FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Gran Torino
Autor Wiadomość
Simpson 
filmożerca



Wiek: 28
Dołączył: 01 Kwi 2009
Posty: 2009
Skąd: Kielce
Wysłany: 2010-06-26, 20:25   

Arcyznawca napisał/a:
Rzece tajemnic, skądinąd również znakomitym filmie.


O, już zapomniałem że to też był jego film. Nie sposób się nie zgodzić z Twoja opinią :fingerok:
_________________
stoję ponad tym wszystkim z aroganckim uśmiechem na twarzy!
 
 
sephrenia 
koneser



Wiek: 26
Dołączyła: 05 Kwi 2009
Posty: 574
Skąd: lublin
Wysłany: 2010-06-26, 22:35   

Simpson napisał/a:
Arcyznawca napisał/a:
Rzece tajemnic, skądinąd również znakomitym filmie.


O, już zapomniałem że to też był jego film. Nie sposób się nie zgodzić z Twoja opinią :fingerok:

o tak :) jeden z moich ulubionych :popcorn:
_________________
If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
 
 
 
jazu 
filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 3149
Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-10-19, 22:21   

Bardzo dobry, sentymentalny i uroczy film. Fabularnie może troszkę naciągany, ale dobrze nadrabia przesłaniem i kapitalnym zakończeniem. Film z niewątpliwie mądrym przesłaniem, ale do rewelacji trochę jednak brakuje.
_________________
I believe in nothing and I will cut off your Johnson.
Próżnia spada w przepaść
 
 
 
nrem 
świeżak



Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 22
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-04, 01:59   

Jezu, chyba nie miałem jeszcze tak radykalnie odmiennego zdania w stosunku do jakiegokolwiek filmu na tym forum, w porównaniu do opinii wypowiadających się (właściwie mogę zgodzić się poniekąd jedynie z Andromedą).

Gran Torino to dla mnie film nawet nie tyle przeciętny, co po prostu nieudany i słaby. Posłużę się wyliczanką (uwaga, ostre spojlery):

Spoiler:
1. NISKI POZIOM DIALOGÓW - scenariusz napisany jak dla idioty. Widz oczywiście za cholerę się nie domyśli z samego dezaprobującego wzroku skierowanego na werandę żółtych sąsiadów, że Clint nie darzy ich sympatią. Muszą paść monologiczne "cholerne żółtki". Oczywiście widzowi nie wystarczą również jeden czy dwa tego typu komentarze
Clinta. Musi on w swoich wypowiedziach piętnować wszystkich - od Polaków, przez Włochów i Żydów, aż po Irlandczyków. Albo dialog księdza z bohaterem w barze.
Nikogo nie obrażając, ale teksty typu: "co ty tam wiesz o życiu i śmierci" i "widzę, że pan wie więcej o śmierci niż o życiu" to głupawe kalki rodem z wczesnej twórczości mało utalentowanych gimnazjalistów. Podobnie jak teksty typu "- Czemu nie wezwał pan policji? - W Korei nie wzywaliśmy policji". Gdyby to nagrał Lynch, albo Monty Python byłbym pewien, że to żart. Niestety, Eastwood mówi to śmiertelnie poważnie.

2. CKLIWOŚĆ - zagrania po bandzie typu ofiarowanie swego życia i śmierć w pozycji "krzyżowej" przebija wszystko. Nic tylko lać łzy nad heroizmem Clinta! Inne wyeksploatowane wzruszacze typu śliczny biały piesek skomlący za panem i powiastki
o pojawiających się w snach trupach z Korei dopełniają obrazu braku jakiejkolwiek kreatywności.

3. PRZEWIDYWALNOŚĆ - kto nie zgadł po pierwszej minucie filmu (nie czytając nawet opisu), jak potoczą się wypadki w tym filmie? Oczywiście wyłączam wątek gangu, który pojawia się trochę później. Czy Clint się wyspowiada? Czy polubi przedstawicieli innej rasy? Zaiste do samego końca jesteśmy trzymani w niepewności.

4. POSTACIE Z GRUBO CIOSANEJ TEKTURY - protagonista przechodzi klasyczną przemianę (do bólu klasyczną), a reszta postaci to zwykłe boty. Każdą z nich da się wyczerpująco opisać jednym zdaniem prostym. Ich stereotypowość niekiedy wręcz zahacza o śmieszność .

5. POWAŻNIE ZACHWIANY REALIZM - pomijając fakt szybkiego zaprzyjaźnienia się
z złodziejem, którego bohater jeszcze parę dni wcześniej chciał zabić, który, z psychologicznego punktu widzenia jest bardzo mało prawdopodobny (właściwie nie wydarzyło się prawie nic co mogłoby zawiązanie się takiej pozytywnej relacji poważnie wesprzeć. Inna sytuacja: bohater jasno deklaruje, że był niewierzący całe życie (albo przynajmniej antyklerykalny), żałuje, że miał niewłaściwe stosunki z synem, po czym przypisuje w testamencie dom na Kościół, a synowi zostawia wielkie nic. Z kolei scena spowiedzi to majstersztyk - Clint odzyskuje kumulowany całe życie spokój ducha bo powiedział, że pocałował inną niż swoja żona kobietę i oszukiwał na podatkach. Można ginąć w spokoju. Właściwie, Clint popełnił więcej grzechów w trakcie trwania samego filmu do sceny spowiedzi, niźli powiedział księdzu w konfesjonale. Odrębną sprawą jest realizm psychologiczny. Wnuki Clinta zachowują się na pogrzebie jego żony w sposób skandaliczny, a mimo to ich rodzice dziwią się jego irytacji (samej irytacji, nie żadnemu szałowi w który wpada!), kiedy każdy dorosły człowiek zrozumiałby pewną niestosowność.


Jeżeli komukolwiek chciałoby się polemizować z moim zdaniem, naprawdę głęboko zachęcam, bo po prostu trudno mi zrozumieć, jak taki film mógł zachwycić naprawdę szerokie grono osób i to w dużej mierze trochę już siedzących w temacie.
 
 
 
mr Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 1409
Skąd: Lublin
Wysłany: 2011-08-04, 16:25   

nrem napisał/a:
kto nie zgadł po pierwszej minucie filmu (nie czytając nawet opisu), jak potoczą się wypadki w tym filmie?


No ja od pierwszej sceny wiedziałem, że na koniec
Spoiler:
Clint wyciągnie grzebień!
_________________
"Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy
"This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
 
 
John Bigboote 
koneser



Wiek: 29
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 588
Skąd: Uć
Wysłany: 2011-08-04, 23:35   

nrem napisał/a:
Jeżeli komukolwiek chciałoby się polemizować z moim zdaniem, naprawdę głęboko zachęcam


No dobra, to spróbuję:

Spoiler:
1. Dialogi - sam nie cierpię łopatologii w dialogach i bezsensownego powtarzania tego, co już zostało pokazane, ale w "Gran Torino" nie pamiętam takich przypadków, a ten wymieniony jakoś mi nie przeszkadzał. To, ze Walt obraża wszystkich świetnie go charakteryzuje - facet nie cierpi wszystkich po równo. Inna sprawa, czy on naprawdę jest rasistą. Nie sądzę. Teksty do księdza to skwitowanie życiowych mądrości kolesia, którego Walt uważa za żółtodzioba. Ksiądz się zresztą nieźle broni, pamięta, że Walt był na wojnie i stąd zdanie "widzę, że pan wie więcej o śmierci niż o życiu". "W Korei nie wzywaliśmy policji" - trochę nie pamiętam kontekstu (oglądałem dwa lata temu), ale chyba chodziło o to, czemu nie wezwał glin do młodego Hmonga - więc to jest wypowiedź żartobliwa.

2. Ckliwość. Ja mam tak, że na "Gran Torino" zwykle się głośno śmieję w wielu momentach, doceniając ironię tego filmu, która ładnie zabija ckliwe momenty. Nie żeby ich nie było, ale mi nie przeszkadzają. Końcówka jest bardzo dobra - wtedy już się nie śmieję.

3. Przewidywalność. C`mon, wiedziałem, że nie oglądam "Memento". Lubię czasem przewidywalne filmy, polecam "Księdza 3D" jakby co.

4. Postacie - no właśnie nie jestem pewien, czy Walt przechodzi tu jakaś wielką przemianę. Tzw. rasizm Walta był po prostu reakcją na ludzi, których on, człowiek starej daty, wyznający pewne proste wartości nie lubił. Zwykle byli to ludzie o mniej, że tak powiem, klasycznym systemie przekonań, np. członkowie ulicznych gangów, powierzchowni prostacy, kompletni debile itp. Sam takich nie lubię, dlatego rozumiem Walta. On tego systemu przekonań chyba nie zmienia, ale przekonuje się, że łatwiej mu nauczyć chłopaka z sąsiedztwa bycia prawdziwym mężczyzną, niż porządnie wychować własne dzieci. Co jest zresztą smutne. Co do innych postaci - chłopak Hmong (nie pamiętam imienia) nie był za bardzo rozbudowany, ale za to miał ciekawą siostrę.

5. Realizm - zdaje się, że dużą rolę we wzięciu się Walta za wychowanie chłopca miała jego siostra, w której staruszek od razu rozpoznał wartościową osobę. Scena spowiedzi to kawał dobrej komedii, biorąc pod uwagę, co napisałeś o grzechach popełnionych przez Walta od początku filmu. Sam już nie wiem, czy Walt tak na poważnie, czy może po prostu przekonał się do tego upartego księdza i dlatego poszedł do konfesjonału, a potem przepisał majątek, może w wierze, że ksiądz lepiej go wykorzysta, niż potomstwo. Wnuki są okropne, ale po ich zachowaniu w kościele po prostu widać, że nie dają za dziadka fakulca i nawet nie chce im się tego ukrywać. Słusznie, że gówniara nie dostała samochodu, Walt nie ceni roszczeniowej postawy, aby od niego coś dostać, trzeba najpierw dać albo wiedzieć, jak się zachować odpowiednio do powagi sytuacji.


Mam nadzieję, że nie pomyliłem za bardzo wydarzeń albo ich kontekstów, pamięć już nie ta co kiedyś. Jakbym się gdzieś mylił, proszę wypunktować.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe

e-mail: admin@forum-filmowe.pl
[ kontakt, współpraca, wymiana bannerów, zapytania, uwagi, reklama ]

Page Ranking Tool stat4u