Aguirre, gniew boży / Aguirre, der Zorn Gottes
reż. Werner Herzog (Meksyk, Peru, RFN 1972)
Dramat historyczny, efekt współpracy reżysera Wernera Herzoga i charyzmatycznego aktora Klausa Kinskiego. Peru, rok 1560. Na rozkaz hiszpańskiego konkwistadora Gonzala Pizarro z biegiem Amazonki rusza ekspedycja pod wodzą Pedra de Ursui, Fernanda de Guzmana i Lope de Aguirre. Ich celem jest El Dorado, mityczne złote miasto wśród tropikalnej dżungli. Opętany żądzą bogactwa i władzy Aguirre usuwa wszystkich, którzy staną mu na drodze, pogrążając się w odmętach samozagłady i szaleństwa.
Klaus Kinski i Werner Herzog - dziękuję, dobranoc. Te 2 nazwiska obok siebie gwarantują nam, że film będzie co najmniej dobry. A "Aguirre" jest bez wątpienia jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek widziałem. Znakomite studium szaleństwa i tyranii. Podróż po rzece wśród dżungli może nasuwać skojarzenia z "Jądrem ciemności". Koniec to już zupełny egzystencjalizm. Film niszczy od samego początku (rewelacyjne zejście z Andów okraszone klimatyczną, oszczędną muzyką Popol Vuh) aż do ostatniej minuty. Kto nie widział, ten niech się nie przyznaje, tylko szybko nadrobi i dołączy do peanów na cześć tego arcydzieła .
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-03-10, 01:13, w całości zmieniany 1 raz
Bardzo dobry film, ale nie tak dobry jak Fitzcarraldo. Klimaty podobne, pointa, do której zmierza scenariusz zupełnie inna, ale nawet nie o to chodzi. Po prostu zbyt widać w tym filmie z jakimi problemami borykała się ekipa, wiele ujęć jest takich nieco kiepskich, bo po prostu miejsce ich realizacji nie pozwalało na lepsze. Z kolei Fitzcarraldo jest jakby bardziej profesjonalny, choć też czuć, że masa rzeczy była grana za pierwszym razem bez możliwości powtórki. Niemniej Aguirre jest wspaniały, ale polecam Fitzcarraldo, bo od strony realizacyjnej jest lepszy, a i wydźwięk filmu bardziej do mnie przemówił.
Bardzo dobry film, ale nie tak dobry jak Fitzcarraldo.
Spoiler:
A ja wolę właśnie Aguirre. Fitzcarraldo jest oczywiście również potężne, jak wszystkie filmy Herzoga z Kinskim. Ale w Aguirre podoba mi się obłąkanie, droga bez odwrotu do kompletnego zniszczenia i zatracenia. Kinski/Aguirre na rozpadającej się tratwie pełnej trupów, obskakiwany przez małpki, mówiący "Jestem gniewem bożym! Kto jest ze mną?" — genialna scena. Takie zakończenie o wiele bardziej mi pasuje, niż pozytywny bądź co bądź finisz Fitzcarraldo.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2010-08-04, 23:36
Rzeczywiście oba wspomniane przez was filmy ("Aguirre, gniew boży" i "Fitzcarraldo") są nadzwyczaj wybitne. Do mnie bardziej trafia być może ze względu na łagodniejszą wymowę ten drugi. Poza tym w życiu nie widziałem piękniejszego filmu przygodowego niż "Fitzcarraldo"... Jeśli mowa zaś o Aguirre to jest to epickie dzieło - porażające - podobnie jak szaleństwo bohatera. Dzieło kultowe bez zbędnego rozpisywania się. 10.
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-05, 02:24
Dwa słowa - film magiczny.
Herzog ma wyjątkowy talent do wyciągania z dobrych aktorów tego co w nich najlepsze. W dodatku jeszcze często umieszcza akcje swoich dzieł w jakiś sytuacjach granicznych gdzie nasza natura zderza się z naszymi najgłębiej skrywanymi emocjami. Po prostu geniusz. Ale bądźmy szczerzy - to nie jest obraz dla masowego odbiorcy. Widz mający awersję to tego typu kina się na nim nie pozna.
_________________ tell me what you don't like about yourself
W tym obrazie chyba najlepiej (spośród filmów z Kinskim) wyszło to, co Herzog stawia na pierwszym miejscu - "prawda ekstatyczna" przeżywana przez aktorów i rejestrowana przez kamerę.
Rewelacyjny film, w którym nic nie można było zrobić lepiej. Aguirre to jeden z najlepszych bohaterów-szaleńców w historii kina.
Jako że jestem fanem radykalnych zakończeń w kinie - zdecydowanie "głosuję" za "Aguirre". Co nie znaczy że "Fitzcaraldo" jest słaby...
Warto napomknąć o wszystkich plotkach i legendach, które narosły wokół filmu - grożenie aktorom pistoletem itp. Świetnie zostało to opowiedziane w dokumencie "My Best Fiend". Większość tych historii to bzdury, ale kilka wyczynów (zwłaszcza Kinskiego) naprawdę miało miejsce. Ekipa faktycznie głodowała i Kinski faktycznie trzepnął szpadą gościa, który rzucił się na jedzenie (co zresztą jest w filmie). I do tego jego pozerstwa, ataki paniki, fochy i "genialne" pomysły zastąpienia panoramicznych obrazów krajobrazu zbliżeniami jego twarzy. Niepowtarzalny gość
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3672 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-10-08, 17:05
Co prawda, filmografia Herzoga wymaga w moim przypadku gruntownego powtórzenia i uzupełnienia, ale na podstawie tego, co pamiętam, to również postawiłbym na "Aguirre". Znakomity film. Odebrałem to głównie jako rozmowę głównego bohatera z rzeką (przy pominięciu wszystkich pozostałych rzeczy), po której płynie, początkowo wzburzoną i groźną, a na końcu cichą i spokojną, a nawet dobijającą swą monotonią. Niezwykła rzecz, dająca widzowi możliwość obcowania z piękną i dziką przyrodą. Nie mogę się zgodzić z opinią, jakoby film był słabo nakręcony. Ostatnie "matrixowe" ujęcie w ogóle niszczy. Często zastanawiałem się jak ekipa dawała radę nakręcić niektóre ujęcia, w takich warunkach i w 72 roku. Coś wspaniałego. No i Kinski po prostu klasa sama w sobie.
TheTrueUsurper napisał/a:
Świetnie zostało to opowiedziane w dokumencie "My Best Fiend". Większość tych historii to bzdury, ale kilka wyczynów (zwłaszcza Kinskiego) naprawdę miało miejsce.
Po seansie nabrałem strasznej ochoty na ten film. Macie jakieś namiary, gdzie by można go znaleźć z polskimi napisami?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach