Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2012-01-19, 16:52
A mnie nic nie zepsułaś, jeśli chodzi o film, ja po prostu nie przeczytałam twego ostatniego posta. Po książkę sama sięgnę niebawem, to ocenię, na ile reżyserka inspirowała się nią podczas realizacji filmu, co z niej wyciągnęła, a co odpuściła. Film jest osobnym dziełem, a książka osobnym.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3683 Skąd: z Polski
Wysłany: 2012-01-19, 19:17
DA napisał/a:
A mnie nic nie zepsułaś
Napisałaś tak jakby mi zepsuła. Dałem przecież jak byk.
I mnie kulka zachęciła do lektury książki. I ta mam nadzieję już do mnie leci z allegro. Można już wyhaczyć za 16 zł (w tym przesyłka). Bardzo tanio stoi. Zajrzyj sobie tam.
W sumie to wszystko co miałam zamiar powiedzieć zostało powiedziane. Dodam tylko, że momentami denerwowało mnie to przeskakiwanie w czasu. Wiem, że to był celowy zabieg budujący napięcie, ale ile można? Coś jest na rzeczy, coś się szykuje i już.. już.. a tu BACH i sobie kobieto czekaj.
Poza tym film mistrzowsko pogrywa z emocjami widza. Co scena to zmieniałam swoje podejście co do specyficznego zachowania Kevina. Z jeden strony widziałam w tym winę matki, którą ładnie zatytułowałam po wspomnianych już słowach, o tym co mamusia chciała mieć, a czego nie miała, bo ot czystym przypadkiem urodził się Kev (no, bo przecież wszyscy wiemy, że nie od bzykania bez zabezpieczenia!). Za chwilę coś takiego pojawiało się w nie tyle zachowaniu, co słowach i tym diabelskim wejrzeniu chłopca, że dochodziłam do wniosku "No kurde, to musiało być w nim zwyczajnie zasiane!". Na końcu jednak doszłam do wniosku, że to było zwyczajnie zagubione dziecko, które nie zostało nauczone jak sobie radzić z emocjami, na przykład (tu wybaczcie, jeśli mi coś umknęło) nigdy nie widziało jak smutna mama płacze. Można uznać, że kobieta naprawdę opornie wyrażała jakieś uczucia.
Wiem też, że to co powiem może trochę pokazywać, że mój umysł nie kwalifikuje się do tych normalnych, ale
Spoiler:
momentami miałam wrażenie, że Kevin kocha mamę.. nie jako mamę, ale jako kobietę. Przykład: specyficzny uśmieszek, gdy mama zaproponowała wspólne popołudnie, przyglądanie się plakatowi z jej facjatą czy zamordowanie ojca i siostry, o których mógł być zwyczajnie zazdrosny.
Dołączam się do grupy "Polecam" i stwierdzam, że jak na razie to najlepsza produkcja tego roku. Tak, wiem. Mamy styczeń, ale ciężko będzie przebić "Musimy porozmawiać o Kevinie". Przyznam się też, że strasznie lubię złych chłopców i dlatego obejrzałam ten film. Mrau.. Kev to kociak !
Przysięgam, nie potrafię się do tego odnieść, choć chciałabym - najpierw przypomniał mi się wiersz Szymborskiej "Pierwsza fotografia Hitlera", potem pociemniało mi w oczach, a na koniec zobaczyłam siebie jako pień drzewa - strasznie się musiałam zestarzeć i zdrewnieć, żeby nie zrozumieć i poczuć podniecającecj dla innych woni perfidnego mordercy - uf.
@Redhead, od momentu, kiedy zobaczyłaś film, to jest Twój film - nic mi do Twoich fascynacji i wrażeń - ale zapewniam Cię, że dawno nikt mnie tak nie zaskoczył motywacją i uzasadnieniem jak Ty. Trudno będzie to komuś przebić. Tak, wiem, mamy styczeń....
kulka, nie wiem czy uznać to za komplement, czy raczej uświadomienie mnie "tak, zaliczasz się do nienormalnych". Perfidni mordercy to taki mój fetysz. Niezależnie od wieku, niezależnie od tego co takowy pan lubi ze swoimi ofiarami robić i tak go będę uwielbiać. Może to jakiś uraz z dzieciństwa, nie wiem.
Perfidni mordercy to taki mój fetysz. Niezależnie od wieku, niezależnie od tego co takowy pan lubi ze swoimi ofiarami robić i tak go będę uwielbiać
Rzadko rozdaję komplementy, kiedy rzecz nie dotyczy istoty sprawy, zaś Twoje preferencje wydają mi się być wyłącznie Twoją sprawą - nie dziwią mnie same w sobie - dziwią mnie w tym wątku. Choć pewnie zaktywizują temat
Jak oceniasz rolę ojca w ukształtowaniu postawy Kevina?
Jak oceniasz rolę ojca w ukształtowaniu postawy Kevina?
Według mnie to był to wygodny tatuś. Matka cały dzień użera się z dzieckiem, a on wraca z Kinder Niespodzianką, spędza godzinkę czy dwie z synem i potomek uznaje go za tego lepszego rodzica. Z czasem to się zmienia, ale do pewnego wieku mimowolnie myślimy w sposób "Ten z prezentami, co nie krzyczy jest cool! Ta co wydziera mordę i każe się kąpać jest be". Chociaż z drugiej strony, gdy coś złego się dzieje biegniemy do mamy. Nie byłam na pedagogice, więc ciężko mi mówić jak z naukowego punktu widzenia działa umysł dziecka. To takie trochę z własnych doświadczeń.
Co zaś się tyczy jego roli. Właściwie określam ją jako mało istotną. Wydaje mi się, że od początku głównym celem Kevina była jego mama - przynajmniej tak pokazuje to film. Ojciec był po prostu dawcą plemników, który od czasu do czasu zapewniał rozrywkę.
Ciekawe jest to, co piszesz. Bo poniekąd ogólnikowo trudno nie przyznać racji, a z drugiej strony jeszcze trudniej przychylić mi się do sądu, że ojciec był dla Kevina choć przez moment 'lepszym rodzicem'..... Cała reszta została już powiedziana wcześniej, więc interesowało mnie Twoje zdanie w odniesieniu właśnie do niego.
Redhead napisał/a:
Według mnie to był to wygodny tatuś.
A według mnie zupełnie nie. W moim odczuciu włożył maximum z siebie. Tyle, że od zawsze był na innej płaszczyźnie percepcji - nie mógł sięgnąć relacji Kevina z matką nawet wtedy, kiedy stał a palcach. Takie miałam wrażenie. I dlatego mam ogromny szacunek do niego jako postaci.
kulka, to jest twoje zdanie. Właściwie to głównym punktem tej całej historii była relacja między Kevinem, a matką. Wydaje mi się, że zarówno ojciec, jak i Celia (dobre imię?) byli trochę wykorzystywani przez chłopaka, żeby nakręcać matkę. Powodowały u niej złość, której zazwyczaj nie wyrażała, a raczej tłumiła ją w sobie, co jednocześnie sprawiało, że Kevin czuł się silniejszy od niej. Zachowując się przy ojcu lepiej, wręcz wzorowo sprawiał, że gdy matka powiedziała coś złego na Kevina, on zdecydowanie brał stronę dziecka i twierdził, że to w niej jest coś złego.
Trochę może dziwny przykład, ale posiadam pewną małą bestię, którą zwie bratem. Gdy jestem cały dzień z nim potrafi wejść za skórę i pokazać co to dwulatek nie potrafi. Jednak wystarczy, że wróci któryś z rodziców przybiera aureolę i skrzydełka. Dlatego gdy mówie "Boże.. co za bachor. Jaki on jest niegrzeczny" słyszę "Co ty gadasz? Przecież jest kochany".
Z tym, że dawał maximum siebie nie mogę się zgodzić, ale jeśli ty tak uważasz to spoko. Może ty widziałaś go jako dobrego ojca, a ja jako biernego. Właściwie wydaje mi się, że ten film miał coś takiego powodować. Podzielenie widzów i ich poglądów, a tym samym zmuszenie do dyskusji.
Z tym, że dawał maximum siebie nie mogę się zgodzić
No właśnie, tu dochodzimy do tego, co nazywa się punktem odniesienia - bo w zależności od tego, co przyjąć za rzeczony punkt odniesienia, dojdziemy do kompletnie różnych wniosków. Dlatego też moją wcześniejszą wypowiedź naszpikowałam słówkami mającymi podkreślić, że to jest moje zdanie - i mój punkt odniesienia. Dla mnie - ojcec Kevina jest pożytecznym idiotą w oczach własnego syna i nieszkodliwym mężem w oczach matki. Nie przeszkadza. Ale i nie pomaga. Ma swoją bierną rolę do spełnienia - co nie znaczy, że się nie stara - bo stara się jak jasna cholera, najlepiej jak umie i w zamian dostaje pobłażanie od żony i strzałę od syna - ot co. Poza pracą i zmęczeniem, które przynosił do domu, starał się przynieść i wnieść optymizm, nadzieję, jasność, odprężenie, normalność i radość - według mnie to dość duży wysiłek - zbyt duży, by nazwać go biernym
Może książka obrazuje to lepiej, ale w filmie tego starania nie zauważyłam. Co według ciebie pokazywało to jego staranie?
Spoiler:
Jest taka scena, w której następuje rozmowa między rodzicami a Kevinem po wypadku jego młodszej siostry. Dzieciak mówi coś w stylu, że nie odczuwa wyrzutów sumienia, poczucia winy. Matka w końcu nie wytrzymuje i idzie w cholere, a tata? Osobiście gówniarzowi zafundowałabym taką jesień średniowiecza, że dupsko miałby na twarzy. Nie oskarżałabym "TO TWOJA WINA!", ale jednak nie dopilnował jej i powinien chociaż się przejąć faktem, że dziewczynka pod jego opieką zrobiła sobie .. krzywdę? Nie wiem czy to nie za lekkie słowo.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2012-01-20, 19:17
Kulka, jesli ojciec był taki zaangażowany w wychowanie dzieci, to jak ocenisz, jego zdanie, gdy Eva próbuje nieśmiało zwrócić mu uwage, że ma problemy z synem, a on ją odsyła do lekarza, bo to nie syn jest chory, a ona ma urojenia. Żadnej podpory psychicznej nie miała z jego strony. Zresztą, przykład o którym pisze redhead - też jest po to wprowadzony, by to udowodnic.
Bawić się z dziećmi, kupowac im prezenty, być tylko i wyłącznie dobrym tatusiem, a nie tym, który łaje, karze, krzyczy itp. kiedy trzeba, to za mało. Jak widać i tak mu się to nie opłaciło.
Nie ma to jak relacje synów z matkami we włoskiej rodzinie. Eva tyle podróżowała, a nie potrafiła niczego się nauczyć, czy zaobserwować. Włoskie matki, to takie, które wyzwą, przelecą ścierką po grzbiecie, by za chwile rozpłakać się nad biednym synkiem i przytulic go do piersi.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
DA, w bardzo prosty sposób - Eva znała innego Kevina niż ojciec. Od najwcześniejszych lat Kevin manipulował nim - sporo o tym napisałam w spoilerze, którego nie przeczytałaś (i dobrze ). Jego obraz syna był zniekształcony - znał dziaciaka jako normalnego brzdąca, któy był wobec niego grzeczny, uśmiechał się do niego, odpowiadał - tak, tato, dobrze, tato. Stwarzał POZORY. I był to jedyny obraz, który znał. W tej sytuacji trudno się mu aż tak dziwić, że nie dowierzał żonie wiecznie utyskującej na dziecko - że płacze, że krzyczy, że nie słucha - bo kiedy on wracał do domu - syn zachowywał się inaczej. Z jego punktu odniesienia problemy leżały po stronie Evy. Ale my jesteśmy obserwatorami, którzy wiedzą więcej niż on. Dlatego drażni mnie nonszalancja określeń typu 'dawca plemnika, który d czsau do czasu funduje rozrywkę'. Łatwo urządzić całopalenie i odsądzić go od czci i wiary - dlatego napisałam wcześniej, że
kulka napisał/a:
ojcec Kevina jest pożytecznym idiotą w oczach własnego syna i nieszkodliwym mężem w oczach matki. Nie przeszkadza. Ale i nie pomaga. Ma swoją bierną rolę do spełnienia - co nie znaczy, że się nie stara - bo stara się jak jasna cholera, najlepiej jak umie
kulka napisał/a:
Poza pracą i zmęczeniem, które przynosił do domu, starał się przynieść i wnieść optymizm, nadzieję, jasność, odprężenie, normalność i radość - według mnie to dość duży wysiłek - zbyt duży, by nazwać go biernym
Rodzina tu przedstawiona to rodzina opozycji - ojciec i syn + matka i córka. Nie twierdzę, ze jest ojcem idealnym. Ale też nie mogę powiedzieć, że Eva tak zupełnie nie miała w nim oparcia - nawet fakt doszukiwania się u niej depresji i kierowania jej do lekarzy jest jakąś próbą działania, pomocy. Na miarę swojej wiedzy o sytuacji, charakteru, inteligencji i umiejętności.
Bo czy Eva mówiła mu o wszystkim? Np. o złamanej ręce?
To tylko w odpowiedzi na pytanie. Bo jestem daleka od rozliczeniowego względem rodziców Kevina traktowania tego obrazu. Patrzę raczej na tę historię jak na zapis nieuchronnego - które czai się w przeczuciach, które muszą się spełnić. Dlatego, DA, nie zgodzę się z tym, że Eva nie potrafiła niczego zaobserwować....
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2012-01-20, 20:11
kulka napisał/a:
I był to jedyny obraz, który znał. W tej sytuacji trudno się mu aż tak dziwić, że nie dowierzał żonie wiecznie utyskującej na dziecko - że płacze, że krzyczy, że nie słucha - bo kiedy on wracał do domu - syn zachowywał się inaczej.
To go nie usprawiedliwia, skoro żona się skarży, a nie skarżyła się na niemowle, tylko na dorosłego syna, powinien się zaintesować i porozmawiać z nią o Kevinie, a nie zbywać skierowaniem do lekarza. Podobnie zresztą było w rozmowie przy stole, o wypadku Celli, wolał zbyć, nie obarczać Kevina odpowiedzialnościa, bo tak mu było po prostu wygodnie. Jeśli by się wywiązała dyskusja, musiałby zając jakieś konkretne stanwoisko wobec syna, nie daj boże, może by musiał wyciągnąć wobec niego jakieś konsekwencje. Nie, on wolał być tym dobrym tatusiem, niekonfliktowym, zawsze uśmiechnietym. ON był sztuczny i nieautentyczny. Nie wzbudzal żadnego szacunku u syna. Nie był dla niego żadnym autorytetem, uśmiechnięta gęba na okrągło, to za mało by zdobyć szacunek. Nie twierdzę, że był złym ojcem, tak jak i matka, spełniali swoje zadania,ale - obydwoje bali się wybuchów emocji, dlatego nie rozmawiali.
kulka napisał/a:
nawet fakt doszukiwania się u niej depresji i kierowania jej do lekarzy jest jakąś próbą działania, pomocy
Nie żartuj sobie. Żeby się choć spytał, "a co się dzieje", "dlaczego tak uważasz" itp. Zbywanie kogoś krótkim idź do lekarza, bo masz urojenia to jest próba pomocy? to jest zwykła spychologia dla świętego spokoju. Owszem, gdyby jej to powiedzial, po jakichś wspólnych rozmowach, to owszem, ale wypalił z tym od razu, po pierwszym niesmiałym sygnale od Evy. Najlepszy dowód, ze byli sobie obcy jest zamair rozwodu.
Ja również, jestem daleka od oceniania ich obu, bo wiem, że taki przypadek może się zdarzyć każdemu. Wychowanie dziecka to loteria, można być super w teorii, a życie i tak nas potem zweryfikuje. Nie ma ludzi idealnych, każdy popełnia błędy, na nich się najlepiej uczymy, niestety, czasem bywa za późno, dlatego fajnie jest sobie cos przerobić, żeby się nauczyć na cudzych.
O złamanej ręce nie powiedziała Frankowi, chyba na życzenie Kevina? Nie pamiętam już, chyba chciał ją trzymać w szachu tą ich wspólną tajemnicą.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Nie, on wolał być tym dobrym tatusiem, niekonfliktowym, zawsze uśmiechnietym. ON był sztuczny i nieautentyczny. Nie wzbudzal żadnego szacunku u syna. Nie był dla niego żadnym autorytetem, uśmiechnięta gęba na okrągło, to za mało by zdobyć szacunek. Nie twierdzę, że był złym ojcem, tak jak i matka, spełniali swoje zadania,ale - obydwoje bali się wybuchów emocji, dlatego nie rozmawiali.
DA napisał/a:
Nie, on wolał być tym dobrym tatusiem, niekonfliktowym, zawsze uśmiechnietym. ON był sztuczny i nieautentyczny. Nie wzbudzal żadnego szacunku u syna. Nie był dla niego żadnym autorytetem, uśmiechnięta gęba na okrągło, to za mało by zdobyć szacunek. Nie twierdzę, że był złym ojcem, tak jak i matka, spełniali swoje zadania,ale - obydwoje bali się wybuchów emocji, dlatego nie rozmawiali.
Masz rację.
Też się zgodzę. Wyszła nam tu rozmowa rodem z wykładów pedagogiki czy psychologii dziecięcej. Jakby zobaczył to Pan reżyser, z pewnością byłby dumny.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3683 Skąd: z Polski
Wysłany: 2012-01-23, 14:32
Redhead napisał/a:
kulka, to jest twoje zdanie. Właściwie to głównym punktem tej całej historii była relacja między Kevinem, a matką. Wydaje mi się, że zarówno ojciec, jak i Celia (dobre imię?) byli trochę wykorzystywani przez chłopaka, żeby nakręcać matkę. Powodowały u niej złość, której zazwyczaj nie wyrażała, a raczej tłumiła ją w sobie, co jednocześnie sprawiało, że Kevin czuł się silniejszy od niej. Zachowując się przy ojcu lepiej, wręcz wzorowo sprawiał, że gdy matka powiedziała coś złego na Kevina, on zdecydowanie brał stronę dziecka i twierdził, że to w niej jest coś złego.
A tu ciekawie napisałaś. Bo wydaje mi się, że napisałaś, że ojciec w całej tej historii był mało istotny, a zaraz potem doszłaś do wniosku, że pełnił w tym wszystkim istotną funkcję. ;P
Moim zdaniem był istotny właśnie jako instrument, narzędzie wykorzystywane przeciwko Evie. Sam w sobie też był rodzicem dysfunkcyjnym, pobłażającym Kevinowi. Z Evą byli małżeństwem niezgranym, nie dogadującym się ze sobą w kwestii dzieci, nie ufającym sobie, podważającymi nawzajem swój autorytet. A Kevin wykorzystywał to i rozgrywał sobie nimi.
Tak przynajmniej wynika z filmu.
Książka już do mnie przyszła. 500 stron drobnym maczkiem. Łojezusie.
Hm, rozłożyliście tenfilm na czynnik pierwsze, więc w warstwie interpretacyjnej raczej niczego nowego nie napiszę. ogólnie podpisuję się pod opinią jazowatego jeżeli chodzi o przepakowaną postać Kevina, jednak zbyt dużo jest tu podane na tacy; osobiście wolałbym, by tę postać pozbawić 666 - looku i całość skupić bardziej na przewrażliwionej matce, która pewne zachowania/symptomy wyolbrzymia. A tak to jednak mamy do czynienia z ogranym horrorowym motywem wrzuconym do szufladki z napisem "kino artystyczne" i w sumie trochę mnie to konfuduje, gdyż nie jestem pewien, czy jest to celowy zabieg czy wynik braku wyczucia pani reżyser. Jazu fajnie połączył ten film z Hanekem, skojarzenia identyczne miałem momentami - moze tu tkwi klucz?
Tym niemniej 9 daję, gdyż film jest reżyserowany i zagrany po prostu fenomenalnie - ilość scen - perełek, patenty na przejścia montażowe, użycie piosenek, zdjęcia... Jarają mnie takie rzeczy, więc całość oglądałem "na wdechu".
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3683 Skąd: z Polski
Wysłany: 2012-02-13, 00:04
Jarod napisał/a:
kino artystyczne" i w sumie trochę mnie to konfuduje, gdyż nie jestem pewien, czy jest to celowy zabieg czy wynik braku wyczucia pani reżyser. Jazu fajnie połączył ten film z Hanekem, skojarzenia identyczne miałem momentami - moze tu tkwi klucz?
Nie ma klucza. Czegoś zabrakło.
Kieł=(mniej więcej) modele Haneke
- jako przeciwwaga do tego, co w tym filmie, ukazywania problemów w sposób nierealistyczny z definicji, jak w "Kle" - całkowita odwrotność, pokazanie w sposób groteskowy, nie-re-a-lis-ty-czny. A ten film mam formę realistyczną od początku do końca przez co to wszystko wypada właśnie nie modelowo, a realistycznie i jako takie nie jest przekonujące, przynajmniej jeśli chodzi o postać Kevina (Ezra w wywiadzie mówił, że jego postać jest zdrowa psychicznie, no proszę....).
Nadal nie znam książki...
Mnie nie przekonał młody
- za bardzo psychol był.
Postać matki zbyt słabo zaznaczona, i jej rola w tym wszystkim... imo.
Chciałem przeczytać książkę, ale olewam książkę, bo będę zbyt mądry, a wtedy w ogóle mi się dostanie...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach