Wysłany: 2012-01-05, 20:48 Sanatorium pod klepsydrą
Sanatorium pod klepsydrą (po rekonstrukcji cyfrowej)
reż. Wojciech Has (Polska, 1973)
Józef (Jan Nowicki) odwiedza sanatorium doktora Gotarda (Gustaw Holoubek), w którym leczył się jego zmarły ojciec. W tym niezwykłym miejscu przenosi się w przeszłość, którą bezskutecznie próbuje przywrócić w realnym życiu. W surrealistycznej rzeczywistości jego ojciec żyje, a on ponownie jest małym chłopcem. Widzi żydowskie miasteczko, swój rodzinny dom, księżniczkę Biankę (Bożena Adamek), która odrzuciła jego miłość, odchodząc z przyjacielem Rudolfem. Film oparty na prozie Brunona Shultza, jest poetycką refleksją dotyczącą przemijania i sensu życia. Obraz otrzymał wiele prestiżowych nagród, m.in. nagrodę jury w Cannes w 1973 roku.
Zwykli śmiertelnicy nie pozostawiają po sobie spiżowych pomników, które mają chronić ich przed zapomnieniem; odchodzą wraz z pamięcią osób które ich znały. W kilka chwil znika życie i zdarzenia, a fotografie bez opisu (o ile istnieją) nic już nikomu nie mówią. Nikt do końca nie wie, czy Józef żyje i wspomina, czy właśnie dołącza do zmarłych i sam podlega procesowi kasacji, po raz ostatni odtwarzając zdarzenia do których sięga pamięcią. Ta z kolei płata figle, retrospekcja pozbawiona jest chronologii - rama trzyma, ale epizody z danego okresu życia dosłownie rozłażą się na boki, włażą pod łóżka, biegną przez szafy i po drabinie - zupełnie jakby przypadkowe, pozbawione znaczenia rekwizyty dawały pretekst do odejścia od aktualnego tematu. Widzowi łatwo zgubić wątek, bo historia nie dotyczy jego życia, a nawigować w cudzej głowie raczej nie sposób. Obietnice lekarzy okazują się być bez pokrycia; ukradziony czas nie daje możliwości rozpoczęcia czegokolwiek na nowo, a koniec i tak następuje - zawsze tak samo bolesny.
Trudno jest oceniać warsztat aktorski w sytuacji, gdy ma się do czynienia z luźno powiązanym epizodami (albo nawet obrazami z żywymi aktorami); powiedziałabym, że jest solidnie, ale brak kogoś, kto wyróżniałby się na tle reszty obsady (no może Tadeusz Kondrat w roli ojca). Jedno jest natomiast pewne, nigdy wcześniej ani później, żaden polski film tak nie oszałamiał scenografią. Dbałość o detale jest po prostu niesamowita, a brak CGI i świadomość tego, że wszystko na planie było namacalne przywodzi o zawrót głowy. Odnowiona, cyfrowa wersja, pozwala w pełni cieszyć oko obrazem i kolorami; samo to powinno stanowić wystarczający bodziec do zapoznania się z filmem.
"Sanatorium" na pewno jest rozliczeniem ze wspomnień o polskich (i nie tylko) Żydach, wykasowanych ze społeczności wraz ich kulturą i dziedzictwem, pozbawionych prawa do kontynuacji przez absurdalne zwroty historii, ale scena końcowa ma raczej charakter uniwersalny - w końcu każdy chce zapewnić sobie namiastkę trwania, poprzez przekazanie części siebie kolejnym pokoleniom. Niestety - o czym świadczą liczne przykłady - nie jest to łańcuch, którego nie można zerwać...
Przed i po odnowie:
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2012-01-06, 11:52, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach