Zagadka Kaspara Hausera / The Enigma of Kaspar Hauser
reż. Werner Herzog (RFN 1974)
Rok 1828. W niewielkim miasteczku N. (chodzi o Norymbergę) pojawia się na rynku 17-letni Kaspar Hauser (Bruno S.). Nie umie mówić, chodzić ani jeść po ludzku. W ręce trzyma list, z którego wynika, że całe życie spędził w lochu o chlebie i wodzie, nie zna świata ani ludzi. Z początku tajemniczym osobnikiem opiekuje się Rada Miejska, a następnie profesor Daumer (Walter Ladengast), który uczy go mówić, pisać oraz grać na pianinie. Kasper jest również obiektem dociekań lekarzy, niektórzy zaś dopatrują się w nim prawowitego następcy tronu księcia badeńskiego...
Zdecydowanie jeden z najlepszych filmów Herzoga, a jednak trochę jakby z boku produkcji z Kinskim. Być może dlatego, że jest bardziej stonowany czy nawet skromny oraz po prostu pozbawiony jego charyzmy, a występuje w nim aktor zupełnie innego rodzaju, czyli niejaki Bruno S., jednak zupełnie wyjątkowy na swój sposób. Bez niego na pewno nie powstałoby to co powstało. Sytuacja jest trochę podobna jak w przypadku Kinskiego, który był niezbędny, aby film uzyskał odpowiedni charakter, z czego Herzog sobie doskonale zdawał sprawę. Warto zwrócić uwagę, jak wiele faktów biograficznych z życia Bruna S. ma odzwierciedlenie w filmach, w których wystąpił. Właściwie to on nie tyle grał, co raczej był sobą.
Klimat i forma jest jak najbardziej charakterystyczna dla filmów Wernera z tamtego okresu. Świetne zdjęcia i montaż, ukazywanie przyrody, plus odpowiednio dobrana muzyka i powstaje kompletne i PONADCZASOWE dzieło, pełne swojego specyficznego i enigmatycznego uroku. Tradycyjnie też, za pozornie nieskomplikowaną historią podaną w bardzo przejrzystym i realistycznym stylu, stoi bardzo mocny i szeroki kontekst oraz przekaz.
Ja odbieram go jako refleksję na temat naszego społeczeństwa i samego pojęcia człowieka. Film świetnie ukazuje jak ogromne różnice (psychiczne) mogą występować między osobnikami tego samego gatunku, co swoją drogą jest chyba ewenementem w świecie przyrody. Nie wystarczy urodzić się człowiekiem, żeby nim być w pełni. Każdy z nas człowiekiem staje się z czasem, musi wrastać w strukturę społeczną, kulturę itd., żeby tak się stało. W tym momencie następuje konflikt między tym co w nas naturalne, wrodzone, a tym co jest nam wpajane w procesie socjalizacji. Film świetnie to pokazuje na przykładzie Kaspara, który jest uczony myślenia w pewnych określonych ramach, przez co zabijana jest jego wewnętrzna inwencja. Jednocześnie Kaspar jest ucieleśnieniem ludzkiej pierwotnej łagodności i niewinności, która zapewne została by z czasem skutecznie stłumiona.
_________________ Bez bólu nie ma satysfakcji.
Wszystkie te chwile przepadną w czasie niczym łzy w deszczu... Pora umierać.
Nie wystarczy urodzić się człowiekiem, żeby nim być w pełni.
I to chyba dobry moment na zadanie pytania - co to znaczy 'być człowiekiem w pełni'?
Mam bowiem wrażenie, że ten film obnaża właśnie stereotypy myślenia o tzw. człowieczeństwie - starcie Kaspar kontra reszta świata - w moim odczuciu wypada na korzyść tego pierwszego.... Te wszystkie ramki logiki, wiary, kultury - itp. - przegrywają z prostotą głównego bogatera. Choć nikt go nie chciał zniszczyć, a jedynie ulepić dla siebie...
Powiadają, że znajda jest jeźdźcem zbiegłym z trupy cyrkowej.... - i już! - znalazła się dla społeczeństwa droga ucieczki przed niepojętym - jednak wsadzenie Kasapra do grupy najdziwniejszych dziwów niewiele pomogło... Został sobą.
Szybko nauczył się wielu rzeczy, powielania czynności przy nim wykonywanych również - co chyba nie przyniosło mu szczęścia (choćby dlatego, że dzierganie czegoś tam okazało się zbyt wulgarne dla angielskiego Lorda, który mógłby go adoptować....).
Swoim pierwotnym czuciem odarł za to z woalu zapyziałość tych, którzy chcieliby uznać swoje tezy za jedynie słuszne - wystarczy przysłuchać się rozmowie z profesorem na temat zielonej żabki czy tej z duchownym Boga, gdzie jedyny argument brzmi - Ty musisz zwyczajnie wierzyć! Powtarzaj za mną....
Co by nie mówić - świetny film. Znakomite obrazy, piękna ilustracja muzyczna (Pachelbel canon in D Major jako ilustracja snu - rewelacja!) - i całość jakby wyjęta ze snu.
Ale snu, po którym zostają pytania. Bo przecież ...kiedy się odwrócę - dla mnie też nie ma wieży....
Dodajmy, że film oparty jest na faktach. Niestety widziałam całe wieki temu, w czasach gdy TVP od czasu do czasu puszczała dobre filmy o przyzwoitych porach.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
No właśnie jakoś nieopatrznie wyrzuciłem tę informację z opisu. Za to mogę dodać, że Bruno S. zmarł niestety w zeszłym roku, o czym dowiedziałem się dopiero kilka dni temu.
_________________ Bez bólu nie ma satysfakcji.
Wszystkie te chwile przepadną w czasie niczym łzy w deszczu... Pora umierać.
Na szczęście nie przeszedł bezimienny - choć tzw. człowieczeństwo w zasadzie chętnie odsadziłoby go na boczny tor - jak wielu jemu podobnych - i dobrze, że choć przy takiej okazji mamy okazję przekonać się, że bycie częścią społeczeństwa jest tylko częscią prawdy o nas samych....
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-03-05, 11:16
Zobaczyłam wczoraj, weszłam tu by coś napisać i właściwie - nic tu po mnie. Wszystko co chciałabym powiedzieć, a nawet więcej - zostało już tu napisane. Wspaniała dyskusja. Nic dodać nic ująć. Herzog ja zwykle widzi wielkość człowieka, żyjącego jak najbliżej natury, który przez całe życie woli rozumieć świat po swojemu, niż uczyć się wyciągać wnioski (zielona żabka - tę zagadkę zapamiętam do końca życia - profesor i jego zawiłości logicznego rozumowania zostają rozłożone w drobny mak przez Kaspera). Ale z drugiej strony, rozumie i docenia fakt, że nie da się rozgraniczyć tych dwóch światów, naturalnego i cywilizowanego, ważne by się one nie zwalczały, a współpracowały rozumnie ze sobą. Bo, jednak, gdyby Kaspar nie był posłany w wielki świat, żyłby dalej, może i szczęśliwie nie znając jego uroków, ale jednak szkoda by nam go było. Najważniejsze, że nie stracił, a może nie zdążył stracić, kontaktu ze swą pierwotną naturą. Niesamowite było jego spojrzenie na końcu, te szeroko otwarte zdumione oczy, a wcześniej jeszcze, te łzy, który wypływały mu samoistnie pod wpływem negatywnych emocji jakich doznawał.
Ja też dopiero wczoraj dowiedziałam się, że Bruno S. nie żyje. Udało mu sie przeżyć sporo ponad 70 lat.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Bardzo dobry film. Podobał mi się, ale nieprędko go odświeżę, jeśli w ogóle to kiedyś zrobię. Jest oczywiście dołujący i nużący, jak to zwykle u Herzoga. Obraz jest też mocno anarchistyczny, wyszydzone zostało XIX-wieczne niemieckie społeczeństwo (ale nie tylko - wymowa akurat jest mocno uniwersalna) wraz ze wszystkimi swoimi strukturami i instytucjami, takimi jak nauka, urzędy, religia. Co się tyczy Bruna S. i filmów z jego udziałem, to "Stroszek" był chyba jednak dużo bardziej przerażający, chociaż "Zagadka..." jest lepiej zrobiona.
Dodajcie jeszcze koniecznie oryginalny tytuł, który brzmi "Jeder für sich und Gott gegen alle" (Każdy za siebie i Bóg przeciw wszystkim).
"Wydaje mi się, że moje przyjście na ten świat było wielkim ciosem!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach