Obywatel Milk / Milk
reż. Gus Van Sant (USA, 2008)
"Kiedy w 1978 zamordowany został Harvey Milk, świat stracił jednego z największych wizjonerów i przywódców walczących o sprawiedliwość. Zdobywca wielu nagród, Gus Van Sant, wraz z niezrównanym Seanem Pennem i plejadą gwiazd w rolach drugoplanowych przedstawiają historię życia tego niezwykłego człowieka." [opis dystrybutora]
Osobiście zastanawiam się o co tyle szumu Dawno już z takim znużeniem nie oglądałam filmu; jak na biografię - miałki i bez polotu.
Penn jakiś taki nieśmiały - buduje postać całkowicie wypraną z jakiejkolwiek charyzmy - patrząc na niego wierzyć się nie chce, że taki mógł być prawdziwy Milk O_o.
Najjaśniejszym punktem całej tej historii jest relacja środowiska ( i Milka) z Danem White'm (genialny Josh Brolin). Cały proces przejścia od początkowej nieufności, zawiązku sojuszu, zawieszenia broni po otwartą wojnę o nic - bardzo smakowity.
Brolin zagrał chyba najbardziej dwuznaczną i zapadającą w pamięć postać w całym filmie.
Realia tamtych czasów odtworzono zacnie, a niektórych "dyskusji" nie da się oglądać bez pobłażliwego uśmiechu na ustach. Do tego mała rólka Diego Luny jako egocentrycznej szmaty i dziwoląga
Średnie z ambicjami.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-07-18, 22:52, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-07-20, 02:23
Nuz napisał/a:
Osobiście zastanawiam się o co tyle szumu
Jak to o co? Przecież to kolejny, "szalenie ważny" film o dzielnym geju, który (nie bójmy się tego słowa) posunął na przód sprawy prześladowanych, amerykańskich homoseksualistów. Właściwie to nie film - to społeczny mit, bazujący na ikonie głównego bohatera. Nie wypada go nie znać, nie wypada go nie nagradzać. A ja już kilka razy się do tego przymierzałem i po kilku nieudanych próbach ostatecznie dałem sobie spokój. Po prostu mi się nie chce. Olać.
_________________ tell me what you don't like about yourself
To po prostu kiepsko zrealizowany film, którego fabuła toczy się - a właściwie zatacza - flegmatycznie i patetycznie, ku ogólnie znanemu zakończeniu.
Obejrzeć można dla Brolina, którego z grzywką na czole trudno wręcz poznać tylko czy warto się męczyć...
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Amerykanie cenzurują treśći filmów z równą ochotą, u nas niektóre obrazy także nie zostały pokazane (teraz to się zmienia).
Trochę to żałosne bo w filmie nie ma nawet sekundy czegoś co dałoby się nazwać 'kontrowersyjnym" moze poza tekstem:
Dan White: Society can't exist without the family.
Harvey Milk: We're not against that.
Dan White: Can two men reproduce?
Harvey Milk: No, but God knows we keep trying.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
I nic, tak podrzuciłem ciekawostkę. Uzasadnienie tego zakazu wydało mi się na maksa niedorzeczne.
Ja akurat uważam "Milk" za bardzo dobry film, mało schematyczny, zarówno jak na filmową biografię i na film zrobiony pod "nagrody". Nie czuje się w nim wyrachowania. Twórców interesowało raczej niebanalne opowiedzenie historii o człowieku, którego z pewnością podziwiają.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-07-20, 20:07
Film może dlatego nie powala, że oglądamy go znając finał tej historii, nie jest ona dla nas żadnym zaskoczeniem. Choć sporym zaskoczeniem może być - przyznaję się, że dla mnie było, bo nie czytałam wcześniej nic z biografii Milka - osoba, która przyczyniła się do śmierci tego działacza. Ale tak prawdę mówiąc, po zastanowieniu się, czy naprawdę tzw. porządny Amerykanin, chrześcijanin, mąż i ojciec, zabijający z zimna krwia geja - zaskakuje? To chyba normalne.
Penn jakiś taki nieśmiały, powiada Nuz. Może właśnie taki był pan Milk?
Film dobry, lecz nie powalający, ot, całkiem porządna biografia czlowieka, jednego z wielu, który poświęcił swe życie jakiejś idei. Dlaczego by tej postaci nie poznać? Słusznie rozłozone akcenty -wtedy to nie była walka o mieć, lecz być, zwrócenie uwagi na człowieczeństwo geja - że nie są to monstra, których należy się bać i straszyć nimi dzieci w szkołach, są to ludzie, mający takie same podstawowe potrzeby jak wszyscy przedstawiciele tego gatunku. A skoro juz padło słowo "szkoła" to warto wspomnieć i słowo "molestowanie" w tym kontekście - dobrze, że zwrócono uwagę na rzecz wiadomą, lecz ciągle przemilczywaną, że heterykom zdarza się to częściej, lecz nikt nie walczy o zakaz zatrudniania ich w oświacie, szkołach, przedszkolach.
A przy okazji, z przyjemnoscią odnotowałam kolejne wcielenie Emile Hirscha - wypadł niczego sobie, a tak niektórzy na niego narzekaja. No i z satysfakcją popatrzyłam na jakże dawno niewidzianego Diego Lunę. Ale muszę przyznac, że nie od razu go poznałam - dobra charakterystyzacja i dobry epizod tego filmu. Nuz - okresliła bezpardonowo tę postać jako szmatę - no wlaśnie, czyli nie możemy twórców posądzać o jakąkolwiek stronniczość czy wybielanie środowiska, przedstawione jest ono także krytycznie, jeśli trzeba, i niestronniczo. To bardzo istotne.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
podejrzewałam go o przynajmniej minimalne pokłady charyzmy...
DA napisał/a:
czyli nie możemy twórców posądzać o jakąkolwiek stronniczość czy wybielanie środowiska, przedstawione jest ono także krytycznie, jeśli trzeba, i niestronniczo
a kto ich oskarża niby... filmu jakoś szczególnie to nie ratuje.
Biografie ogólnie zwykle wychodzą średnio :p
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Może i jest to wszystko "przeheroizowane", zrobione na styl amerykański, mocno "podpicowane" pod względem treści, ale mi się nawet podobał. Może dlatego, że rzadko zdarza mi się oglądać filmy w takim stylu.
Ja na tym filmie byłam z 1,5 roku temu, i to na nocnym maratonie filmowym...A on był wyświetlany jako ostatni ;] to był trochę błąd organizatorów, bo po obrazie typu ,,Gomorra" na smaczek a potem kalekim ,,Kobiety pragną bardziej", ,,Obywatela.." oglądało mi się z małą rezerwą i starałam się mocno skupić i wyzerować. Po wyzerowaniu, stwierdziłam, że Sean Penn może dać z siebie więcej i gra sobie tak, o... A reszta? Podobała mi się scenografia, bohaterzy II-planowi też fajni. W sumie wszystko ok. Ale... cała historia bez większej pompy. Tak sobie żył taki Milk, zrobił coming out i tego, no, ten...( a reżyser jakby przepraszał, że nam w ogóle zabiera czas ) ;-)
_________________ ** człowiek człowiekowi wilkiem,a kiwi kiwi kiwi **
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach