Pierwsze 24 godziny finansowego kryzysu na Wall Street. Kulisy wydarzeń, które zmieniły cały świat. Analityk pracujący dla potężnej firmy inwestycyjnej, mającej swoją siedzibę na słynnym Wall Street, odkrywa niepokojące dane. Uzyskane przez niego informacje wskazują na nieprawidłowości finansowe, które mogą doprowadzić do bankructwa całego przedsiębiorstwa. Gdy statystyki trafiają w ręce najważniejszych członków zarządu, rusza lawina krytycznych, niekoniecznie trafionych decyzji. Jeden niewłaściwy ruch może doprowadzić do finansowej katastrofy. Zagrożona jest nie tylko firma, ale i przyszłość całej globalnej gospodarki. [opis dystrybutora]
Kryzys światowy - czyli temat w stu procentach na czasie. Co ważne uniknięto sztampy i ideologizującego moralizatorstwa. Zamiast tego ucieczka w detal i niemal przyrodnicze spojrzenie na branżę (godowe tańce, rytuały, hierarchia, samce alfa, samce beta, strategie przetrwania, itd.). Żeby jeszcze było mało naprawdę fenomenalna obsada aktorska i trzymająca w napięciu historia wielkiego krachu (a ściślej rzecz ujmując kulisów wokół ciszy przed burzą).
To nie jest film o złych finansistach i paskudnym kapitalizmie. To film o oceanie, w którym grube rybki bez jakiegokolwiek zawahania połykają te mniejsze. Nie dlatego żeby mieć z tego jakąś specjalną zabawę ale po to żeby przeżyć. Obraz Chandora uświadamia nam także, że w świecie finansów najwyższego szczebla nie ma żadnych sentymentów. Możesz jedynie wybierać - albo jesteś dobrodusznym trupem albo żywym sukinsynem. To nie jest miejsce dla idealistów czy ludzi z moralnością osadzoną w jakichkolwiek wartościach wyższych. To bezwzględna walka drapieżników o byt. Kosztem wszystkiego innego. Także osobistego życia. Jest cel i misja do wykonania. Wygrywa najsilniejszy lub ten, który pierwszy zdecyduje się na atak przy użyciu wszystkich nieczystych instrumentów jakie oferuje mu natura. Darwinizm w najczystszej postaci.
Nie sposób też pominąć wymienionej wcześniej obsady aktorskiej, która jest mówiąc najdelikatniej zaserwowana "na bogato". Co to dużo mówić - Jeremy Irons (mistrzostwo, po prostu wstaję i klaszczę), Kevin Spacey (to samo), Demi Moore, Paul Bettany... to nie koniec, mógłbym tu jeszcze dorzucić kilka młodych, obiecujących nazwisk ale nie chcę was zanudzać przesadnym rozmienianiem się na drobne.
Podsumowując - trzymający w napięciu thriller / dramat o grupie finansistów, oparty o dialogi i fajnie rozpisaną, realistyczna fabułę. Bez cudowania, bez podkręcających emocje wrzuconych z głupia frant, tanich zagrywek. Można? Można. Ocena: 8.5/10
p. s.
Ciekawy zabieg z tym jakby brytyjskim akcentem. Zastanawiam się czy to miało na celu to co myślę (zbudowanie jeszcze większego dystansu na linii widz - świat przedstawiony) czy może jednak już sobie zbyt wiele dopowiadam? Z chęcią wysłucham waszych pomysłów w tym temacie.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Ekonomia nigdy nie była moim ulubionym przedmiotem - za dużo wykresów i modeli, a koniec końców Nobla i tak dostaje się za "empiryczne badania nad przyczynami i skutkami w makroekonomii" bo rynek reaguje jak hormonalna nastolatka i byle tąpniecie - w świecie gdzie każdy z każdym - wywołuje lawinę, której nie sposób zatrzymać.
"Margin Call" nie oferuje nic ponad to o czym już byśmy nie wiedzieli i chociaż nie jest filmem złym zaskakuje w nim tylko jedno - wyregulowane do granic absurdu brwi Z. Quinto Nie jest to komplement biorąc pod uwagę nazwiska pojawiające się w czołówce.
6/10
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Ostatnio zmieniony przez BM 2012-01-29, 22:51, w całości zmieniany 2 razy
Bardzo dobre kino chodzono - siedząco - gadane. Faktycznie bez sztampy i pokazywania widzom palcem, kogo mają nie lubić. Mechanizm generowania bonusów dla kolesi granych tu przez Bakera i Ironsa mówi sam za siebie. Poza akcentem Paula Bettany`ego (choć kto wie, może on tak zawsze gada) niczym mnie ten film specjalnie nie zaskoczył, ale i nie rozczarował, cholernie solidny dramat. Oliver Stone powinien obejrzeć i głowę popiołem posypać.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach