Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-20, 22:03 Liverpool
Liverpool
reż. Lisandro Alonso (Argentyna, Francja 2008)
Juan Fernandez pracuje przy łodziach. W przerwie między rejsami podróżuje z miasta portowego do wsi w górach. Bohater zmierza tam, by spotkać się z matką.
Film zobaczyłam z ciekawości i dla eksperymentu - ile kontemplacyjnego minimalizmu jestem w stanie znieść. Okazuje się, że sporo. Film można by streścić jednym zdaniem (jak wyżej): Farrell mechanik okrętowy, dopłynąwszy ktoregoś dnia w pobliże miejsca skąd pochodzi (Ziemia Ognista, okolice miasta Ushuaia), postanawia zejść na ląd i odwiedzić matkę, której bardzo długo nie widział. Od tego momentu zaczyna się parada powszednich czynności, zobrazowanych w dużej części w czasie rzeczywistym - ubieranie się, zakładanie butów, ich sznurowanie, jedzenie, popijanie, najczęściej alkoholem. Niestety, wizyta w taniuchnym lokalu z tańcem na rurze została skrócona do maksymalnego minimum, zarówno jeśli chodzi o czas (chyba ze 2 minuty), jak i o obraz - jedno krótkie ujęcie pani na rurze i jeden rzut na Farrela pochłoniętgo konsumpcją, tym razem wzrokową.
Nie będę już dalej nic wspominała o treści, raz, że nie ma o czym, a dwa, że może jednak ktoś się odważy i spojrzy na film, choćby z zainteresowania jakżesz też mieszka się na krańcu Ziemi, gdzie diabeł naprawdę mówi dobranoc, i nie chcę uprzedzać, czy może sie zawieść czy nie. Chcę tylko powiedzieć, że takie filmy to można robić - zero dialogów, obsada kilka osób, naturszczyków, które niewiele mają do powiedzenia; fabuła - żadna, kostiumy - żadne (z pierwszego lepszego ciucholandu), plenery - takie jak wszędzie, sceny - to czynności, jakie każdy wykonuje na co dzień. Sama się dziwię, i zastanawiam, dlaczego wytrzymałam te 80 minut przed ekranem. Co prawda podzieliłam o je na dwie części, żeby było lżej. O bohaterze filmu nie wiemy nic od samego początku, nic ponad to, co widzimy, że jest przeciętnym mężczyzną w średnim wieku, średnio zadbanym, całodziennie popijający alkohol z gwinta, małogadatliwym. Nie znamy jego przeszłości, liczymy, że dowiemy sie czegoś więcej, ale właściwie, czy jest on ciekawym człowiekiem? Trudno powiedzieć. W każdym razie towarzyszyłam mu w tej jego wędrówce, rozmyślając sobie, dla zabicia czasu, co też mogło go kiedyś spotkać i co go jeszcze spotka. I o to chyba chodziło, że patrzymy na film i dopowiadamy sobie sami losy jego bohatera. Sprytne i wygodne, szczególnie dla twórców. Ale, żeby wpaść na taki pomysł filmu, to trzeba też mieć łeb. A jeszcze większy, zrobić to tak, by to jakoś zadziałało.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-10-30, 20:08, w całości zmieniany 3 razy
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-21, 10:13
Acha, dałam temu filmowi 5/10. Może trochę za dużo, w porównaniu z innymi tytułami z wielkimi nazwiskami, rozdmuchanymi promocjami itp. A to z powodu, że na pewno go na bardzo długo zapamiętam, że jestem w podziwie, jak z takiego "nic" można było zrobić "coś", co zatrzyma mnie przed ekranem, może było i chwilami nudno, jak to w życiu, ale chciało się oglądać, jak się chce żyć, mimo wszystko.
Jak ten facet, ten Lisandro Alonso, to zrobił? A juz zakończenie, odnoszące sie wprost do tytułu, to mnie całkiem rozwaliło, było tak zaskakujące, że aż zabawne, w zestawieniu z tym wielkim na nie oczekiwaniem. I też inspirowało do kolejnych pytań o Farrela - dlaczego?, skąd? itp.
Jestem ciekawa, czy ktoś miał odwagę, żeby to zobaczyć? Bo można by trochę pofantazjować.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach