W imię ojca / In the name of the father
reż. Jim Sheridan (Irlandia, Wielka Brytania 1993)
Wielka Brytania, początek lat 70. W jednym z londyńskich pubów terroryści z IRA podkładają bombę. Ginie wielu ludzi. Policja rozpoczyna śledztwo, chcąc jak najszybciej schwytać przestępców. Wśród podejrzanych jest młody Irlandczyk Gerry Conlon. Bez żadnych konkretnych dowodów Gerry wraz z przyjaciółmi zostaje aresztowany. Wkrótce policja aresztuje również ojca Gerry'ego. Odbywa się pokazowy proces, podczas którego Irlandczycy zostają skazani na dożywotnie więzienie. Młoda prawniczka Gareth Peirce rozpoczyna walkę o życie Gerry'ego i jego ojca [filmweb.pl]
Włos się jeży podczas oglądania scen przesłuchań czy procesu itd, a co gorsza, to wszystko na faktach. Mocno antysystemowy i antytotalniacki przekaz. Historia prostego chłopaczka, który dostał się w turbiny machiny wymiaru sprawiedliwości, zdeterminowanej, by koniecznie ukarać kogoś za zamach bombowy. W roli głównej Daniel Day-Lewis. Film momentami trochę pretensjonalny, ale ogląda się go bardzo dobrze.
Spoiler:
Oczywiście, mimo że sprawę oskarżonych w końcu po wielu latach "umorzono", to żadnemu z policjantów ani prokuratorów nie spadł włos z głowy za wsadzenie do więzienia niewinnych ludzi.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-03-10, 01:09, w całości zmieniany 1 raz
Świetna rola Day-Lewisa (podobnie w "Moja lewa stopa")+ irytujący jak zawsze Pete Postlethwaite jako ojciec (najstrawniejszy był o dziwo w "Bandycie").
I świetna piosenka Bono z genialnym głosem ( ) G. Friday'a udzielającym się gościnnie:
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach