Nędzne psy / Straw Dogs
reżyseria: Sam Peckinpah (USA 1971)
Amerykański matematyk David Summer, aby znaleźć nieco spokoju i znów nabrać chęci do pracy, postanawia opuścić swoje rodzinne Stany Zjednoczone i udać się do Wielkiej Brytanii. W podróż zabiera swoją żonę Amy. Małżeństwo pragnie poszukać nieco prywatności na odludziu w Kornwalii. Czeka ich jednak bardzo niemiła niespodzianka. Żona naukowca zostaje brutalnie napadnięta i zgwałcona. Dla Davida to sygnał do działania. Zrywa ze starymi, pacyfistycznymi przekonaniami i rewanżuje się napastnikom.
powszechna opinia na temat tego filmu głosi, że jest to studium rodzenia się agresji. Jak najbardziej się pod tym podpisuję. Fabuła rozwija się powoli i sennie, ale od pewnego momentu wydarzenia przyspieszają, a napięcie rośnie — aż do piorunującego finału. Dużo agresji, brutalności i przemocy, jak to u Peckinpaha. Warto też zwrócić uwagę na co najmniej dwuznaczną postawę żony głównego bohatera. Znakomita reżyseria i wielka rola Dustina Hoffmana. To klasyk, którego nie znać po prostu nie wypada.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3679 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-08-13, 19:37
Finał wcale nie był dla mnie jakoś wielce bardziej piorunujący niż cała reszta filmu. Weźmy sobie na przykład scenę polowania. Znakomity, trzymający w napięciu film. Polecam.
Świeżo po seansie - mistrzostwo. Peckinpah w szczytowej formie. A film nie jest - przynajmniej dla mnie - tak znany jak inne jego dzieła.
Budowanie napięcia, konsekwencja w opowiadaniu historii
Jatka na koniec, jak to u Peckinpaha, wynika z fabuły (w odróżnieniu od wielu filmów akcji), jest wrażenie, że inaczej to się nie mogło skończyć.
Spoiler:
Postawa żony co najmniej dwuznaczna. Ewidentnie prowokuje miejscowych i drażni się z mężem. Dobra postać "równoległa" - Janice, siksa, która prowokuje najpierw Sumnera a potem Nilesa. Obie igrają z ogniem i źle kończą.
Z tego co czytam w internetach, Peckinpah mocno pozmieniał fabułę w porównaniu z książką, ale najwyraźniej zmiany wyszły na dobre.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Finał wcale nie był dla mnie jakoś wielce bardziej piorunujący niż cała reszta filmu.
A dla mnie był. Zwłaszcza, że początkowo nic tego nie zapowiada (nie to co w "Dzikiej bandzie"), nawet dużo później, gdy atmosfera się zagęszcza, nie przewidywałem, że dojdzie do takiej eksplozji — chociaż jak słusznie wyżej stwierdzono, jest to logiczna konsekwencja poprzednich wydarzeń.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Chyba jednak bardziej mi podeszły jego westerny - ale generalnie lubię tę konwencję.
Przy okazji - Straw Dogs właściwie też możnaby zrobić w konwencji westernowej. Taka uniwersalna historyjka.
Chętnie zobaczył bym remake w realiach Dzikiego Zachodu. Albo średniowiecznej Japonii. Może niech Herzog tym się zajmie zamiast kolejnego projektu z Cagem...
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3679 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-08-17, 19:05
Arcyznawca napisał/a:
A dla mnie był. Zwłaszcza, że początkowo nic tego nie zapowiada (nie to co w "Dzikiej bandzie"), nawet dużo później, gdy atmosfera się zagęszcza, nie przewidywałem, że dojdzie do takiej eksplozji — chociaż jak słusznie wyżej stwierdzono, jest to logiczna konsekwencja poprzednich wydarzeń.
Znaczy ja też się nie spodziewałem, że taki pipek się w końcu dźwignie. Mam na myśli to, że cały film, od pierwszych do ostatnich minut, jest bardzo mocny i trzymający w napięciu. Ode mnie 10/10.
Doskonały film, podobalo mi się jak Hoffman z cipowatego wykładowcy (nie pamiętam dokładnie) przeistacza się w faceta ostro broniącego życia swojego i swojej żony. Było już kilka takich motywów w filmach, np w Pojedynku na szosie. Peckinpah potwierdził swoją klasę.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-10-17, 12:11
Owszem, film świetny, pozostaje w pamięci na długo. Gdzieś tam bowiem obnaża nasze skryte lęki, żeby na swej drodze nie napotkać takich nędznych psów jak panowie majstrowie remontujący domostwo zacnego nauczyciela matematyki. Nędznych psów, którzy zmuszą, spokojnych ludzi, nie wadzących nikomu, do obnażenia zwierzęcych instynktów, zwierzęcej walki na śmierć i życie w obronie tego co najdroższe i własne.
Wiekszość panów widzi pierwotną winę zajścia w kobiecie, bo prowokowała, czarowała... To ona początkowo z tych prymitywów wywlekła na wierzch ich prymitywne zwierzęce żądze, których jako samce nie potrafili opanować. W pewnym sensie, to prawda, choć jej nie obwiniam (nie na darmo, wszak, pan bóg obdarzył ludzi, także mężczyzn, rozumem), to jednak powinna mieć na uwadze, że pewnego gatunku mężczyzn, nie powinno się nadmiernie kokietować, bo są jak nędzne psy, ktorzy podszczuci muszą dorwać sukę. Czasem kobiety też muszą jak zwierzęta, wykazać się odpowiednim węchem i nie ryzykować i nie narażać swych mężczyzn na niepotrzebne walki o ich cnotę.
Ale film ma także szerszy kontekst - nie ma tzw. cywilizowanego świata, cywilizowanych ludzi, są tylko tylko materialne oznaki tzw. postępu technologicznego, np. piękny dom z wszelkimi wygodami i inne gadżety. W środku drzemią w nas zwierzęta i ich instynkty: dominacja, walka o gniazdo, o samicę etc. Na codzień, oczywiście tłumimy tego rodzaju świadomość, chcemy być mili i dobrzy dla wszystkich, nie epatować złością, przemocą, żyć kulturalnie i w zgodzie, nie zdradzać swych partnerów etc. niestety, nie wszyscy dają radę i nie wszystkim się chce, czasem ktoś komus nadepnie na odcisk i dopiero wtedy sie zaczyna. I to wcale nie musi być coś takiego wielkiego jak ten atak w filmie. czasem wystarczy, że jakiś pies w pieknym samochodzie zajedzie drugiemu psu w równie drogim wozie, drogę (czyli zajmie mu jego miejsce) na ulicy, albo zatrąbi nie daj boże, i się zaczyna! Ślina się toczy gęsto, dziki wzrok miota błyskawice, obnażąją się zęby....Zaczęła by się prawdziwa walka na pięci i noże, alko klucze samochodowe, gdyby tylko panowie nie musieli szybko odjeżdzać, bo sie zapaliło zielone...
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
To ciekawa interpretacja.
Podobnie jest tłumaczona przemoc w Hańbie Coetzeego - polecam książkę/film, tam nawet wprost odwołują się do psów i suk. No chyba że to tym się inspirowałaś.
Co do filmu Peckinpaha - w tytule, o ile wiem, chodziło o chińskie psy ze słomy, używane w ceremoniach religijnych.
Zresztą za wikipedią:
Cytat:
Straw dogs were used as ceremonial objects in ancient China. Chapter 5 of the Tao Te Ching begins with the lines "Heaven and Earth are heartless / treating creatures like straw dogs". Su Ch'e comments "Heaven and Earth were not partial. They do not kill living things out of cruelty or give them birth out of kindness. We do the same when we make straw dogs to use in sacrifices. We dress them up and put them on the altar, but not because we love them. And when the ceremony is over, we throw them into the street, but not because we hate them.
Także tu by raczej chodziło o wskazanie na obojętność losu wobec ludzkich dramatów itp.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-11-14, 10:38
Nie, nie inspirowałam się "Hańbą" , ani adaptacją filmową ani jej pierwowzorem literackim. "Nędzne psy" widziałam dość dawno, ale jest to taki film, którego obraz pozostaje w pamięci na długo, jak zresztą wiele obrazów z filmów Peckinpaha. "Hańbę" czytałam też jakiś czas temu, film widziałam stosunkowo niedawno (Canal + czasem puszcza), ale jakoś nie przypadł mi do gustu - wydaje mi sie, że sfilmowanie tej książki mocno spłyca jej przekaz. reżyser podjąl się bardzo trudnego zadania, i trochę mu nie wyszło, niestety. Nawet Malkovich miałam wrażenie, jakoś się tu nie odnalazł. To nie "Hańba", więc, była powodem tego skojarzenia.
Porównanie do psów i suk, narzuca się automatycznie, wszak są oni w tytule. A poza tym, takie konotacje językowe funkcjonują u nas na co dzień - psy, suki, jako najbliższe nam stworzenia, związane z naszą codzienną egzystencją (możemy je obserwować na bieżąco) - też są automatyczne. Suka, pies, ileż tego jest w przysłowiach, porzekadłach, okręslenaich, porównaniach...
Cytat:
Co do filmu Peckinpaha - w tytule, o ile wiem, chodziło o chińskie psy ze słomy, używane w ceremoniach religijnych.
Być może, podejrzewam, że to bardzo piękne porównanie (nie zrozumiałam wszystkiego, mój angielski nieco kuleje) szkoda, tylko, że reżyser, jeśli faktycznie takie miał na myśli ( a nie jestem tego pewna - to był raczej bardzo bezpośredni i bezpretensjonalny facet - chyba, że sam to gdzieś osobiście wypowiedział), to mógł do tytułu załączyć jakiś aneks, w jakiejs formie, o co mu chodziło. Przypuszczam, że przeciętny widz (a tym bardziej lat 70-tych ub. wieku) nie wpadnie na taki pomysł, by przywoływać w interpretacji tytułu i filmu, chińskie psy ze słomy, używane, gdzieś w jakiejś prowincji tego kraju przy obrzedach religijnych. Litości. Więcej wiary we własne odczucia.
Cytat:
Także tu by raczej chodziło o wskazanie na obojętność losu wobec ludzkich dramatów itp.
Z tym się mogę jak najbardziej zgodzić. Ludzie byli obojętni na los tej pary małżeńskiej, tym bardziej, że byli oni OBCYMI w tej małej społecznosci, na dodatek, dziwakami, intelektualistami, których owa społeczność nie rozumiiała. Tak samo zresztą, jak nie rozumiało tej społeczności to małżeństwo, a szczególnie ta żona. W prymitywnym nieco śwaitku panowały pierwotne instynkty - skoro się kobita eksponuje, znaczy, że chce wiadomo czego. Ci ludzie nie znali pojęcia erotycznej mentalnej gry, jaka może się zawiązywać między mężczyzną a kobietą, która nie zawsze musi prowadzić od razu do łóżka. Funkcjonowało tam przekonanie - dostała to co chciała, (suka jedna - w domyśle), to dlaczego mieliby jej pomagać. No i była obca - inna - krępująca - niepokojąca - na pohybel z takimi.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
No i była obca - inna - krępująca - niepokojąca - na pohybel z takimi.
DA napisał/a:
byli oni OBCYMI w tej małej społecznosci
A przypadkiem to nie tak było, że ona — w sensie żona głównego bohatera, Amy — stamtąd pochodziła? Nie była więc znowu taka obca.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-11-14, 19:44
Nie pamiętam, czy stamtąd pochodziła, ale nawet jeśli, to i tak wróciła po latach INNA, z "dziwnym" mężem, wyzwolona w jakimś sensie z ograniczeń jakie panowały w tamtej zapyziałej społeczności. Może podejrzewali, że czuje się lepsza od nich, od tamtych mężczyzn także - przecież nie chciała im dać tego, co zdawała się oferować - tego nie można było przepuścić, trzeba ją było upokorzyć.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3679 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-11-14, 20:04
DA napisał/a:
"Hańbę" czytałam też jakiś czas temu, film widziałam stosunkowo niedawno (Canal + czasem puszcza), ale jakoś nie przypadł mi do gustu - wydaje mi sie, że sfilmowanie tej książki mocno spłyca jej przekaz.
Dokładnie. Film kompletnie i całkowicie oskubał tę książkę ze wszystkiego, co było w niej najlepsze. Film obejrzałem, a raczej próbowałem oglądać, bo oglądać się tego nie dało, bezpośrednio po przeczytaniu książki i byłem oburzony tym, jak reżyser spaprał sprawę. Aż prosiło się o wrzucenie do filmu czegoś, nie wiem, może paru symboli, aby nadać filmowi choć cząstki głębi, jaką miała książka. Na pewno wymagało to nie lada sprawności reżyserskiej i dużej pomysłowości. Tymczasem nic, zwykłe, dosłowne, a na dodatek powierzchowne streszczenie zdarzeń. Ale nic dziwnego, skoro za ekranizację bardzo trudnego do przełożenia na język filmowy arcydzieła literatury zabrał się niemalże amator.
załóżcie sobie temat o "Hańbie", miast spamować, bo niedługo nie będzie można się połapać, o jakim filmie tu w rzeczywistości mowa.
DA napisał/a:
przecież nie chciała im dać tego, co zdawała się oferować - tego nie można było przepuścić, trzeba ją było upokorzyć.
Odniosłem odmienne wrażenie. Swojemu byłemu partnerowi Amy oddaje się bez problemu i się jej to bardzo podoba, a dopiero gdy drugi się dołącza, to zaczyna być kiepsko
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Bardzo dobry film. Świetna rola Hoffman'a i genialnie pokazany proces hodowania sobie przez niego jaj.
Spoiler:
Od początku czuje niechęć ze strony miejscowych i pewnie gdyby na ich pierwsze zaczepki odpowiednio by zareagował to nie posunęli by się dalej. Uważam, że zajebiście jest też wtrącony wątek Niles'a, tego przymulonego gościa, który spowodował ostateczną rozróbę (taki Malkovich z Of Mice and Men), świetnie pokazana scena gwałtu (dwuznaczność zachowań żonki), Peckinpah trochę robi widza w konia, w momencie gwałtu byłem pewien, że w końcówce będzie właśnie o ten gwałt chodziło, a w efekcie Hoffman nawet się o tym zdarzeniu nie dowiaduje. No i bezbłędny uśmiech głównego bohatera w ostatniej scenie. Na minus odbieram zachowania napastników zanim jeszcze weszli do domu, jazda na rowerze, udawania małpy itp. Rozumiem, że niektórzy psychopaci mogą się tak zachowywać, ale mi tu nie pasowało.
A lepszego plakatu do filmu chyba w życiu nie widziałem
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach