FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Wszystko co kocham
Autor Wiadomość
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1652
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-01-20, 15:32   Wszystko co kocham

Wszystko co kocham
reż. Jacek Borcuch (Polska 2009)

Piękna wiosna 1981 roku w Polsce. W nadmorskim miasteczku 18-letni Janek, syn oficera marynarki wojennej, zakłada zespół punkrockowy, by głośno krzyczeć o rzeczach dla niego najważniejszych. Jego życie wypełnia muzyka i pierwsza wielka miłość - Basia, nic jednak nie jest trwałe. "Solidarność" walczy o wolność i demokrację, w kraju narasta napięcie. Komuniści potajemnie szykują stan wojenny. Bunt młodości w czasie politycznej zawieruchy może stać się zarzewiem tragedii. Gwałtowny konflikt z komisarzem stanu wojennego i śmierć bliskiej osoby zmienią w świecie Janka wszystko. [opis dystrybutora]

„Rewers”, „Dom zły” i „Wszystko co kocham” – trzy polskie filmy w jednym roku rozliczające się z minionym mrocznym okresem współczesnej, powojennej Polski. I aż dwa z nich opowiadające o przełomowym stanie wojennym, ogłoszonym przez polityka klasy, jaką nie może się poszczycić żaden z obecnie rządzących – Wojciecha Jaruzelskiego. „Dom zły” i „Wszystko, co kocham” – jakże różne obrazy tej samej epoki. Dwie zupełnie przeciwległe perspektywy spojrzenia, dwa sposoby radzenia sobie z życiem. I to nawet nie chodzi o to, że „Dom zły” to wieś, a „Wszystko, co kocham” – małe miasto. Bohaterowie dnia codziennego co prawda nie rodzą się na kamieniu, ale miejsce i czas ich zaistnienia nie ma ograniczeń. Można tak jak to zrobił Smarzowski skupić się na apatii, bierności, narzekaniu na system, obwinianie go za wszelkie zło. A można tak jak Borcuch – pokazać, że życie o każdej historycznej porze może być piękne, pod warunkiem, że się je weźmie autentycznie w swoje ręce. I nieważny jest kaliber naszych poczynań, grunt by były one szczere i naznaczone miłością i radością życia.
Wszystkie te trzy filmy łączy jeden wątek – każdy żyjący w socjalistycznych czasach skazany był na prowadzenie, z jakże różnym skutkiem, swych małych prywatnych wojen i wojenek z "nimi".

Borcuch porusza ciekawą sprawę - czym jest patriotyzm, poczucie wolności. Para głównych bohaterów – Janek i Basia /skąd ja to znam? :) /wywodzą się z dwóch, jakże odmiennych rodzin. Janek jest synem mundurowego, dokładnie oficera marynarki wojennej, czyli wywodzi się ze sfery jakże pogardzanej w ówczesnym czasie, zresztą przez filmową rodzinę jego dziewczyny także. Ojciec Basi, jak się domyślamy, jest działaczem Solidarnosci, na kilka miesięcy przed wybuchem staniu wojennego zostaje aresztowany, z czego cała rodzina jest bardzo dumna.
Wraz z upływem fabuły, nabieramy jednak wielkiego szacunku do ojca Janka (Andrzej Chyra jak zawsze świetny). Okazuje się być on człowiekiem godnym zaufania, mającym honor, spokój, zdecydowanym w imię wolności stracić cały swój dotychczasowy dorobek zawodowy. Natomiast działacz Solidarności po wyjściu z krótkiego aresztu, postanawia szukać tej wolności na Zachodzie. I teraz pytanie - która wolność jest mocniejsza i prawdziwsza? Ta, którą nosimy w sobie, zawsze i wszędzie, czy ta zagwarantowana prawnie? Kto bardziej kocha Polskę, ten kto zostaje z nią na dobre i na złe, czy ten, który w chwili zawieruchy dziejowej bierze nogi za pas. Bardzo piękny wolnościowy motyw i bardzo subtelnie ukazany. I przy okazji przypomnienie – nie sądźmy ludzi po pozorach i po sukniach czy mundurach.
Ale oczywiście, najważniejsza jest tu historia młodości, pożegnania z niewinnością (także społeczną) – przełom dziejowy łączy się z przełomem dojrzewania, a najważniejsze - zawsze być wiernym sobie, nie porzucać swoich ideałów i czuć się - nawet jeśli się nie jest! - zawsze wolnym, bowiem wolność jest warta każdej ceny. Amen.

Film, wydaje mi się wart Złotego Klakiera w Gdyni 2009, trzymam kciuki za uhonorowanie go czymś na festiwalu Sundance. Pochwała dla młodych aktorów, starych nie trzeba chwalić - bo akurat ci, ktorzy tu występują nigdy nie zawodzą. Miło było zobaczyć, i posłuchać Ewy Kolasińskiej (bo pamiętam ją głównie ze "Spotkań z balladą"), no i cóż, pozostaje mi tylko teraz zobaczyć "Tulipany" Borcucha i czekać na kolejny film. Acha, początek filmu nie porywa za mocno, ale warto poczekać aż się chłopaki z zespołu WCK rozkręcą, nie tylko na scenie. Poza tym świetnie, że film ilustruje nie tylko muzyka punkowa, bo bym chyba nie ścierpiała. Dawka, którą nam zaserwowano jest w sam raz. Później uzupełnia ją raz mocniejsze raz słabsze plumkanie pana Blooma, ogólnie więc muzycznu bilans wychodzi na zero i jest ok. :)
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-06-05, 19:28, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
BM 
hurtowy filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5335
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-01-20, 15:49   

W najblizszy weekend uderzam na to do kina. :fingerok:
_________________
tell me what you don't like about yourself
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1652
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-01-20, 18:08   

Świetnie, będzie nas więcej, znawców tego tematu. :)

A wracając jeszcze do Mateusza Kościukiewicza - dopiero po filmie przeczytałam krótkie recenzje, Felisa w GW i na Ostatnim fotelu po prawej stronie. I na którejś z nich dowiedziałam się, że już został obwołany polskim Pattisonem! Współczuję mu bardzo, Mateuszowi K, rzecz jasna. Stąd to skojarzenie Aske z jego ewentualną rola w Ameryce przy rimejku New Moona, o czym pisaliśmy w wątku "zapowiedzi" :) Jak ja się cieszę, że nie czytam recenzji przed oglądaniem filmów, już by mój zmysł kojarzenia był skażony tym niechlubnym i krzywdzącym, niepotrzebnym porównaniem. Bo moje zestawienie MK z aktorem głównej roli "C.R.A.Z.Y" wydaje mi się ciekawsze i bardziej trafione i z niego pan Mateusz K. może być dumny - on też grał buntownika i kontestatora, też kochał muzykę i uciekał w jej świat, gdy było mu źle.
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 37
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1968
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2010-01-20, 20:28   

Nie wiem dla czego ale po opisie skojarzył mi się z "Motórem", przejdę się na to w lutym.
_________________
"Don't be so dark." Juggernaut Onan Gupta
 
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1652
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-01-22, 09:32   

"Motór", "Motór" - od dawna zbieram się, żeby zobaczyć ten film. Ciekawy przypadek - jedyny film fabularny Wiesława Palucha, aktora i dokumentalisty. Trzeba sprawdzić, czy facet poczuł się niedoceniony, czy po prostu uznał, że wolałby jednak nie robić więcej fabuły.

Wracając do filmu. Opatrzono go trzema plakatami:
http://www.filmweb.pl/f49...am,2009/plakaty

Najbardziej popularny widoczny na każdym przystanku tramwajowym jest ten podzielony na cztery części. Bardzo prosty i zupełnie nieciekawy, z wybranymi scenami z filmu. A i tak brakuje mi tej najfajniejszej:
http://files.students.ch/...lm_screen_2.jpg

BM próbuje rozpowszechnić ten ze śpiewającym Jankiem na pierwszym planie - rzeczywiście dobry, klimatyczny, bardzo stylowy.

A mnie sie podoba też ten trzeci - w naiwnej konwencji dziecięcgo świata ptaszków, motylków, kwiatuszków etc. A na górze i dole, zamiast fiołków i aniołków - kaseta magnetofonowa i orzeł bez korony, z dwiema skrzyżowanymi gitarami pod spodem, niczym trupia czaszka z piszczelami, którą umieszzcza się jako ostrzeżenie na substancjach trujących.
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 37
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1968
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2010-01-22, 09:59   

DA napisał/a:
kaseta magnetofonowa i orzeł bez korony, z dwiema skrzyżowanymi gitarami pod spodem, niczym trupia czaszka z piszczelami, którą umieszcza się jako ostrzeżenie na substancjach trujących.

S.P. Records powinno wziąć sobie do serca to co piszesz jako ostrzeżenie przed muzyką którą wydaje. :hahaha:
_________________
"Don't be so dark." Juggernaut Onan Gupta
 
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1652
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-01-22, 10:32   

Rzeczywiście, można i tak :) Ostrzeżenie przed kasetami magnetofonowymi, ewentualnie. A tak nawiasem chyba się ich już nie wydaje? No więc sprawa nieaktualna i nikt mnie nie wezwie do sądu. Ale serio, jak obejrzysz film to zobaczysz, że ta kaseta to odtrutka na tego orła bez korony. A ty dzisiaj coś za bystry jesteś, nie? :)
_________________
"Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
 
 
BM 
hurtowy filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5335
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-01-22, 13:50   

DA napisał/a:
A mnie sie podoba też ten trzeci - w naiwnej konwencji dziecięcgo świata ptaszków, motylków, kwiatuszków etc. A na górze i dole, zamiast fiołków i aniołków - kaseta magnetofonowa i orzeł bez korony, z dwiema skrzyżowanymi gitarami pod spodem, niczym trupia czaszka z piszczelami, którą umieszzcza się jako ostrzeżenie na substancjach trujących.

Nie no - bez jaj, przecież ten plakat jest najsłabszy ze wszystkich trzech (kolorystyka i wykonanie do bani, niczym w przypadku logo euro 2012). Bardziej to wygląda na klimaty emo niż punkowej siary lat 80tych. Zresztą na pomniejszeniu to tych drobiazgowych motywów nie za bardzo nawet widać.

_________________
tell me what you don't like about yourself
 
 
mr Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 1732
Skąd: Lublin
Wysłany: 2010-01-22, 14:30   

Mi się ten zielony najbardziej podoba. Ale do tematyki filmu w ogóle nie pasuje. Już lepiej by wyglądał jako reklama Taking Woodstock. Hipisowski taki jest.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1652
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-01-22, 17:29   

Pasuje do filmu jak najbardziej. Jest taki niewinny i naiwny jak naiwna bywa młodość, do pewnego czasu. Jest piekniutkie tło, zielone, jak bywa zielono w głowach, są atrybuty szkolnego i poza szkolnego życia. Jest godło PRL, przekreślone gitarami (ta trupia czaszka tylko tak przy okazji mi sie skojarzyła). I nic oprócz kwiatów nie kojarzy się z hipisami - a nawet brakuje najważniejszego: seksu i narkotyków. Zamiast nich są lody (w kubkach, nie na patykach!), ptaszki (!), tarcza LO i niewinne piwo. :)
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1652
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-01-23, 12:10   

Właśnie, tak sobie myślę, że muszę chyba niektórych przestrzec przed tym filmem. Skoro chwalę muzykę, pisząc, że na szczęście mało w filmie prawdziwego punka, a uzupełnienie do niego stanowi ploomkająca muzyka pana Blooma, że podoba mi się zielony, naiwny plakat do filmu, i uważam go za jak najbardziej adekwatny do treści – to znak, że ci, którzy liczą na prawdziwe punkowskie klimaty, prawdziwie rozwrzeszczane, podlewane w dużych ilościach jabolem czyli winem patykiem pisanym, to się zawiodą.

Tak jak zawiódł się jeden z moich ulubionych felietonistów kulturalnych GW, prowadzący swój Kajet Konesera w DF - Krzysztof Varga (felieton ""Punkowe Landrynki" DF 3/20010) Rzeczywiście – nie ma tu brudnego punka, jaki autorowi znany jest z jego młodości, kiedy to chadzał po szkole ze swymi kolegami pić wino truskawowe na warszawskie skarpy, a wieczorami łapali czarnego doła słuchając do upadłego najnowszych nagrań zachodnich punkowych kapel, przysyłanych im przez znajomych znajomych z Anglii. Jasne, jeśli ktoś oczekiwał po Borcuchu, że zrobi film na miarę „Control”, czy „Wściekłość i brud” to się rozminie z tym na co liczył. Borcuch nie ogłaszał przecież, że zrobił hagiografii polskiego punka, a pan Varga (mieszkaniec Warszawy, bywalec przodujących klubów i konsument najnowszych ówczesnych trendów muzycznych) musi pamiętać, że punk rodził się także na polskiej prowincji, a poród tam bywa cięższy i bardziej opóźniony niż w stolicy.

Wszak Borcuch, ze swoim temperamentem, obrał sobie za cel, ukazanie historii młodych ludzi, mieszkających gdzieś w małym miasteczku, którzy żyjąc w kraju za żelazną kurtyną mogą ratować się przed nudą, wizją życia jakie prowadzą ich rodzice, tylko uciekając w muzykę, bo tylko ona tak naprawdę dawała im tę szansę i mieli do niej dostęp. Nowinki z Zachodu docierają do nich jednak z poslizgiem, żaden z chłopaków nie wspomina o rodzinie czy znajomych zagranicą. Radzą sobie więc jak umieją, śpiewając utwory polskich zespołów, takich jak np. WC. Od nich też chyba wzieli nazwę zespołu, dodając „K” na końcu. Może i dla niepoznaki, nie chcąc się przyznawać się przed otoczeniem, ściemniają, że chodzi o „Wszystko Co Kocham”, a nie WC-Klozet. To taka moja dygresja i fantazja, bo ja też, podobnie jak K. Varga dziwiłam sie, że taka subtelna i pełna miłości nazwa dla punkowego zespołu.

WCK nie jest jeszcze do szpiku kości zbuntowanym, wykrzykującym wszystkim w twarz swą nienawiść do świata, zespołem. Oni dopiero zaczynają. Tak naprawdę, dopiero pierwszy raz spotkali się z prawdziwym życiem, jego brudem i zakłamaniem. Wcześniej śpiewali tylko dla fasonu, bo cóż tak naprawdę miało ich wkurzać? Że mieli odrabiać lekcje i chodzić do szkoły? Na to jako antidotum uzywali wina na nadmorskiej plaży. Dopiero konflikt z komisarzem stanu wojennego, a wcześniej doświadczenie seksualne Janka z sąsiadką, naprawdę ich boleśnie doświadczył. To był ten kamyczek, który być może poruszył lawinę. Być może. Bo tak naprawdę nie wiemy, czy zespół nie rozpadnie sie po maturze, gdy każdy z chłopaków pójdzie w swoja stronę. Ale na pewno, tamto doświadczenie z zakonczenia roku szkolnego, pozostawi w nich jakiś ślad, dostali prawdziwą szkołę życia. I teraz, albo nadal pozostaną buntownikami na swoja miarę, albo poddadzą sie i będą trybikiem w maszynie, który trzeba oliwić na przykład alkoholem, albo uciekna na zachód. Tego już nie wiemy.

Bardzo lubię pana Vargę, ale myśle, że niepotrzebnie obraził się na Jacka Borcucha, że zrobił film, o którym felieton zatytułówał „punkowe landrynki”. To jest spojrzenie reżysera na punkową młodzież, z perspektywy prowincji (Borcuch pochodzi z Kwidzynia). Varga – może mieć swoje, wielkomiejskie, warszawskie i nikt też do niego nie ma o to pretensji.
"Wszystko co kocham" – opowiada w bezpretesjonalny sposób o tysiącach młodych, z setki małych miast w Polsce, którzy radzili sobie jak umieli z życiem, a że muzyka jest lekiem na całe zło – jedni jej słuchali, drudzy zakładali swe małe szkolne zespoły, umierające pewnie najczęściej wraz z opuszczeniem szkolnych murów.

Pan Varga pisze w swym felietonie:
„Pozostaje mi czekać, aż ktoś zrobi wreszcie prawdziwy brudny film o polskim punku. Mógłby to zrobić Wojciech Smarzowski, u ktorego w „Domu złym” leci przecież inny klasyk tamtych czasów „Spytaj milicjanta „ Dezertera.”
No, fajnie by było, pewnie. Moglibyśmy porównać, a nawet pofantazjować, że oto Janek z WCK nie zaprzepaścił swoich ideałów, także muzycznych, rozwinął się, rozbuntował jeszcze bardziej, nabrał odwagi, porzucił grzeczne ułożone życie u babci (na które się zanosiło) i proszę – wyrósł na prawdziwego rasowego punka, a może nawet się prawdziwe rozpił (tu talent Smarzowskiego miałby zapewne pole do popisu), rozhulał, stał sie legendą, autentycznym punkowym wyrobnikiem. Czemu nie? Bywało przecież i tak. Póki co, pożegnaliśmy go na rozdrożu jego życiowych wyborów.
_________________
"Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
 
 
Mia Wallace 
kinomaniak



Wiek: 62
Dołączyła: 27 Cze 2009
Posty: 249
Skąd: ąd
Wysłany: 2010-04-17, 12:40   

DA napisał/a:
"Wszystko co kocham" – opowiada w bezpretesjonalny sposób o tysiącach młodych, z setki małych miast w Polsce, którzy radzili sobie jak umieli z życiem, a że muzyka jest lekiem na całe zło

Ej, przeciwnie. WCK to chyba jeden z najbardziej pretensjonalnych obrazków, jakie obejrzałam w ostatnim ćwierćroczu. Oczywiście jest to na swój sposób urocze i niejako wzruszające. ;-)
 
 
BM 
hurtowy filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5335
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-06-05, 19:38   

No i obejrzałem w końcu. Film pusty jak wydmuszka. Fajne grzywki, fajne udawanie złotych lat punka w PL ale to za mało. Drewniane dialogi, aktorstwo i szczątkowa fabuła zabijają potencjał filmu. Występuje tu zjawisko skrajnego wręcz spłycenie tematu. Do takiego "Skazany na bluesa" to nawet nie ma startu, nie oszukujmy się.

Zarówno te czasy jak i ta subkultura zasługują na ciekawszy film. Próbowano tu zrobić zdaje się coś w stylu niemieckich produkcji, które na luzie i z przymrużeniem oka traktują lata komuny. Filmowy styl "wesołego baraku" się u Niemców świetnie sprawdza ale do tego trzeba jeszcze mieć pomysł i warsztat. Bo przecież wówczas też żyli ludzie, kochali, przeżywali rozterki i można o tym nakręcić świetny film bez politycznej napinki. Jasne, pełna zgoda - tylko, że Niemcy potrafią zrobić dobry film w ramach takich DDRowskich sentymentalizmów. Reżyser WCK natomiast ma z tym wyraźny problem. Gdyby nie fajne zdjęcia, charakteryzacja i poszczególne kadry to nie wiem czy wytrwałbym do końca.

4/10
_________________
tell me what you don't like about yourself
 
 
kocia kołyska 
świeżak



Wiek: 19
Dołączyła: 25 Cze 2010
Posty: 27
Skąd: póki co Polska
Wysłany: 2010-06-26, 20:01   

Dla mnie tamte czasy to zupełna fikcja, natomiast wydało mi się ciekawe pokazanie tamtego świata z mocnym pominięciem polityki państwowej, tak od strony jednej osoby. Takiego spojrzenia brakuje mi w historii, czy nowożytnej, czy starożytnej (tak, jak opowiadał Borys w "Whatever Works" o rozmowie Egipcjan). Podobała mi się wielka dawka energii i przesłanie, że mimo wszystkich złych rzeczy wystarczy jedna dobra, żeby się podnieść.
Fakt, film jest trochę płaski. Wchodząc na salę kinową byłam jednak w solidnym dole spowodowanym własną niemożnością, a wyszłam zupełnie odmieniona. Za to Borcuchowi dziękuję.
 
 
BM 
hurtowy filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5335
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-06-26, 20:06   

Z ciekawszych filmów w podobnych klimatach polecam niemiecki "Słoneczna aleja":
http://www.forum-filmowe.pl/topics5/385.htm
_________________
tell me what you don't like about yourself
 
 
sephrenia 
koneser



Wiek: 26
Dołączyła: 05 Kwi 2009
Posty: 574
Skąd: lublin
Wysłany: 2010-07-29, 21:41   

Dawno nie oglądałam nowego polskiego filmu ( ogólnie za nimi nie przepadam), który by mi się tak spodobał. Niewymuszona opowieść o młodości, miłości, buncie i pogoni za wolnością. Świetne rolę młodego pokolenia aktorów, szczególnie Mateusza Kościukiewicza, który zapowiada się bardzo obiecująco. :fingerok:
Piękna muzyka Daniela Blooma i zdjęcia Michała Englerta :klaszcze:
Film oceniam bardzo wysoko :fingerok: :fingerok:
_________________
If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
 
 
 
magicjoan76 
świeżak



Wiek: 35
Dołączyła: 01 Sie 2010
Posty: 3
Skąd: Bielsko-Biała
Wysłany: 2010-08-01, 17:48   

świetny filmik
cięzkie realia mojego dzieciństwa( komuna i PRL ) no i wspaniałe uczucie dwojga nastolatków, plus dobra muza, Mateusz K. zagral rewelacyjnie, fajny pomysł na film-walka o wolność, pseudo patriotyzm, stereotypy i konwenanse no i tak muzyka!!!!!tak rzadko można posłycąć dobrego punk'a i rock'a jeszcze w dodatku w produkcjach filmowych
_________________
Magicjoan76
 
 
BM 
hurtowy filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5335
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-09-07, 20:14   

z ostatniej chwili:

Film Jacka Borcucha "Wszystko co kocham" będzie walczył o nominację do Oscara w kategorii filmu nieanglojęzycznego.

http://www.rp.pl/artykul/...-na-Oscara.html

:eee?: :Oo:



:lolokopter: :lolokopter: :lolokopter: :pukpuk:
_________________
tell me what you don't like about yourself
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe

e-mail: admin@forum-filmowe.pl
[ kontakt, współpraca, wymiana bannerów, zapytania, uwagi, reklama ]

Page Ranking Tool stat4u