Troje przyjaciół - Polak Karol Borowiecki, Niemiec Maks Baum i Żyd Moryc Welt - pragnie w Łodzi założyć fabrykę włókienniczą. By osiągnąć cel, muszą stosować różne chwyty wymuszane przez bezwzględnych łódzkich potentatów bawełny. Po pożarze świeżo zbudowanej przędzalni ich drogi rozchodzą się. Karol sprzeniewierza się szlacheckim ideałom, zrywa narzeczeństwo z Anką, by przez ślub z Madą, córką największego fabrykanta Müllera, objąć we władanie najpotężniejszy łódzki kapitał..
Wajda największym polskim reżyserem jest... był? Nieważne, w każdym razie Ziemia Obiecana należy do bardzo udanych filmów w jego bogatym dorobku. Kapitalne ujęcie przemysłowego molocha, jakim była XIX. Łódź - popatrzcie na te wielkie, brudne fabryki, żelazo, pył. Niemal czuć trud i pot robotników. Wajda nawiązuje do Raymonta nie tylko przez adaptację powieści, ale i przez naturalistyczne ujęcia nędzy Łódzkich dzielnic. Ciekawostą jest fakt, że
Spoiler:
W pewnym momencie jeden z bohaterów opuszczając biuro, siada na ławce i zadowolony daje upust swoim emocjom... zerkając i machając w stronę kamery. Wajda przyznał, że był to celowy figiel; nie wiedział jak inaczej podzielić się z odbiorcą radością bohatera. Trzeba wiedzieć, że tego typu praktyki nie były w kinie popularne, powiedziałbym nawet zakazane, podważały iluzję świata przedstawionego. Podobał mi się ten motyw
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 17:21, w całości zmieniany 4 razy
wg mnie jeden z najlepszych filmów Wajdy, wspaniały!
wyróżniony w nominacji do Oskara, przegrał z Kurosawą. świetna produkcja, prowadzenie kamery i wyśmienite kreacje aktorskie - cudo! i mam bzika na punkcie Olbrychskiego : D
Jeden z najlepszych polskich filmów ever. Genialne role Olbrychskiego,Seweryna i Pszoniaka, niesamowity klimat Łodzi w XIXw. Przykład tego jak powinno sie robić filmy w Polsce, Wajdę generalnie cenię, nie zawiodłem się praktycznie na żadnym z jego filmów, ale tutaj pokazał klasę tak wielką że ani wcześniej ani później żaden z jego obrazów nie dorównał Ziemi Obiecanej.
Maq napisał/a:
Ja też, szczególnie kiedy słucham pewnej baśni Fredry
mam to na oryginalnej kasecie, wyszło to może na cd?
_________________ "Don't be so dark." Juggernaut Onan Gupta
Świetny film - jak na tamte czasy - bardzo odważny. Takiej bezpretensjonalności w podejściu do roli mogłyby pozazdrościć wszystkie polskie współczesne gwiazdeczki i gwiazdorki :P
Łódź Fabryczna - piekło w pałacu, przesiąknięte dekadencją i zbytkiem. Aż człowieka nostalgia ogarnia za czasami, które były i nie wrócą; chodzi mi o swobodę w podejściu do życia, o inną kulturę i brak obciążeń z jednej; oraz skrają nędzę, prostactwo i uprzedmiotowienie z drugiej.
II Wojna Światowa pozamiatała wszystko i wszystkich.
Dobry film broni się sam
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-01-27, 00:11
Nuz napisał/a:
Świetny film - jak na tamte czasy - bardzo odważny.
Od strony politycznej raczej mało odważny.
Nuz napisał/a:
Aż człowieka nostalgia ogarnia za czasami, które były i nie wrócą; chodzi mi o swobodę w podejściu do życia, o inną kulturę i brak obciążeń z jednej; oraz skrają nędzę, prostactwo i uprzedmiotowienie z drugiej.
Myślę, że fajnie jest to oglądać na ekranie ale na dłuższą metę nikt z nas by tego nie wytrzymał. Pomijam już ten drobny fakt, że życie przeciętnego mieszkańca Łodzi było wówczas tragiczne. W filmie jest taka scena jak robotnik ulega wypadkowi. Wypadek? No cóż, wyrzucamy człowieka na śmietnik i bierzemy nowego, sprawnego. Ubezpieczenia, odszkodowanie, prawo pracy? Żarty. Tylko zysk się wówczas liczył.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Co do reszty - tak jest z każdą "nostalgią" za czasami w których sie nie żyło Wszystko wydaje się ciekawe i intrygująco romantyczne, bo mamy tendencję do zwracania się raczej ku plusom, niż minusom . (Średniowiecze kusi, ale nikt nie myśli w roli chłopa występować - albo na salony, albo w ogóle.)
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
W filmie jest taka scena jak robotnik ulega wypadkowi. Wypadek? No cóż, wyrzucamy człowieka na śmietnik i bierzemy nowego, sprawnego. Ubezpieczenia, odszkodowanie, prawo pracy? Żarty. Tylko zysk się wówczas liczył.
Z tym zyskiem to się raczej wiele nie zmieniło do dzisiaj. A co do fabrykantów, to nie należy zapominać, że budowali dla swoich robotników mieszkania, żłobki, szpitale itp., więc nie tylko czerpali od innych, ale dawali coś w zamian. Taki był układ, praca za możliwość funkcjonowania w mieście, bo większość robotników była spoza niego.
_________________ Bez bólu nie ma satysfakcji.
Wszystkie te chwile przepadną w czasie niczym łzy w deszczu... Pora umierać.
Wypadek? No cóż, wyrzucamy człowieka na śmietnik i bierzemy nowego, sprawnego. Ubezpieczenia, odszkodowanie, prawo pracy? Żarty. Tylko zysk się wówczas liczył
I słusznie, biorąc pod uwagę, że nikt tych robotników nie zapędzał siłą do fabryki i nie kazał im pracować. To była dobrowolna umowa między dwiema stronami - dzięki takim a nie innym realiom epoki Europa i USA mogły się tak dynamicznie w XIX wieku rozwijać.
Wajdy nie lubię, uważam go za przereklamowanego, podobnie jak większość jego filmów. Ale ten wyjątkowo mu się udał i bardzo go lubię, bowiem jest to najlepszy jego film i jednocześnie jeden z najlepszych polskich obrazów w ogóle. Warto wspomnieć, że istnieje też wersja reżyserska oraz miniserial. Książka Reymonta jest również świetna. Dobrze odwzorowuje realia ówczesnej Łodzi, która z zabitej dechami dziury staje się molochem przemysłowym, prężnym ośrodkiem gospodarczym i drugim miastem w ówczesnym Królestwie Polskim po Warszawie. Podobało mi się też oddanie skomplikowanych stosunków narodowościowych i religijnych: Polacy-katolicy, Niemcy-ewangelicy no i Żydzi-żydzi, a także społecznych: przemiany na wsi po uwłaszczeniu, migracje do miast, tworzenie się klasy robotniczej, no i postawa polskiej szlachty wobec przemian: ojciec protagonisty szanuje tradycję rodową i gardzi nowym, z kolei jego syn "tradycję nazywa trupem", gardzi dawnymi wartościami, za wszelką cenę dąży do zysku, wpierw przez bycie plenipotentem u Niemca-buraka, potem otwierając własną fabrykę (to było niezłe faux pas, gdyż jeszcze w tamtych czasach godnym dla ludzi jego stanu zajęciem było posiadanie własności ziemskiej). Z "trzeciej strony" widzimy, jak homini novi, przybysze z Niemiec, bardzo pragną wejść do miejscowych elit - chociażby Muller ("Herr Borowiecki, ja byłem majstrem tkackim!"), buduje wspaniały wielkopański pałac i dąży do zeswatania swej córki z protagonistą. Mechanizm spotykany także w dzisiejszych czasach, vide mariaż córki Kulczyka z księciem Lubomirskim.
Świetne kreacje aktorskie, także drugo- i trzecioplanowe - Olbrychski, Pszoniak, Fronczewski ("nie obchodzi mnie, czy pan jest cierpliwy, czy nie, mnie jest ganz egal! PROSZĘ MI NIE PRZERYWAĆ!"), Nowicki, Walczewski...
Poza tym podoba mi się wykonanie, takie mocno plastyczne, doskonale obrazujące realistyczny, wręcz naturalistyczny klimat (zwłaszcza niezwykły jest początek - syreny, kominy i to zestawienie trzech nacji). Kapitalna muzyka Kilara.
Efekt psuje mi zakończenie
Spoiler:
oczywiście Wajda wprowadził jakieś sceny z RUCHEM ROBOTNICZYM, strajkiem, manifestacją i strzelaniem do robotników. W książce tego nie ma - następuje przeskok narracji o ileś tam lat, gdy Borowiecki jest już poważanym fabrykantem, ale ma złamane serce i postarzał się przedwcześnie - jest więc przegranym człowiekiem, mimo osiągniętego sukcesu, a nie twardzielem bez mrugnięcia okiem każącym pacyfikować robotników. Nie wiem, czy Wajda musiał to zrobić na życzenie władzy, czy taka była jego wizja - w każdym razie nie podoba mi się to w ogóle
Swoją drogą byłem kiedyś w Łodzi i ta ulica Piotrkowska robi naprawdę wrażenie - długa, szeroka, wszędzie stoją te pałace i siedziby ówczesnej arystokracji pieniądza. Dzisiaj rzecz jasna jakieś tam samorządowe i państwowe instytucje. W ogóle ciekawa urbanistyka, zupełnie inna, niż np. we Wrocławiu, ale to skutek tego, o czym pisałem na początku - rozwoju i rozbudowy Łodzi dopiero w XIX wieku.
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-03-09, 10:29
Arcyznawca napisał/a:
Swoją drogą byłem kiedyś w Łodzi i ta ulica Piotrkowska robi naprawdę wrażenie - długa, szeroka, wszędzie stoją te pałace i siedziby ówczesnej arystokracji pieniądza. Dzisiaj rzecz jasna jakieś tam samorządowe i państwowe instytucje. W ogóle ciekawa urbanistyka, zupełnie inna, niż np. we Wrocławiu, ale to skutek tego, o czym pisałem na początku - rozwoju i rozbudowy Łodzi dopiero w XIX wieku.
Na mnie w sumie spore wrażenie zrobił pałac Izraela Poznańskiego, tuż obok Manufaktury. Ocieka przepychem i zdobieniami. Ponoć architekt pytany o to, w jakim stylu zbuduje tą kamienicę (powiedzmy sobie szczerze, nazwa "pałac" wydaje się trochę nie na miejscu w przypadku budynku wciśniętego między dwie ulice a fabrykę) odpowiedział "Jak to w jakim stylu? Mnie stać na wszystkie!" - co dość dobrze wg mnie oddaje realia życia tamtejszej arystokracji przemysłowej.
powiedzmy sobie szczerze, nazwa "pałac" wydaje się trochę nie na miejscu w przypadku budynku wciśniętego między dwie ulice a fabrykę
Dlaczego? Według definicji (z Wikipedii - na szybko, ale jest ona zgodna z tym, co podają podręczniki historii architektury) pałac to: "reprezentacyjna budowla mieszkalna pozbawiona cech obronnych, rezydencja władcy, wielkopańska lub patrycjuszowska; od XIX w. także okazały gmach użyteczności publicznej, zwłaszcza siedziba władz lub instytucji państwowych". Taka budowla mogła się więc mieścić jak najbardziej w granicach miasta i stanowić zwartą zabudowę, w odróżnieniu od pałacu podmiejskiego. Nie inaczej usytuowany jest pałac książąt legnicko-brzeskich we Wrocławiu (później Prezydium Policji, obecnie Instytut Historyczny): http://wroclaw.hydral.com.pl/263128,foto.html
Ufortyfikowana siedziba pana feudalnego, czyli zamek, również mógł się mieścić w granicach lokowanego miasta.
Myślę więc, że siedziby Poznańskiego, podobnie jak książkowego/filmowego Bucholza czy Müllera można z całą pewnością uznać za pałace.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach