Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3682 Skąd: z Polski
Wysłany: 2012-01-12, 17:01 W ciemności
W ciemności / In Darkness
reż. Agnieszka Holland (Kanada, Niemcy, Polska 2011)
Katolik... grzesznik... drobny złodziejaszek... Leopold Socha, Polak ze Lwowa - przez ponad rok pomagał i dawał schronienie ukrywającej się w kanałach grupie uciekinierów z getta. Za pieniądze. Jednak to, co wydawało się okazją do zarobku, doprowadziło do powstania głębokiej więzi emocjonalnej pomiędzy Sochą a uciekinierami, ewoluując w heroiczną walkę o ludzkie życie. [opis dystrybutora]
Fakt, przekonałem się ostatecznie do Więckiewicza, bo gra tu świetnie, ale film jest jakiś taki bez duszy. Działania i decyzje bohaterów czy przebieg fabuły jakoś nie powodują, że ten film uderza wprost w serce widza. W porównaniu z "Pianistą", "Musimy sobie pomagać" (tu podobieństwa są najdalej idące) czy nawet z miejscami nieznośnie patetyczną "Listą Schindlera" jest gorzej. Rozmyte, mało porywające i tyle. Trudno powiedzieć co z tym filmem jest nie tak, bo wszystko niby jest w porządku. Tytuł pasuje do niego dobrze, ale niestety nie jest to zaletą - przez większość czasu jest tak ciemno, że niewiele widać tzn. ciężko "poczuć" tę historię. Nie śledzi się jej siedząc jak na szpilkach. Nie wiem. Historia słaba? Zbyt "liniowa"? Przewidywalna? Wszystko koncentruje się wokół czy też prowadzi do przemiany głównego bohatera, ale niestety na tym tle cała reszta sprawia takie wrażenie, jakby robiła jedynie za dodatek, coś podciągniętego pod chęć ukazania tej niezwykłej ludzkiej przemiany. Wiele z tego filmu można by po prostu wyciąć, bo nie ma siły rażenia - ot oglądamy kolejny film o holokauście (zdaję sobie sprawę jak może wyglądać pisanie w ten sposób o holokauście). Plus parę mocno naturalistycznych scen - które, jak to zrozumiałem - podkreślają inność i wyjątkowość tego filmu wśród innych o holokauście i zaświadczają o tym, że widz ma do czynienia z kinem niewątpliwie mocnym. Ale poza tym w sumie niepotrzebnie aż tak. Plus, co gorsza, kilka scen zahaczających o śmieszność (śmiesznie zainscenizowanych, diabeł tkwi w szczegółach). Taka naprawdę mocna jedynie ostatnia akcja. Wartka, ładnie zmontowana i trzymająca w napięciu. Niestety, na końcu, zamiast jakiegoś katharsis, satysfakcji czy coś, miałem poczucie, że napisy końcowe dziesięciokrotnie chyba podkreślające, że film oparty na faktach mają na celu zatuszowanie słabości obrazu. No bo skoro na faktach, to na faktach i jeśli nawet nie była to porywająca historia, to była prawdziwa. Mimo tego, że marudzę, bardzo miło wspominam ten seans, bo fajnie było móc sobie o nim podyskutować i dojść do podobnych wniosków.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach