbardziej kupuję.
Co by nie mówić przeciętny Polak to jednak konserwatysta.
Naprawdę nie wiem czy na temat Polaków da się wysunąć takie ogólne zdanie. Ale tak, z pewnością, gdyby taki przeciętny Kowalski zamieszkał w bardziej wielokulturowym środowisku, musiałby się z pewnymi rzeczami otrzaskać. Amerykanie próbują tego od lat - z różnym skutkiem.
BM napisał/a:
Dla mnie nie było to jakieś wybitne dzieło. Ale z pewnością znakomita rozrywka, w dobrym oldschoolowym stylu z rozbrajającą kreacją dziadka Clinta. Dlatego wybaczam mu ew. zarzuty o nieartystyczność bo myślę, że to zupełnie inna kategoria wagowa.
Podobnie i dla mnie. Nie mierzyłem go miarką zarezerwowaną dla kina poszukującego nowych tematów, form wyrazu. I jako taki normalny obraz się dobrze sprawdza. Czyli bez zachwytu. Może jakbym wniknął głębiej, ale jakoś niespecjalnie mi się chciało. Takie normalne oglądadło.
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Wiek: 25 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2093 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-04-24, 10:07
PanSardela napisał/a:
jako reżyser stworzył całą masę filmów średnich, zeby nie powiedzieć - słabych
Nie widziałam wielu jego filmów ("Gran Torino", "Za wszelką cenę", "Oszukana", "Listy z Iwojimy"), ale z tego, co widziałam, muszę się z Tobą nie zgodzić. Dla mnie to są w większości spokojne, mądre filmy o człowieku. Dramaty o ludzkiej psychice, wartościach, dążeniach i walce. Nie są może jakoś super oryginalne w pomysłach, ale są zrobione porządnie i naprawdę ciężko by mi było znaleźć w nich coś, za co mogłabym ocenić je jako "słabe".
Żółtodziób, Firefox, Bronco Billy, Akcja na Eigerze...
Eva napisał/a:
Nie są może jakoś super oryginalne w pomysłach, ale są zrobione porządnie i naprawdę ciężko by mi było znaleźć w nich coś, za co mogłabym ocenić je jako "słabe".
No właśnie. Clint w przypadku tylko jednego swojego filmu stoi za scenariuszem, co już w mojej ocenie jako twórcę określanego czasem mianem "genialnego", plasuje go półeczkę niżej. Robi porządne kino, najczęściej bardzo amerykańskie i mocno gatunkowe. Nic nowatorskiego, ani odkrywczego, a to że czasami przekaz może się komuś podobać, to już bardziej sprawa indywidualnych upodobań. Porównuję do takich filmów jak przykładowo "M.A.S.H.", "Słoń", "Sekrety i kłamstwa", "Truposz", "Tylko razem", "Porozmawiaj z nią" lub nawet takie dziełko niepozorne, a pełne nietypowych rozwiązań jak "Karmel" i wychodzi mi, że średnio. Więc jak słyszę powszechny zachwyt, okrzyki w stylu "Grand Clint - Wielki Clint", "Mistrz kina" (dzięki którym aż mnie korci, aby porównywać Clinta do najlepszych) i inne takie, to sam nie wiem co myśleć. Potraktuj to jako zdanie odrębne w zgodnym chórze zachwyconych, bo ja jego kina nie mam zamiaru szczególnie krytykować. Jest sprawne i poprawne, a czasem bardzo dobre. Mam jeszcze czas, aby do niego jakoś bardziej się przekonać. Może przyjdzie z wiekiem.
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Wiek: 25 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2093 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-04-24, 19:54
Cytat:
Może przyjdzie z wiekiem.
Jak już będziesz w tym wieku, co Clint obecnie.
Filmy dobre (ale nie zachwycające) to jednakowoż nie to samo, co filmy słabe. Zresztą "Gran Torino" bym zaliczyła nawet to tych lepszych niż dobre, bo Kowalski jest tu naprawdę bezbłędny.
Właśnie obejrzałem, i uczucia mam mocno mieszane. W sumie to najbardziej pasowało by tu określenie - "niesamowicie ciekawy". Złym go za cholerę nazwać nie mogę, określanie go jako niezły/dobry mu uwłacza, z kolei nie mogę go nazwać znakomitym/wybitnym. I za to właśnie ma wielkiego plusa, za cholerę nie można mu przypiąć żadnej łatki.
Z drugiej strony patrząc, była tu masa zagrywek skrajnie wręcz sztampowych, ale nie były na tyle rażące żeby popsuć mi bardzo pozytywne postseansowe wrażenia.
_________________ Don't know what Dutch Rudder is?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach