Enter The Void / Wkraczając w Pustkę
reż. Gaspar Noé (Francja, Niemcy, Włochy 2009)
Oscar i jego siostra Linda niedawno przybyli do Tokio. Oscar jest dilerem narkotyków, Linda pracuje jako striptizerka w nocnym klubie. Pewnej nocy, Oscar zostaje złapany i postrzelony przez policję. Kiedy umiera, jego duch pozostając wierny obietnicy złożonej siostrze, że nigdy jej nie zostawi, odmawia rezygnacji ze świata żywych. Wędruje przez miasto, jego wizje stają się coraz bardziej zniekształcone i koszmarne. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość scalone w halucynacyjnym wirze. [źródło: FilmWeb]
Do tego filmu zachęciła mnie zachwalana oprawa wizualna i nietypowość filmu. W największym skrócie film jest obrazem tego co widzi dusza po śmierci. Pomysł bardzo płodny i ciekawy - jednak jest idealnym przykładem jak NIE robić filmów.
Wyprawa duszy po pastelowym Tokyo jest niczym 'bad trip', czyli zła narkotykowa wizja. Kolory i dziwne formy atakują widza, i przez pierwsze 20 minut jest ciekawie i innowacyjnie, jednak po tym czasie po prostu staje się to strasznie irytujące. Dodatkowo kamera porusza się z perspektywy lotu ptaka, więc wszystkie sceny widzimy albo z jakiś dziwnych pozycji albo z pozycji 'ceiling cat'. Mamy bardzo długie sceny lotów, przemieszczania się pomiędzy scenami. Widzimy jedną scenę, bach lecimy lecimy lecimy, w tym czasie dostajemy niemałego oczopląsu, lecimy i jesteśmy w innej scenie, która dzieje się w tym samym czasie lecz mile dalej. A potem wracamy... i znów to samo. Tylko, żeby to był raz, ale w tym filmie dzieje się to ciągle. Fajna forma, ale kompletnie nie do oglądania.
Na płaszczyźnie fabularnej film stoi jeszcze niżej. Nic z filmu nie wynika, sceny są tak jałowe i nic nie znaczące. Reżyser chyba pokusił się na wrzucenie największych syfów świata do jednego worka oprawił to w mistyczno-oczojebną formę i myślał, że przejdzie. Mamy tutaj dużo narkotyków i wizji narkotykowych, pracę w spelunach ze stripteasem, prostytuowanie się, aborcję i sceny odważnego seksu. Ale okey - wkraczamy przecież w pustkę.
Niektórzy twierdzą, że żeby poczuć film trzeba samemu zażyć. No cóż, nie tylko straciłem ponad 2,5 godziny swojego życia, to jeszcze mam tracić pieniądze i zdrowie na ten bełkot? Eeee... nie.
Stawiam 4/10 za fajną formę i pomysł z potencjałem.
Jak to podsumował mój znajomy - "film o kolesiu, który wszedł do lampy". Technicznie co prawda rewelacyjnie (poza wizualizacjami z Winampa robiącymi za efekty schizów), ale tak poza tym łopatologia i przerost formy nad treścią. No i od tej migotaniny łeb pęka.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3682 Skąd: z Polski
Wysłany: 2012-04-07, 02:08
Piękne. I tak zapierdala przez cały czas.
Dziwi mnie to, że jako osoby znające się na kinie nie potraficie go docenić. ?
Chciałem coś napisać o tym filmie, gdyż zmienił moje życie o 237 stopni, ale dziś mam za małą fazę aby o nim pisać.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach