Czwarty człowiek/De vierde Man
Reż. Paul Verhoeven (Holandia 1984)
Pisarz Gerard Reve prześladowany jest przez wizje bliskiej śmierci. Czy mają one coś wspólnego z długoletnim alkoholizmem, czy też naprawdę bohater powinien obawiać się konsekwencji romansu z pewną wdową, wobec której nie jest zupełnie szczery?
Normalnie jakby Adaś Miauczyński nakręcił wreszcie swój film o facecie, który "ma rożne zwidy". Temat niby mało pasjonujący, ale Verhoeven w swoim ostatnim (aż do "Czarnej Księgi") holenderskim filmie pokazał, jak to się robi. Główny bohater jest w ogóle interesującym przypadkiem. Nie kryje fascynacji katolicyzmem i religijną symboliką, w czasie spotkania autorskiego wygłasza nawet interesującą apoteozę religii rzymsko - katolickiej jako takiej, choć - jak na niezależną jednostkę przystało - od klimatów oazowych zdecydowanie stroni. Wdając się w romans z Christine czyni to najpierw z nudów, a potem dla wdzięków jednego faceta (kochanka wdowy z doskoku), którego ma nadzieję przy okazji poznać. Ot, cywilizacja śmierci.
Jak przystało na Verhoevena, temat potraktowany jest z czarnym humorem, domieszką seksu, surrealizmu, odrobiny przemocy i religijnej symboliki. Obecni tu fani dziwnych klimatów i patologii wszelakiej powinni być usatysfakcjonowani.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2011-04-01, 10:10, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach