FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Drzewo Życia
Autor Wiadomość
mr Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 1757
Skąd: Lublin

Wysłany: 2011-10-24, 17:12   Drzewo Życia

Drzewo Życia / The Tree of Life
reż. Terrence Malick (USA 2011)

Film-Arcydzieło, który szuka odpowiedzi na najważniejsze pytanie ludzkości – jaki jest sens życia? Duet najlepszych aktorów naszych czasów (Brad Pitt i Sean Penn) w filmie legendarnego twórcy kina – Terrence’a Malicka („Cienka czerwona linia”). Jack żyje wraz z dwójką braci oraz rodzicami w szczęśliwym domu. Rodzice otaczają go opieką i troską, a świat wydaje się być dla niego wspaniałym miejscem. Do tego z pozoru idealnego świata zaczynają jednak docierać mroczne aspekty życia takie jak choroba, cierpienie i śmierć.

Panowie słusznie zauważyli, że przydałby się temat o nowym Malicku, więc proszę bardzo. W nowym filmie twórcy "Badlands" ciężko mówić o jakiejś fabule, jest on raczej projekcją obrazów, scen życia pewnej rodziny, widz obserwuje ich w różnych momentach życia, w tych ważnych (śmierć) i w takich z pozoru błahych, które odpowiednio odebrane urastają do rangi TYCH najważniejszych (ojciec uczący dzieciaki jak się tłuc). Film zdecydowanie należy do obrazów trudnych w odbiorze. Jest długi i wymaga ciągłego skupienia, prób jakiejś interpretacji. Ja z czasem przestałem poszukiwać jego sensu w obrazach, a zacząłem w swoich własnych odczuciach, a propos tego co działo się na ekranie. Według mnie Malick dał nam film o tym, że czasem wielka miłość i troska może przełożyć się na coś strasznie krzywdzącego, film o tym, że ludzie nie zawsze potrafią te swoje uczucia w odpowiedni sposób ukierunkować, a także o wpływie jaki na późniejsze życie ma dzieciństwo.

W główne role wcielili się jak zaznacza opis dwaj wybitni (czy nawet jedni z najwybitniejszych) aktorzy: Brad Pitt i Sean Penn. I o tyle o ile o Pitt'cie można powiedzieć, że świetnie zagrał i bla bla bla... to Penn'a w sumie w tym filmie prawie nie ma. Jego sumaryczny czas ekranowy to jakieś 10 minut, więc za bardzo się jego nazwiskiem nie ma co sugerować. Warty uwagi za to jest Hunter McCracken, który wcielił się w rolę młodszej wersji Jack'a.

Jak to u Malicka, film się ciągnie, bardzo często ogląda postaci, które po prostu chodzą i oglądają kwiatki leniwie snując rozważania nad sensem życia. Cały obraz otwiera dosyć długa, ale rewelacyjna wizualizacja początku świata, aż dziw, że dystrybutorzy się nie zdecydowali na 3D :hahaha:

"Drzewo Życia" mimo wielu obaw bardzo mi się podobało. Trochę jest tam wydumanego filozofowania i wysilonego artyzmu, ale to jeden z tych obrazów, które nie wymagają bezwzględnie chłodnej interpretacji, a uderzają gdzieś głębiej, coś z tego zostaje nie tylko po wyjściu z kina, ale też kilka miesięcy później. Zdecydowanie polecam, jednak obejrzenie go w domu wymaga lekkich przygotowań psychicznych.

8,5/10

P.S. Smoke Ty to na razie się za ten film lepiej nie zabieraj :kotyeee:
_________________
"Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy
"This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Ostatnio zmieniony przez BM 2011-10-24, 19:00, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
kulka 
kinomaniak



Dołączyła: 15 Lut 2011
Posty: 420
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2011-10-24, 17:30   

mr Orange napisał/a:
Zdecydowanie polecam, jednak obejrzenie go w domu wymaga lekkich przygotowań psychicznych.

Zdecydowanie nie byli więc przygotowani Ci, którzy wyszli z sali kinowej, kiedy oglądałam ten film jakiś czas temu :) Przed ekranem zostało kilka osób, inni ewakuowali się parami lub w podgrupach. I dobrze, w końcu nikt nie jadł, nie siorbał i nie sprawdzał esemesów w komórkach. Bo film, jak napisał przedmówca, wymaga skupienia. Nie popuszcza. Nie zostawia czasu na myślenie o dyrdymałach... :)
Napisałeś
mr Orange napisał/a:
Warty uwagi za to jest Hunter McCracken, który wcielił się w rolę młodszej wersji Jack'a.
. Fakt. Mi po tym seansie przypomniał się film obejrzany na I festiwalu Camerimage, który wtedy odbywał się w Toruniu - "Rzeka życia" ( "A River Runs Through It"), gdzie w podobnej relacji stanął Robert Redford z młodym ...Bradem Pittem. jakby czas zatoczył kolejne swoje kółko...
Film wart uwagi!
_________________
Nie żyć nie znaczy umrzeć.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 3683
Skąd: z Polski
Wysłany: 2011-10-27, 17:43   

mr Orange napisał/a:
Jest długi i wymaga ciągłego skupienia, prób jakiejś interpretacji.


mr Orange napisał/a:
Trochę jest tam wydumanego filozofowania i wysilonego artyzmu, ale to jeden z tych obrazów, które nie wymagają bezwzględnie chłodnej interpretacji, a uderzają gdzieś głębiej, coś z tego zostaje nie tylko po wyjściu z kina, ale też kilka miesięcy później.


Bardzo ciekawym zabiegiem narracyjnym (jak sądzę) było ukazanie całej historii obyczajowej w szerszym kontekście. Z jednej strony, bardzo pomogło to filmowi, wywaliło go na inny poziom i bez tego ten film nie byłby taki sam i nie skłaniałby do takich przemyśleń, do jakich skłania, ale z drugiej - tym wstępem i zakończeniem Malick jednak przegiął trochę. Po pierwsze, części te, choć niewątpliwie ładne, są zbyt długie, a po drugie (i przede wszystkim) bywają momentami drażniące - chodzi mi głównie o te momenty, w których prócz widzialnego obrazu wznoszone są zza kadru te apostrofy do siły wyższej w rodzaju: "Mój Boże. Miałabym się lekąć zła. Zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Co zyskałeś?". Ble ble ble. Myślę, że właśnie w tym punkcie Malick przedobrzył (dinozaury pomijam) i nie docenił inteligencji widza w zakresie interpretowania obrazów ruchomych, któremu dla osiągnięcia odpowiedniego kontekstu niepotrzebny był ten nadmiar komentarza (z kolei niezbędna jest absolutnie kapitalna i "robiąca" film teza z początku o drodze natury i drodze łaski).

Środek filmu zdecydowanie najlepszy i najciekawszy, podejmujący tezę podaną na początku, ale nie rozstrzygający sprawy w sposób jednoznaczny, a wręcz namnażający z minuty na minutę coraz więcej pytań. Zgadzam się z w pełni z tym, co napisałeś mr Orange - film zdecydowanie uderza gdzieś głębiej i przynajmniej ja nie potrafię go wyrzucić z głowy (mniej więcej na tej samej zasadzie, jak nie potrafię z niej wyrzucić "Ostatniego Kuszenia Chrystusa" ;) ). Na dokładkę, Emmanuel Lubezki, człowiek, który już nie raz pokazał, że z kamerą potrafi zdziałać cuda. Efekt jest taki, że jest się czym zachwycać i formalnie i materialnie. ;) Ode mnie ma 9. Zdecydowanie polecam! :fingerok:
_________________
Miód pszczeli z własnej pasieki
 
 
 
Jarod 
jaśnie oświecony



Wiek: 26
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 1918
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2011-10-30, 18:26   

jazu napisał/a:
tym wstępem i zakończeniem Malick jednak przegiął trochę
Co do wstępu się zgadzam - olśniewające wizualnie, ale gdzieś o 5 minut za długie.

jazu napisał/a:
wznoszone są zza kadru te apostrofy do siły wyższej w rodzaju: "Mój Boże. Miałabym się lekąć zła. Zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Co zyskałeś?". Ble ble ble.

Nigdy nie sądziłem że napiszę coś takiego, ale te mądrości dorsza zza kadru w połączeniu z dość banalną w sumie symboliką wizualną podobały mi się (w Cienkiej Czerwonej natomiast w/w elementy doprowadzały mnie do szewskiej pasji). Może dlatego podobały mi się, że film ten traktuję jako strumień świadomości swoisty i grę skojarzeń.

jazu napisał/a:
(z kolei niezbędna jest absolutnie kapitalna i "robiąca" film teza z początku o drodze natury i drodze łaski
:fingerok:

jazu napisał/a:
Środek filmu zdecydowanie najlepszy i najciekawszy
Same here po raz kolejny - fajnie oddana natura wspomnień, ich ulotność i pewnego rodzaju eteryczność. Do tego nakręcone to jest tak, jakby kamera brała udział w wydarzeniach. Świetnie ta metoda "wkręca" w życie rodziny, bardzo fajnie gra na emocjach - nienadzwyczajne, "życiowe" sceny rodzinnych konfliktów naprawdę "bolą".

I jeszcze jedna dygresja ode mnie - odczytuję ten film jako zestawienie wszechświata w sali makro i mikro (rodzina), gdzie rodzice pełnią funkcję najwyższych instancji, swojego rodzaju bóstw, a ich zadaniem jest przygotowanie potomstwa do "przejścia przez próg" 9najczęstsza wizualna metafora w filmie swoją drogą) i stworzenia własnej gałęzi "drzewa życia"
_________________
Power is power
 
 
hermenegilda 
świeżak



Wiek: 32
Dołączyła: 27 Paź 2011
Posty: 19
Skąd: Narbonne, Francja
Wysłany: 2011-10-30, 19:47   

mr Orange napisał/a:
Zdecydowanie polecam, jednak obejrzenie go w domu wymaga lekkich przygotowań psychicznych.


Zgadza sie - nie jest to film odprezajacy, taki do obejrzenia na kanapie lub w kinie w sobotni wieczor. Wczoraj sie o tym przekonalam, bo postanowilismy z chlopakiem taki filmowy wieczor sobie urzadzic i zacheceni obsada i swietnym zwiastunem "Drzewa zycia" zaczelismy od niego. Przyznam, ze nawet nie podnioslam kieliszka z winem do ust, po pierwszych kilku minutach uznalismy ze poczekamy na wlasciwy moment zeby obejrzec ten film. Poki co moment ten jeszcze nie nadszedl :)
_________________
-Co robisz w sobotę wieczorem?
-Popełniam samobójstwo!
-Hmm...w takim razie co powiesz na piątek wieczorem?

Woody Allen
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 3683
Skąd: z Polski
Wysłany: 2011-10-30, 20:23   

Jarod napisał/a:
Nigdy nie sądziłem że napiszę coś takiego, ale te mądrości dorsza zza kadru w połączeniu z dość banalną w sumie symboliką wizualną podobały mi się (w Cienkiej Czerwonej natomiast w/w elementy doprowadzały mnie do szewskiej pasji).


Ja pozostanę przy swojej wersji - że tego komentarza było jednak zbyt dużo przez co pachniało zbyt mocno filozofią i duchowością wielką. W przypadku "Cienkiej, czerwonej" mam tak samo jak Ty. Zabijcie mnie, ale jakoś nie potrafię przebrnąć przez ten film - akcja i komentarz nie składają mi się do kupy. W "Tree of life" ten wstęp i zakończenie są jak najbardziej uzasadnione, bo zmieniają odbiór dramatyczno - obyczajowej, środkowej części filmu, ale mógł Malick użyć mniej słów czy nawet lekko skrócić te części. Wtedy i tak udałoby mu się osiągnąć zamierzony efekt.

Jarod napisał/a:
odczytuję ten film jako zestawienie wszechświata w sali makro i mikro (rodzina), gdzie rodzice pełnią funkcję najwyższych instancji, swojego rodzaju bóstw, a ich zadaniem jest przygotowanie potomstwa do "przejścia przez próg" 9najczęstsza wizualna metafora w filmie swoją drogą) i stworzenia własnej gałęzi "drzewa życia"


Tak jest, ukazaniu skali makro, która jest powiązana z mikro właśnie służą ten wstęp i zakończenie. Środek filmu jest nie tylko - jak piszesz - eteryczny, ale i bardzo poetycki. Kino z naprawdę wysokiej półki. Znając komentarze i to, jak Malick potrafi mnie czasem znudzić, podchodziłem bardzo nieufnie do tego tytułu, ale naprawdę bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Choć nie jest to film bez wad, nie mogę go ocenić inaczej, jak bardzo wysoko.
_________________
Miód pszczeli z własnej pasieki
 
 
 
John Bigboote 
koneser



Wiek: 29
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 680
Skąd: Uć
Wysłany: 2012-02-13, 20:22   

To może ja spróbuję wyjaśnić, dlaczego nie wiem, czy ten film jest dobry, czy zły. Na początek kilka cytatów. Najpierw z parodii:

Cytat:
FADE IN

EXT. SOMEWHERE

A STRANGE LIGHT moves around space.

DIRECTOR TERRENCE MALICK

Look at this majestic light that in no way represents God. But it might. If you want it to.

(podkreślenie moje)

http://www.the-editing-ro...ee-of-life.html

A teraz z poważnej recenzji:

Cytat:
Art? It takes a stand. In this case, it might boldly state that God is, or God isn’t. God is a bastard, or God is good. But this is art that is trying to be all things to all people. Tree of Life isn’t a film, isn’t a work of art. It’s a Rorschach test. It can be anything and so it means nothing.


http://www.flickfilosophe...l#axzz1m0EAmP15

(jej autor także bardzo ładnie uwidocznił bezsens "drogi łaski" i "drogi natury" przedstawionych w filmie)

Film obejrzałem do końca dlatego, że podobała mi się strona wizualna. Widać współpracę reżysera z operatorem w celu stworzenia czegoś innego, niż ma się okazję oglądać w kinie, dodatkowo w ramach pewnych ograniczeń, świadomie sobie zresztą narzuconych. I to by było na tyle, jeśli chodzi o pozytywy. Nie ruszają mnie filmy, ubierające się w szatki ambitnego kina, a starające się być tak naprawdę wszystkim dla wszystkich. Cokolwiek powiesz o "Drzewie życia" (pomijając oczywiste nadinterpretacje opierające się na tym, czego w filmie nie ma - na pewno nie ma?), będzie prawdziwe. To trochę jak z plamą na szybie, w której jedni widzą Matkę boską, a drudzy dziwnie ukształtowaną, ale jednak plamę. "Drzewo życia" to dla mnie ćwiczenie Malicka z poddawania odbiorcy fenomenowi apofeni. I nic więcej. Dlatego nie wiem, czy powinienem w ogóle wystawiać ocenę.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 3683
Skąd: z Polski
Wysłany: 2012-02-14, 17:50   

John Bigboote napisał/a:
(jej autor także bardzo ładnie uwidocznił bezsens "drogi łaski" i "drogi natury" przedstawionych w filmie)


Sam jesteś bezsens profanie! :jezor:
Daj może po polsku albo napisz pokrótce w czym niby tkwi ten "bezsens".

John Bigboote napisał/a:
"Drzewo życia" to dla mnie ćwiczenie Malicka z poddawania odbiorcy fenomenowi apofeni. I nic więcej. Dlatego nie wiem, czy powinienem w ogóle wystawiać ocenę.


Rozumiem co masz na myśli pisząc o tej apofenii. Środek filmu taki jest. Trudny, wieloznaczny, ale i niezwykły. I trzeba sobie dopowiadać (tudzież pomijać niektóre treści). Nie każdy musi lubić takie coś (oglądałeś np. "71 fragmentów", "Kła", "Hundstage", "NCFOM", "Drive", wbrew pozorom jest wiele takiego kina, którym by można zarzucić apofenię). Dla mnie "DŻ" to jeden z najbardziej magicznych, a może nawet najbardziej "magiczny" i niesamowity kawałek kina z ubiegłego roku. A co do "drogi natury i drogi łaski", to będę się upierał przy swojej interpretacji. Nikt nie musi przecież przyjmować jej jako własnej. Intencja reżysera jest dla mnie dość czytelna - temu służy umieszczenie kapitalnego "środka" filmu w kontekście "ewolucyjnym"; pomiędzy niestety trochę mniej udanymi - wstępem i zakończeniem. Bardzo ciekawy zabieg narracyjny. Pierwszy raz takie coś widziałem i ciekawie to rzutuje na odbiór całości, niejako pogłębia film. Imo. Niemniej, wstęp i zakończenie nie są jakoś super udane, pisałem już o tym. Wkurza też gotowość reżysera do udzielania odpowiedzi i dość banalny wydźwięk zakończenia.
_________________
Miód pszczeli z własnej pasieki
 
 
 
John Bigboote 
koneser



Wiek: 29
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 680
Skąd: Uć
Wysłany: 2012-02-15, 18:37   

jazu napisał/a:
Daj może po polsku albo napisz pokrótce w czym niby tkwi ten "bezsens".


Nie znalazłem żadnej polskiej recenzji, która by kwestionowała koncepcje „Drogi łaski” i „Drogi natury” jako istotnych dla konstrukcji filmu. Może źle szukałem. Większość reakcji była na „Pfe, Malick przedobrzył” albo „genialne kino, ale nie wszyscy zrozumieją”. Wracając do. Wymienione koncepcje w ogóle nie organizują mi filmu, są nieczytelne i niespójne, dlatego, jak według autora podlinkowanej recenzji, mogą płynnie przechodzić jedna w drugą, a nikt tego nawet nie zauważy (albo nie będzie przywiązywał wagi). Jak chcesz, dam ci ekwiwalent: jest Droga Żurawia i Droga Czapli. Żuraw jest ptakiem, ma długie nogi, przydatne przy brodzeniu w płytkiej wodzie i wyszukiwaniu wodnych stworzonek do zjedzenia. Czapla jest ptakiem, ma długie nogi... eee, oto mgławica Koński Łeb, jaka fajna i kolorowa! Wszechświat jest tajemniczy i piękny, nie?

jazu napisał/a:
Rozumiem co masz na myśli pisząc o tej apofenii. Środek filmu taki jest. Trudny, wieloznaczny, ale i niezwykły. I trzeba sobie dopowiadać (tudzież pomijać niektóre treści).


No właśnie pomijać nie lubię. Jeśli twórca wsadził coś do filmu, to chciał żeby tam było, na takim założeniu się opieram oglądając filmy. Natomiast dopowiadać bardzo lubię, pod warunkiem, że warto. W przypadku Drzewa życia tak nie czuję. Dopowiadać sobie koncepcje, które są bełkotliwe i nic nie wnoszą do mojej wiedzy o życiu, wszechświecie i całej reszcie?

Naturalnie, mogłem po prostu nic z Drogi łaski i Drogi natury nie zrozumieć. Film jednakże oglądałem wypoczęty, bez udziału osób zawracających mi głowę oraz substancji odurzających. Może trzeba było się czymś podtruć.

jazu napisał/a:
Nie każdy musi lubić takie coś (oglądałeś np. "71 fragmentów", "Kła", "Hundstage", "NCFOM", "Drive", wbrew pozorom jest wiele takiego kina, którym by można zarzucić apofenię).


Znam tylko dwa ostatnie i tam jednak byli ciekawi bohaterowie w ciekawych okolicznościach przyrody. U Malicka znalazłem wyłącznie ciekawe okoliczności przyrody.
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 3779
Skąd: Wrocław

Wysłany: 2012-02-25, 20:36   

Powiem tak - film mocno artystyczny, trochę przekombinowany, ale jednak podobał mi się. Sekwencja Wielkiego Wybuchu i ewolucji wgniata w fotel. Klimat bardzo mocno zbliżony do ostatniego epizodu "Odysei Kosmicznej". Audiowizualnie miazga, szkoda że takie krótkie, bo mógłbym to oglądać chyba godzinami :hahaha: zasadnicza część filmu - tzn. opowieść o Bradzie Picie i jego rodzinie też udana. Znakomicie udało się oddać dzieciństwo - najważniejszy okres życia człowieka, kiedy to kształtuje się jego charakter i tzw. osobowość - jako wspomnienie: pourywane, rozproszone kawałki, poplątane pod względem chronologii, momentami niejasne i surrealistyczne. Natomiast końcówka była już kiepska. Rozumiem, że to klamra spinająca film, że opozycja makro-mikro i że Brat Pitt był Panem Bogiem, ale ostatni kwadrans mnie już znużył
Spoiler:
powinno się skończyć w momencie, gdy rodzina opuszcza dom po tragicznej śmierci jednego z synów


aha - tak jak pisaliście komentarze z offu też były lekko żałosne, bo zalatywały tanim banałem, podobnie jak cytaty z ewangelii Hioba na wstępie i odwołania do jego historii w kazaniu księdza. W sumie cały ten film ociera się o pretensjonalny banał, ale ratuje go bezbłędne wykonanie i magiczny klimat. Nie chciało mi się specjalnie łamać sobie głowy nad DROGĄ NATURY i DROGĄ ŁASKI, bo doprawdy szkoda na to czasu, pewno chodzi o to, że trzeba się ukorzyć przed BOGIEM i przyjmować wyroki losu z pokorą, bo inaczej dostaniesz w łeb.
_________________
"Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 3683
Skąd: z Polski
Wysłany: 2012-02-25, 20:44   

Nie tyle może banał, co jedzie takim patosem, że aż uszy bolą (i myślę też, że właśnie ten patos mógł tak wkurzyć JohnaB). I też nie podobało mi się, że na końcu Malick zechciał jednak jasno odpowiedzieć, że liczy się miłość i takie tam różne. ;) Środek filmu - jak pisałem - jak dla mnie najbardziej magiczny kawałek kina z 2011 i niemała w tym zasługa operatora. Co do tych dwóch dróg - to jest moja interpretacja, bo mi właśnie to zaważyło najbardziej na interpretacji i w ten sposób sobie trochę grupowałem przykłady ze środka filmu. Nigdy nie twierdziłem, że to jedyne słuszne odczytanie. To chyba taki film, że każdy sobie może wyciągnąć z niego coś dla siebie.
_________________
Miód pszczeli z własnej pasieki
 
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 3779
Skąd: Wrocław

Wysłany: 2012-02-25, 20:50   

Swoją drogą czy tylko mnie nasunęło się skojarzenie środkowej części z polskimi "Pręgami"? Wątpię, żeby Malick to oglądał, ale podobieństwa są uderzające. Może dlatego, że to takie prawdziwe?
_________________
"Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe

e-mail: admin@forum-filmowe.pl
[ kontakt, współpraca, wymiana bannerów, zapytania, uwagi, reklama ]

Page Ranking Tool stat4u