Całkowite zaćmienie / Total Eclipse
reż. Agnieszka Holland (Belgia, Francja, UK, Włochy, 1995)
W 1871 roku znany francuski poeta Paul Velaine dostaje kilka wierszy autorstwa niejakiego Arthura Rimbauda. Poezja ta wstrząsa Paulem do głębi. Postanawia zaprosić młodego poetę do siebie. Już od pierwszego spotkania jest dla niego jasne, że Rimbaud to nie tylko utalentowany chłopak z literackimi aspiracjami, ale prawdziwy geniusz, obdarzony niesamowitą wrażliwością na sztukę i pozostający poza wszelkimi konwenansami mieszczańskiego życia. Podziw Verlaine'a jest nie tylko literacki, ale przeradza się w homoseksualną fascynację, która staje się inspiracją dla twórczości obu. [opis dystrybutora]
Jeden z - obok wybitnych Europa, Europa, czy Kobiety samotnej - bardziej udanych filmów Agnieszki Holland.
Historia niezdrowej fascynacji Paula Verlaine'a - Arthurem Rimbaud enfant terrible francuskiej sceny poetyckiej; odrzucającym wszelkie normy społeczne, dążącym do samozniszczenia genialnym twórcą i destruktorem.
Młody chłopak z siłą bombardy wpada w ustabilizowane życie uznanego poety, statecznego męża i politykującego aktywisty. Kusi, opluwa mieszczańskie wartości, wyśmiewa zachowawczość lokalnej bohemy, lekceważy wszelkie definicje związane z estetyką i pięknem formy, a przede wszystkim fascynuje - dzikim talentem, łatwością z jaką ubiera emocje i otaczający go świat w słowa. Swoim nieposkromionym zachowaniem wyzwala pokłady namiętności, brutalności i nienawiści drzemiące w Paulu; a ten ochoczo i lekkomyślnie daje się porwać niszczącemu żywiołowi; kiedy próbuje zawrócić, okazuje się, że jest już na to za późno.
Pomimo nietypowego podejścia do życia - z tej dwójki to właśnie Rimbaud dysponuje wystarczającymi pokładami bezlitosnego obiektywizmu, by nazywać rzeczy po imieniu. Ot, taki archetyp antyromantycznego, cynika naturalisty
Świetna rola DiCaprio, doskonała Davida Thewlisa. Ponieważ to w praktyce biografia (wycinek biografii) głupotą było by uznać film za obyczajowo odważny, chociaż na pewno jest to dość śmiała realizacja utrzymana w ponurym klimacie zbliżonym do tego jaki emanuje z wierszy Rimbaud.
Kapitalny pomysł na film, choć momentami brakowało pomysłu na to jak sportretować człowieka, który zmieniając obliczę poezji, jednocześnie niszczył sam siebie i sobie bliskich ludzi + kilka dłużyzn i wyjątkowo przeciętna ilustracja muzyczna (no moze poza jednym motywem).
obawiam się, że ci którzy wychowali się na Potterach nigdy po tym filmie nie spojrzą już na profesora Lupina w taki sam sposób
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-08-06, 23:54, w całości zmieniany 2 razy
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-06, 19:57
Jak dla mnie - film doskonały. Może i ma jakieś niedociągnięcia, nie wiem, nie zwróciłam na to uwagi, zawsze mam totalny odjazd, gdy go oglądam. Oczywiście nie robię tego za często, żeby nie przedawkować. Jedna z najlepszych ról Di Caprio, i Thewlisa także. Jestem dumna, że zrobiła go Polka.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Dobry film, choć trzeba powiedzieć, że nie jest to pełna biografia Rimbauda, a jedynie wycinek jego życia, kiedy to był poetą, przy czym twórcy skoncentrowali się głównie na związku Rimbauda z Verlainem. Co prawda pokazano, że protagonista porzucił pisanie i został podróżnikiem, a potem młodo zmarł, ale o tym okresie życia poety nie ma zbyt wiele w Całkowitym zaćmieniu. Dużo świetnych scen i dialogów ("wyglądasz z tą rybą jak cipa!", albo badanie odbytu), chociaż ujęcia seksu obu poetów przyprawiały mnie o mdłości Di Caprio, wówczas jeszcze bardzo młody, ale jak zawsze świetny. W sumie to taki film o tym, jak zgubna pasja (w tym przypadku homoseksualizm) niszczy ludziom życie.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
W sumie to taki film o tym, jak zgubna pasja (w tym przypadku homoseksualizm) niszczy ludziom życie.
aleś zapodał
Arcyznawca napisał/a:
chociaż ujęcia seksu obu poetów przyprawiały mnie o mdłości
raptem kilka sekund na cały film - za to - przyznasz - jaka trzeźwa odpowiedź Rimbaud na "kocham cię" bardzo po męsku.
Arcyznawca napisał/a:
Di Caprio, wówczas jeszcze bardzo młody
to mnie zastanawia - jak taki smarkacz potrafił tak dobrze (samodzielnie) wybierać sobie projekty O_o teraz mało kto tak umie - albo boją się ryzykować.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-09, 00:07
To bardziej namiętność była niż pasja. Owszem, w pewnym sensie zniszczyła życie Verlain'owi, ale trzeba zaznaczyć, że to dzięki tej namietności on w ogóle jeszcze ożył. Rimbaud poznał w takim okresie życia, gdy czuł się martwy i wypalony, zarówno jako człowiek, mężczyzna i poeta. Z czasem związek ten okazał się bardzo destrukcyjny, jak to zazwyczaj bywa w przypadku szalonych namiętności, ale cóż, pokusa poczucia się jeszcze raz młodym i wolnym, była silniejsza. Szkoda, że nie mógł zaznać takich uniesień u boku swej niestarej przecież jeszcze żony, niestety, ona kojarzyła mu się także z obowiązkami ojcowskimi, a to nie dodawało mu skrzydeł.
Wszystko ma swoją cenę.
Co do Wyboru DiCaprio, to raczej Agnieszka Holland wybrała jego - była zauroczona jego rolą w "Co gryzie Gilberta Grape'a", myśląła, że jest naturszczykiem, chłopcem niepęłnosprawnym zaangażowanym do filmu, gdy poznała prawdę wszystko robiła, żeby go dostać do roli Rimabud. .
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Co do Wyboru DiCaprio, to raczej Agnieszka Holland wybrała jego - była zauroczona jego rolą w "Co gryzie Gilberta Grape'a", myśląła, że jest naturszczykiem, chłopcem niepęłnosprawnym zaangażowanym do filmu, gdy poznała prawdę wszystko robiła, żeby go dostać do roli Rimabud. .
I co to zmienia? każdy aktor musi podpisać umowę Otrzymanie propozycji nie równa się jej przyjęciu. Ilu z młodych ma takiego nosa i bierze takie role?
Jak dla mnie, to Verlaine po prostu bał się odpowiedzialności, bycia mężem i ojcem. Przecież dużo łatwiej i przyjemniej było zapijać się na umór, wciągać koko, palić opium, pierdolić z dwa razy młodszym facetem i pisać wiersze o tym, że jest ciężko. W sumie był też mocno rozdarty, bo z jednej strony fascynowała go witalność młodego Rimbauda, z drugiej poczucie obowiązku wobec żony i dziecka. Tragiczna postać. Cała znajomość z Rimbaudem była dlań toksyczna i niszcząca. Aż przykro było patrzeć, jak ów Verlainem pomiatał.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-09, 00:46
Cytat:
I co to zmienia? każdy aktor musi podpisać umowę Otrzymanie propozycji nie równa się jej przyjęciu. Ilu z młodych ma takiego nosa i bierze takie role?
To oczywiste, że DiCaprio to mądry facet (może miał także czujnych agentów) nie przypominam sobie, żeby zagrał w jakikolwiek badziewiu. Ale skąd wiesz, może akurat poczuł się zaszczycony propozycją Agnieszki Holland? Miała już wtedy pewną pozycję w filmowym świecie, pewnie nawet cieszyła się większym uznaniem niż w Polsce? Dlaczego by takiej opcji nie przyjąć?
Cytat:
W sumie był też mocno rozdarty, bo z jednej strony fascynowała go witalność młodego Rimbauda, z drugiej poczucie obowiązku wobec żony i dziecka. Tragiczna postać. Cała znajomość z Rimbaudem była dlań toksyczna i niszcząca. Aż przykro było patrzeć, jak ów Verlainem pomiatał.
Pewnie tak, który facet, lubi obowiązki domowe? A co dopiero artysta! Pewnie, że przykro było patrzeć, na to "pomiatanie", nam widzom, było przykro, ale ... może jemu nie było przykro?
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
ak dla mnie, to Verlaine po prostu bał się odpowiedzialności, bycia mężem i ojcem.
A jak dla mnie - tylko szukał pretekstu by sobie pobimbać
Nawet postrzelony Rimbaud stukał się w czoło widząc jego stosunek do żony. Paulowi brakowało po prostu jaj (konsekwencji?); porwał się z motyką na słońce - ciągle za bardzo zależało mu na ludziach by robić z nimi to, co robił z otoczeniem Rimbaud. Ale ten był przynajmniej uczciwie i do końca draniem bez serca (a przynajmniej dobrze udawał) bo zdaje się koledzy po fachu też nieźle mu życiorys urozmaicili...
Ogólnie - takie toksyczne związki to temat rzeka i świetne materiały - nic tylko brać się do pracy.
DA napisał/a:
Dlaczego by takiej opcji nie przyjąć?
Oj kochana... historia widziała nie takie przypadki
Fakt. Rimbaud był na pewno dużo bardziej spójny w swoim totalnym nihilizmie, niż Verlaine — rozhisteryzowana mameja, niemogąca się zdecydować, czego tak naprawdę chce. Rimbaud to w ogóle ciekawa postać i na dodatek pisał bardzo dobre wiersze (chociaż znam tylko kilka). Ale chyba szybko się wypalił (czy raczej zmienił zainteresowania), a potem przedwcześnie zgasł.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Verlaine też dobrze pisał, ale Rimbaud był bardziej do przodu. Nie tylko dobrze korzystał z technik typowych dla epoki, ale wybiegał też wprzód.
Pewnie dlatego tak dobrze mu to wychodziło, bo miał swobodny stosunek do swojej twórczości.
Co do filmu - świetne aktorstwo, nie tylko rewelacyjny obraz relacji dwóch ciekawych bohaterów, ale też dobry obraz realiów europejskich z tamtego okresu.
Mamejowatość Verlaina (i jego żony) zaiste irytująca...
Miałem jednak w pewnych momentach wrażenie niespójności filmu. Np. scena w sądzie - ciekawa i oryginalna, ale czy pasowała do ogólnej koncepcji obrazu? Wyglądała jak przebitki z awangardowego teatru telewizji.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Ano tak - ostatecznie coś tam się postawiła. Ktoś musiał być facetem w tym małżeństwie.
Zresztą Verlaine w tych późniejszych scenach (w których rozmawia z siostrą Rimbauda) sprawia wrażenie dojrzale zdegenerowanego menela, który nie przejmuje się opinią innych. Także można powiedzieć, że na swój sposób też dorosnął.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3149 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-11-20, 14:56
Dobry film, zyskujący głównie na kapitalnych kreacjach aktorskich. Znakomity Thievlis (choć to i tak nie jest szczyt jego możliwości - polecam film "Nadzy") i świetny DiCaprio. Nie wiem dlaczego swego czasu (gdzieś w okolicach "Romeo i Julia" i "Titanica") nastała głupia, niesprawiedliwa moda na krytykowanie tego aktora. Takimi rolami jak tutaj, w "Co gryzie Gilberta..." czy "Chłopięcym świecie", już na początku kariery pokazał, że ma wielki talent.
_________________ I believe in nothing and I will cut off your Johnson.
Próżnia spada w przepaść
Nie wiem dlaczego swego czasu (gdzieś w okolicach "Romeo i Julia" i "Titanica") nastała głupia, niesprawiedliwa moda na krytykowanie tego aktora. Takimi rolami jak tutaj, w "Co gryzie Gilberta..." czy "Chłopięcym świecie", już na początku kariery pokazał, że ma wielki talent.
Podzielam. Doszło do tego, że facet musiał się podstarzeć, przytyć i zbrzydnąć (kwestia gustu), by dostać dobrą rolę - zupełnie jak gdyby jego wcześniejszy dorobek aktorski nic nie znaczył. Prawdopodobnie to bezpośredni skutek istnienia półgłówków, dla których Titanic był jedynym filmem, który w życiu widzieli...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach