Myszy i ludzie / Of Mice and Men
reż. Gary Sinise (USA 1992)
George i jego przyjaciel Lenny, olbrzym o umyśle dziecka, przemierzają Kalifornię w poszukiwaniu pracy. Nigdzie jednak nie udaje im się zagrzać miejsca na dłużej. Dobroduszny, ale nie zdający sobie sprawy ze swej siły Lenny ciągle wplątuje się w kłopoty. Film jest ekranizacją słynnej powieści Johna Steinbecka. [filmweb.pl]
Akcja rozgrywa się w USA w czasach Wielkiego Kryzysu. Fabuła jest bardzo prosta i stanowi raczej asumpt do rozważań bardziej uniwersalnych. Przede wszystkim jest to piękna opowieść o przyjaźni. Mamy tu więc losy dwójki diametralnie różnych od siebie przyjaciół, "ludzi luźnych", niemających rodzin ani stałego miejsca na ziemi. Mamy też pochwałę pracy na roli, wiejskiej sielanki oraz marzenia o własnym, samowystarczalnym gospodarstwie, co zbliża prozę Steinbecka (twórcy filmu pozostali ponoć w 100 % wierni literackiemu pierwowzorowi) do światopoglądu wykładanego w książkach Reymonta czy Hamsuna. Lennie — odgrywany absolutnie genialnie przez Johna Malkovicha — jest przy tym człowiekiem niepełnosprawnym umysłowo, co spotyka się z rozmaitymi reakcjami: agresją, litością czy ciekawością i w końcu prowadzi do nieuniknionej tragedii. Od samego początku zdajemy sobie zresztą sprawę, że historia nie ma prawa się skończyć dobrze. Przyznam, że obraz ten poruszył mnie bardzo mocno. Pod względem formalnym również nie ma się do czego przyczepić. Reżyseria świetna, zdjęcia świetne. O aktorstwie Malkovicha wspomniałem, ale i inni wypadli bez zarzutu. Szczerze mówiąc nie wiem, jakim cudem tego dotąd nie widziałem, więc jeśli ktoś jeszcze jest tu w takiej sytuacji, to natychmiast powinien to zmienić!
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Ostatnio zmieniony przez Eva 2011-12-28, 12:09, w całości zmieniany 1 raz
Poprawna ekranizacja, ale z gatunku tych, za którymi nie przepadam - czyli ilustracyjna, niewolniczo wierna literze oryginału, bez żadnych pomysłów, które wyciągnęłyby ją z cienia książkowego pierwowzoru. Coś jak np. ekranizacja Tajnego Agenta Conrada. Jasne, trudno się przyczepić do poszczególnych elementów składowych, ale ludzie znający powieść Steinbecka raczej się wynudzą.
Ja nie czytałem i może dlatego nie wynudziłem sie. Może trochę zbyt prosty i przewidywalny jest ten film, a Malkovich jednak nie przekonał mnie do końca, ale mimo wszystko to piękne i poruszające kino. Daję 7,5/10.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-12-27, 12:40
Miłość może zabijać, a czasem musi.
Bardzo dobry film. Sinise i Malkovich, dwójka przyjaciół, nie tylko w życiu, ale także na ekranie. Jeśli ktoś czytał książkę, ja nie, po co zaraz porównywać i psuć sobie wrażenia? Nie można tego filmu oglądać oddzielnie, bez powoływania się na literacki pierwowzór? Naprawdę, i piszę to przy okazji w kontekście czasów oraz środowiska przedstawionego na ekranie, błogością może być życie w niewiedzy, albo w jej ograniczonym zakresie.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Jeśli ktoś czytał książkę, ja nie, po co zaraz porównywać i psuć sobie wrażenia? Nie można tego filmu oglądać oddzielnie, bez powoływania się na literacki pierwowzór?
Można, ale jeśli już się czytało to nie da się nie porównywać.
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach