Krzyk kamienia / Cerro Torre: Schrei aus Stein
reż. W. Herzog (Argentyna, Belgia, Francja, Kanada, Niemcy, Włochy, 1991)
Nieposkromione pragnienie człowieka, by zmierzyć się z potęgą natury. Dwóch mężczyzn podejmuje przed kamerami telewizji zakład o to, który pierwszy zdobędzie Cerro Torre, dziewiczy szczyt wyrastający ze śniegów i lodu w górach Patagonii. Obaj poświęcają tym zmaganiom wszystko... Jedno wam powiem, nikt stąd nie wraca żywy. I ja wiem dlaczego. Bo Cerro Torre... to nie jest góra. To krzyk kamienia.
Historia męskiej rywalizacji, dumy i zazdrości. Filmowy dowód na to, że dzielenie wspólnej pasji wcale nie musi prowadzić do zacieśnienia koleżeńskich więzi - szczególnie, gdy w grę wchodzi ambicja i ... kobieta.
Herzogowska Cerro Torre wcale nie musi być górskim szczytem, może być to dowolny cel, pod dowolną szerokością geograficzną- nawet ten najzwyklejszy. Nieważne, czy reprezentuje się sobą doświadczenie i rozwagę, czy butę będącą wpadkową połączenia młodego wieku i wiary we własną niezniszczalność - kto chce pokonać naturę musi być równie jak ona - szalony i niebezpieczny; nieprzewidywalny. A i tak nikt nie zagwarantuje nam, że po osiągnięciu celu odczujemy oczekiwaną satysfakcję.
W obsadzie kilku znamienitych aktorów - niezawodny Donald Sutherland, Vittorio Mezzogiorno ( ) i zjawiskowy jak zwykle Brad Dourif.
Do tego piękna jak sen, choć sztywna jak kawał drewna Mathilda May.
Ciekawostki:
- Niektóre z górskich ujęć z tego filmu zostały wykorzystane później przy realizacji "Na krawędzi" (1993).
- Rolę Martina Herzog powierzył niemieckiemu mistrzowi we wspinaczce sportowej Stefanowi Głowaczowi.
- Film powstał według pomysłu jednego z najsławniejszych himalaistów Reinholda Messnera, oparty jest na autentycznych wydarzeniach.
Niewątpliwymi atutami filmu są wspaniałe zdjęcia, dobra muzyka i aktorstwo - Herzog potyka się nieco na wymuszonej pseudometafizyce, ale z wdziękiem nadrabia to surowymi fragmentami pozbawionymi ckliwości.
Jerzy Kukuczka powiedział kiedyś: “Mnie nie wystarczy być tylko w górach – nie wystarczy być na wyprawie. Uważam, że jeżeli się podchodzi pod górę, to z jakimś celem, a tym celem jest wejść na tę górę." Można potraktować to jak zdroworozsądkowe, mniej romantyczne - za to bliższe prawdy i męskiej duszy zdobywcy - podsumowanie tego filmu.
7,5/10
Jest to film do którego trzeba się odpowiednio nastroić.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Ostatnio zmieniony przez BM 2011-04-12, 23:37, w całości zmieniany 2 razy
O samym filmie nie mam właściwie nic do dodania, ponieważ pani Nuziki wszystko ładnie nam opisała. Po raz kolejny przewija się motyw człowiek, a przyroda, czyli jest raczej standardowo pod tym względem. Momentami historia bywa zbyt banalnie i dosłownie przedstawiona, aktorsko też nie jest zachwycająco, a mimo wszystko obraz sam się doskonale broni. Na tym właśnie polega siła Herzoga, że czego by nie opowiadał w swoim filmie, to potrafi to tak ubrać, że się nie zwraca uwagi na pewne niedoskonałości, a na pewno tak jest w tym przypadku.
Z ciekawostek za to dodam, że sama góra, czyli tytułowy "krzyk kamienia" to też nieprzypadkowy wybór, bo spełnia się w swojej roli prawie nieosiągalnego celu znakomicie. Cerro Torre liczy sobie 3133 m.n.p.m., więc nie jest jakimś tytanem wysokości, ale trudność w jej zdobywaniu bierze się z jej nietypowego ukształtowania.
_________________ Bez bólu nie ma satysfakcji.
Wszystkie te chwile przepadną w czasie niczym łzy w deszczu... Pora umierać.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-04-12, 23:09
Bardzo, bardzo dobrze wspominam ten film, pod wieloma względami i myślę, że chętnie go sobie jeszcze raz obejrzę.
A jeśli już jesteśmy w temacie zdobywców gór, to jednym słowem, tak przy okazji rzuconem, co myślicie o "wielkiej" podróżniczce i alpinistce Martynie Wojciechowskiej?
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
co myślicie o "wielkiej" podróżniczce i alpinistce Martynie Wojciechowskiej?
cokolwiek by nie mówić - widziała w życiu (i przeżyła) więcej niż ja a w końcu liczy się by wyciskać z tego co się ma jak najwięcej.
Z takim samym przekąsem można się wyrażać o Pawlikowskiej, czy Cejrowskim - konserwie, prowadzącej swoje programy w tak irytujący sposób, że ma się ochotę rzucić czymś w TV.
Czasy schyłkowe jeśli chodzi o "wielkich podróżników" - ostał się tylko Jacek Pałkiewicz a dalej - zwykli indywidualiści uprawiający sporty ekstremalne i zapaleńcy jak Magda Nitkiewicz/Jacek Opaska którzy rowerami objechali świat; Natasz Caban która samotnie go opłynęła (dostałam od niej maila z podróży :B).
...do odkrywania zostały tylko oceany i kosmos...
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Właściwie wszystko zostało już powyżej napisane. Aktorstwo co prawda nieco drewniane (wyjąwszy Sutherlanda, niezły też był ten oszalały alpinista bez palców), ale poza tym jest co najmniej dobrze; ta góra zresztą dość poważnie niszczy obiekty. Przesłanie jakieś tam też jest: zdobycie góry jako test odwagi i umiejętności, czyn heroiczny, przełamanie własnych ograniczeń i słabości ble ble ble. Może banał, ale ja to kupuję. Pewno dlatego, że sam lubię góry, choć alpinistyki nigdy nie próbowałem i pewno nie spróbuję. Zakończenie gorzkawe, happy end gdzieś ulatuje.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach