Mąż fryzjerki / Le Mari de la coiffeuse
reż. Patrice Leconte (Francja 1990)
Poetycka opowieść o erotycznej fantazji i spełnieniu. Francuskie miasteczko, połowa ubiegłego wieku. Mały Antoine jest zafascynowany piękną fryzjerką i co tydzień chodzi się strzyc. Po latach wciąż jest we władzy swojej obsesji. Kiedy spotyka w zakładzie fryzjerskim śliczną Mathilde, natychmiast się w niej zakochuje. Tak rozpoczyna się historia ich niezwykłego związku.
Tak jak zakładałem, powtórzyłem sobie ten film ostatnio i trzeba przyznać, że jest do czego wracać i to zapewne niejednokrotnie. Pewnie większość z Was już miała z nim styczność. To jeden z tych obrazów, które pamięta się na długo i cały czas robi spore wrażenie. Praktycznie o wszystkim trudno zapomnieć, bo jest na tyle wyjątkowe, o aktorach, o genialnych zdjęciach budujących kapitalny klimat, czy w końcu o dosyć smutnym wydźwięku całej historii ze świetnym zakończeniem.
Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na momenty, gdy w filmie budowane jest napięcie erotyczne w czystej postaci, jednak sposób w jaki jest to czynione jest zupełnie niestandardowy i za pomocą subtelnych środków, to jeden z elementów, które zdecydowanie wyróżniają ten obraz spośród innych. Nigdzie się z czymś takim nie spotkałem do tej pory, to już jest sztuka.
Jak wspomniano w opisie, film ma pewien poetycki klimat i czuć to dosyć wyraźnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę jak szczęśliwa/nieszczęśliwa miłość spotyka bohaterów i w jakiej sielankowej rzeczywistości przychodzi im żyć. Właściwie nie dotykają ich żadne zmartwienia, żyją, pracują, a nawet biorą ślub we własnym zakładzie fryzjerskim, zupełnie tak, jakby przebywali w oazie szczęśliwości, gdzie nic złego im nie grozi. Cieszą się życiem i sobą nawzajem w pełni, że aż miło patrzeć, no ale niestety...
_________________ Bez bólu nie ma satysfakcji.
Wszystkie te chwile przepadną w czasie niczym łzy w deszczu... Pora umierać.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2011-01-02, 12:19, w całości zmieniany 1 raz
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-01-02, 14:27
Słowa przysięgi małżeńskiej, zaklinania kochanków brzmią najczęściej - chcę cię, będę cię kochać do końca życia, chcę się z tobą zestarzeć i tym podobne. Czy jest to w ogóle możliwe? Zachować żar pierwszych porywów uczucia przez tyle lat, gdy żyjemy z kimś na co dzień?
Spoiler:
Otóż jest, pod warunkiem, jesli się samemu ów koniec życia przyspieszy
.
Film jest podzielony na dwie części - 1. okres dojrzewania i pierwszych seksualnych fascynacji bohatera, bardzo subtelnie, acz dobitnie i z humorem ukazany, które w przyszłości rzutują na jego całe życie - upodobania do pewnego rodzaju kobiet oraz miejsc i cześć 2., gdy już jako starszy mężczyzna spełnia swe marzenia i poślubia młodą fryzjerkę. Są tak razem szczęśliwi, zakochani i pożądający siebie bezustannie, mimo, że każdy dzień wygląda tak samo. Ona pracuje obcinając włosy tym samym klientom (żadnych chłopców, ani innych przystojniaków), a on na nią w zachwycie patrzy, umilając sobie i wszystkim obecnym w salonie czas tańcem do bliskowschodnich rytmów. Tak jak piszesz - istna sielanka (szczególnie jeśli chodzi o niego ). My się rozmarzamy, ale czy im tego nie zazdrościmy? Raczej nie, bo albo jesteśmy aktualnie zakochani i rozumiemy ich stan, albo czekamy na jakiś grom z jasnego nieba, jak się okazuje czekanie ni było daremne.
Bohaterowie zatrzymali się w czasie, jedyną oznaką, że on płynie i przemija, są powtarzane wizyty dwóch klientów (i komentarze małżonków na temat ich wyglądy i garderoby) oraz piekne rozmowy ze starszym samotnym panem. Jednym słowem, ten film to ilustracja powiedzenia, marzenia, pobożnego życzenia - zakochani czasu nie liczą, dla zakochanych czas zatrzymał się w miejscu.
Prawdę mówi smoke, to piękny film, długo się o nim pamięta. Tak jak już gdzieś wcześniej wspomniałam, kojarzy się z "Matadorem" Almodovara, ale jest na sposób francuski - bardziej wysmakowany i subtelny, ale przesłanie - podobne.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Jednym słowem, ten film to ilustracja powiedzenia, marzenia, pobożnego życzenia - zakochani czasu nie liczą, dla zakochanych czas zatrzymał się w miejscu.
Dla mnie jednak bardziej: czas niszczy wszystko, ot taki ze mnie optymista.
DA napisał/a:
My się rozmarzamy, ale czy im tego nie zazdrościmy? Raczej nie, bo albo jesteśmy aktualnie zakochani i rozumiemy ich stan, albo czekamy na jakiś grom z jasnego nieba, jak się okazuje czekanie ni było daremne.
Ja im zazdrościłem, ale nie wiem czy byś mnie zrozumiała.
DA napisał/a:
Tak jak już gdzieś wcześniej wspomniałam, kojarzy się z "Matadorem" Almodovara, ale jest na sposób francuski - bardziej wysmakowany i subtelny, ale przesłanie - podobne.
Wstępnie myślałem, że trochę więcej te filmy mają wspólnego ze sobą, bo poza przesłaniem, to sytuacja bohaterów jest inna, już o samym klimacie filmu nie wspominając.
Spoiler:
Mathilde jednak decyduje o ich wspólnej miłości za siebie i za niego. Szczerze mówiąc nie sądzę, żeby ułatwiła mu w ten sposób życie, ani że on zrozumiałby kiedykolwiek jej decyzję.
_________________ Bez bólu nie ma satysfakcji.
Wszystkie te chwile przepadną w czasie niczym łzy w deszczu... Pora umierać.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-01-02, 22:10
Cytat:
DA napisał/a:
Jednym słowem, ten film to ilustracja powiedzenia, marzenia, pobożnego życzenia - zakochani czasu nie liczą, dla zakochanych czas zatrzymał się w miejscu.
smoke:
Dla mnie jednak bardziej: czas niszczy wszystko, ot taki ze mnie optymista.
Na jedno wychodzi - ani to optymizm, ani pesymizm - po prostu realizm.
Cytat:
DA napisał/a:
My się rozmarzamy, ale czy im tego nie zazdrościmy? Raczej nie, bo albo jesteśmy aktualnie zakochani i rozumiemy ich stan, albo czekamy na jakiś grom z jasnego nieba, jak się okazuje czekanie ni było daremne.
smoke
Ja im zazdrościłem, ale nie wiem czy byś mnie zrozumiała.
Wiecej wiary we mnie. Ja bym im zazdrościła, gdyby to było realne.
Co do skojarzeń z Matadorem - to tylko skojarzenie, w szczegółach sytuacje były różne, zgadzam się, to oczywiste.
Piszesz:
Spoiler:
"Mathilde jednak decyduje o ich wspólnej miłości za siebie i za niego. Szczerze mówiąc nie sądzę, żeby ułatwiła mu w ten sposób życie, ani że on zrozumiałby kiedykolwiek jej decyzję"
Spoiler:
tak zadecydowała za siebie i za niego, ale myślisz, że gdyby tego nie zrobiła mogłaby tak dalej żyć? Mogłaby być wiecznie młoda i ponętna i chętna o każdej godzinie dnia i nocy, żyć ciągle i pracować na nich obu, nie spotykać się z nikim, żyć pod kloszem tylko dla niego i ich miłości? tak sobie czasem myslę, czy ten piekny poetycki film nie jest czasem lekką zawoalowaną satyrą na prawdzwą miłość z widzianą z męskiej perspektywy. On ją postrzega jako wieczne szczęście, ona sobie zdaje, że to niemożliwe, wie, że nie będzie go mogła wiecznie zadowalać - dlatego robi to co robi, a on nadal tańczy, myśli, że przetańczy całe życie (zamiast zabrać się za obcięcie włosów klienta zabiera się za taniec). Ciekawe, że tańczy do tureckiej muzyki, może nie bez powodu, może to takie nawiązanie, do ichniego spojrzenia, że kobieta żyje po to, by zostać żoną i zadowalać bez końca swego męża? Ech, ale sobie poleciałam:)
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Mogłaby być wiecznie młoda i ponętna i chętna o każdej godzinie dnia i nocy, żyć ciągle i pracować na nich obu, nie spotykać się z nikim, żyć pod kloszem tylko dla niego i ich miłości? tak sobie czasem myslę, czy ten piekny poetycki film nie jest czasem lekką zawoalowaną satyrą na prawdzwą miłość z widzianą z męskiej perspektywy. On ją postrzega jako wieczne szczęście, ona sobie zdaje, że to niemożliwe, wie, że nie będzie go mogła wiecznie zadowalać - dlatego robi to co robi, a on nadal tańczy, myśli, że przetańczy całe życie (zamiast zabrać się za obcięcie włosów klienta zabiera się za taniec)
ja piszę:
Spoiler:
nie będę ukrywał, że postrzegam sytuację z jego perspektywy, czyli też mojej, męskiej, a Ty postrzegasz z jej, więc wydaje mi się to wszystko naturalne. Jednak za moi postrzeganiem przemawia też ostatnia scena, bo zauważ co on mówi do klienta po zakończonym tańcu: "fryzjerka zaraz przyjdzie", tak więc okazuje się, że facet w dalszym ciągu żyje w głębokiej traumie, która będzie go nękać do końca życia. W tym kontekście uważam, że M go jednak (nawet nieświadomie) skrzywdziła, bo przecież nie popełniła samobójstwa, żeby się na nim zemścić za jego nieróbstwo. Poza tym mam wrażenie, że dzielili to swoje szczęście i miłość równomiernie między siebie. Nie rób z niej ofiary losu.
_________________ Bez bólu nie ma satysfakcji.
Wszystkie te chwile przepadną w czasie niczym łzy w deszczu... Pora umierać.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-01-03, 00:55
smoke napisał/a:
Spoiler:
nie będę ukrywał, że postrzegam sytuację z jego perspektywy, czyli też mojej, męskiej, a Ty postrzegasz z jej, więc wydaje mi się to wszystko naturalne. Jednak za moi postrzeganiem przemawia też ostatnia scena, bo zauważ co on mówi do klienta po zakończonym tańcu: "fryzjerka zaraz przyjdzie", tak więc okazuje się, że facet w dalszym ciągu żyje w głębokiej traumie, która będzie go nękać do końca życia. W tym kontekście uważam, że M go jednak (nawet nieświadomie) skrzywdziła, bo przecież nie popełniła samobójstwa, żeby się na nim zemścić za jego nieróbstwo. Poza tym mam wrażenie, że dzielili to swoje szczęście i miłość równomiernie między siebie. Nie rób z niej ofiary losu.
Spoiler:
tak pamiętam te słowa, o fryzjerce, która zaraz przyjdzie. Ale nie wiem, czy mąz fryzjerki żyje w wielkiej traumie, raczej w poczuciu szczęściu, nie dopuszczając do siebie myśli, że ona nie żyje. Tak mu było lepiej i wygodniej, i szczęśliwiej.
Dyskusja zrobiła się zbyt poważna i zbyt konkretna, mimo, że czasem potraktowałam ją z przymrużeniem oka, może zbyt dygresyjnie (choć nie uważam, że niesłusznie), bo lubię podążać za różnymi skojarzeniami, a ty - zaraz tam, że zemścić się , chyba byłaby głupia, żeby
Spoiler:
zabijać się z zemsty za nieróbstwo męża - lepiej by jego zabiła
. Wróćmy do naszego wspólnego punktu wyjścia więc i do potraktowania tego filmu, jak na początku, nie psując jego uroku, w kategoriach poetyckich, jako metaforę, a może pieśń (w końcu dużo tam było muzyki) o wiecznej miłości,
Spoiler:
że trzeba się zabić, by mogła ona trwać do końca życia. A że zrobiła to w tym filmie kobieta - była po prostu bardziej świadoma, jak to kobieta, że czas jest jej (i miłości również) największym wrogiem
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-01-03, 04:09
DA napisał/a:
Słowa przysięgi małżeńskiej, zaklinania kochanków brzmią najczęściej - chcę cię, będę cię kochać do końca życia, chcę się z tobą zestarzeć i tym podobne. Czy jest to w ogóle możliwe?
Jest. W zakurzonym świecie ludzi wyznających niemodne dziś, konserwatywnym wartości. W świecie moralnego relatywizmu i silikonowego konsumpcjonizmu to przywilej od dawna niedostępny (zgodnie z zasadą, że nie można zjeść ciastko i mieć ciastko). Zresztą większość uczestników tego ponurego szoł zwanego postnowoczesnością już się chyba z tym stanem rzeczy pogodziła. Chociaż nie oszukujmy się - niejedna z tych tzw. wyzwolonych inteligentek po cichu łka do swojego rycerza na białym koniu, który do późnej starości spacerowałby z nią po parku za rękę i niejeden z korporacyjnych karierowiczów odreagowujących w nocnych klubach chciałby po prostu wrócić po pracy w ramiona kochającej, pogodnej kobiety, a nie jakiegoś androidalnego wampa realizującego się zawodowo. To bardzo pierwotna potrzeba ludzka i nie da się tego tak łatwo zafałszować. Aczkolwiek ludzie jak to ludzie - uwielbiają się samooszukwiwać.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-01-03, 11:31
Cytat:
To bardzo pierwotna potrzeba ludzka i nie da się tego tak łatwo zafałszować.
Zgadzam się z Tobą w 100%, mamy takie potrzeby, nie zawsze się do nich przyznajemy, w dzisieszych czasach wszyscy musimy być silni niezależni, nie tylko finansowow ale i emocjonalnie. Też ubolewam, że tak jest, bo uważam, że są sfery w obszarach kobiecości i męskości niewymienne, przynależne tylko danej płci.
Ale ja pytałam, powątpiewając, czy możliwe jest zachowanie żaru i porywu uczuć między kochankami, małżonkami, w takim stopniu, jakie ono istniało na początku ich namiętności. Nie mam wątpliwości, że czas robi z nimi swoje - starzenie się ( już ono samo wpływa na namiętność między dwójką ludzi - można starać się ją podsycać, a jeśli podsycamy, to znaczy, że ona wygasa), wspolne codzienne życie, z wszystkimi jego blaskami, a raczej cieniami łącznie z monotonią itd. I tego właśnie się bała fryzjerka, wiedząc, że za kilka kilkanaście, dziesiąt... lat, z ich namiętności pozostanie w najlepszym przypadku przyjaźń. /Może bała się, że nie sprosta wymaganiom męża i on zastąpi ją sobie kolejną młodziutką i piekną fryzjerką, a tego mogłaby nie przeżyć.
Spoiler:
Więc lepiej zabiła się zawczasu, bez upokorzeń, które mogły ją czekać.
. Tylko dlaczego, do diaska, podobnych problemów nie stwarzają sobie mężczyźni (oni ciągle tańczą, jak ten mąż w filme), nie martwią się, że się starzeją, że wygasają ich namiętność do żon, że mogą nie wzbudzać w nich pożądania, tylko znajdują sobie następne młode żony i kochanki (chociaż i kobiety osttatnio też nie bywają im dłużne - ale czy są przez to szczęśliwsze?) Bo kobity (nie wszystkie rzecz jasna) są głupie (trzeba to nazwać po imieniu, bez żadnych eufemizmów) i lecą na każde spodnie, muszą za wszelką cenę mieć kogoś przy boku, nawet jak bije i pije, boją się panicznie samotności, nawet jeśli są piękne i niezależne.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Dyskusja zrobiła się zbyt poważna i zbyt konkretna, mimo, że czasem potraktowałam ją z przymrużeniem oka, może zbyt dygresyjnie (choć nie uważam, że niesłusznie), bo lubię podążać za różnymi skojarzeniami, a ty - zaraz tam, że zemścić się , chyba byłaby głupia
Bo to poważny film jest Doniu Bardzo dobrze, że podążasz za różnymi skojarzeniami, natomiast do punktu zemsty zaprowadziło mnie właśnie Twoje zapatrywanie. Sam z siebie czegoś takiego bym nie stwierdził, jak również przez myśl mi nie przeszło, żeby ona była w jakimkolwiek stopniu głupia, bo zwyczajnie nie była.
DA napisał/a:
Tylko dlaczego, do diaska, podobnych problemów nie stwarzają sobie mężczyźni (oni ciągle tańczą, jak ten mąż w filme)
A Ty ciągle swoje. filmowy mąż zatańczył i to z powodzeniem, góra ze trzy razy. Myślę, że teraz to dopiero rozdmuchałaś dyskusję, ale na sam film i tak to nie ma wpływu, więc wracam do naszego wspólnego punktu wyjścia
_________________ Bez bólu nie ma satysfakcji.
Wszystkie te chwile przepadną w czasie niczym łzy w deszczu... Pora umierać.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-01-03, 12:34
No właśnie nie była głupia, Była mądra ( zrezsztą mówię o tym wcześniej), wrażliwa i przewidująca. Dlatego wyeliminowałam w ogóle słowo zemsta w tym kontekście. W ogóle, gdy je zobaczyłam zapaliło mi sie czerwone światełko - czas kończyć płynąć, bo przez zbyt konkretne, prowadzące może i w końcu strywializowania wymowy filmu, zagubi się jego poetyka i wzniosłe przesłanie na temat miłości. Ale tak czy tak, ciągle dochodzimy do punktu wyjścia, tak przyjemnego dla melancholików, czyli wymowy o ulotności miłości.
Cytat:
A Ty ciągle swoje. filmowy mąż zatańczył i to z powodzeniem, góra ze trzy razy. Myślę, że teraz to dopiero rozdmuchałaś dyskusję, ale na sam film i tak to nie ma wpływu,
Tak trzy razy, to za mało? Fryzjerka natomiast ani razu. Może i rozdmuchałam, ale każda okazja jest dobra, by pogadać, nie tylko o języku filmu, ujęciach kamery, planach dalszych i bliszych, ale i o życiu, bo przecież po to ludzie robią filmy, by innych ludzi zmotywować do przemyśleń na tematy, które nurtują zapewne i samych twórców. Inaczej szkoda by było zachodu.
Dobra wracamy do punktu wyjścia. A ja się cieszę, że zabrałam głos w tej dyskusji, bo dzięki temu zobaczyłam w tym filmie o wiele więcej niż na początku, może nawet jakieś drugie dno, do którego dzięki niewiarygodnej głebi filmu, trudno było dotrzeć.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Dobry, ciepły film o życiu w skali mikro; cichym, prywatnym - bez pretensji i aspiracji do wielkości
Nigdy pewnie nie zrozumiem tych "bluszczowych" par, które żyją tylko dla siebie, połączone jakąś podskórną więzią, sprawiającą, że są zupełnie samowystarczalne. I chociaż wspaniale ogląda się takie historie, to wygląda na to, że nawet w filmach nie kończą się one dobrze.
Polecam akurat na tą porę roku; pastelowe, nienasycone kolory, nieostre, przydymione kadry, napięcie i wszechogarniające uczucie całkowitej akceptacji, dla każdego przejawu bycia człowiekiem. Zauważyliście, że w tym filmie nikt się nie gorszy, nie oburza, ani niczego od innych nie wymaga i nie oczekuje? Bajka.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach