Wszystko za życie / Into the Wild
reż. reżyseria Sean Penn (USA 2007)
Wkrótce po skończeniu studiów świetnie zapowiadający się 22-letni Christopher McCandless decyduje się zerwać z dotychczasowym wygodnymi i dostatnim życiem. Marzy mu się podróż w nieznane, w poszukiwaniu przygód i swojego prawdziwego ja. To, z czym się zetknął w czasie wędrówki i czego doświadczył zmieniło go dogłębnie. Dla wielu ludzi historia jego ‘włóczęgi’ stała się symbolem wytrwałości i niezłomności ludzkiego charakteru.
Piękny film, który jest jednym z najlepszych filmów jakie w życiu widziałam. Wielki plus za muzykę i przepięknie ukazane widoki.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 16:45, w całości zmieniany 5 razy
Piękny film, który jest jednym z najlepszych filmów jakie w życiu widziałam.
Wielki plus za muzykę i przepięknie ukazane widoki.
Zdecydowanie się zgadzam.
Sean Penn to nie tylko utalentowany aktor, ale i świetny reżyser, czego najlepszy wyraz dał w tym filmie.
Bez żadnych efektów specjalnych, za pomocą aktorów, pięknych plenerów i książki Jona Krakauera stworzył niesamowicie zapadający w pamięć film, do którego napewno wrócę jeszcze nie raz.
Swoją drogą po obejrzeniu Into the Wild (zauważyliście jak głupie jest polskie tłumaczenie? ) byłem pod takim wrażeniem, że zachciało mi się pójść w ślady głównego bohatera.
Skończyło się na kilku dniach w dziczy z kumplem. Ale to tylko świadczy o wielkiej sile sugestii tego filmu.
Wiek: 25 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2093 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-21, 00:29
Zdecydowanie film jest sugestywny i piękny. Tym bardziej oddziałujący na psychikę widza, że oparty na faktach i...
Spoiler:
z tragicznym - jakby nie patrzeć - zakończeniem, po którym rodzą się pytania: jaki był prawdziwy sens wędrówki bohatera i czy jesteśmy jeszcze zdolni wyrwać się z naszych ułożonych scenariuszy, czy nie jesteśmy przypadkiem do reszty zmutowani.
Jak pisał Postman - technologia została stworzona dla człowieka, po to by ułatwić mu życie. W konsekwencji rozleniwiła go do tego stopnia, że obecnie ludzie nie są w stanie się bez niej obyć.
Zakończenie interpretuję w taki sposób: człowiek niemal stracił już więź z naturą, z którą był związany przez tyle wieków. Potrafimy funkcjonować głównie w otoczeniu stworzonym przez nas samych. Nie wiem czy w tym kierunku zmierza Twoje rozumowanie Eva, ale tak odbieram sens tego filmu.
Wiek: 25 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2093 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-21, 01:16
Mniej więcej w tym samym. Chodzi mi o to, że człowiek do pewnego stopnia upośledzony de facto nie potrafi już żyć w zgodzie z naturą. Zatracił instynkt, wytrzymałość, odporność, może sobie próbować, ale natura ma nad nim w tej chwili ogromną przewagę i w bezpośrednim starciu zawsze wygrywa.
Co my tu mamy,Amerykański nastolatek, wypasiony przez tatę i mamę rusza w świat po skończeniu szkoły, oj wiele się dzieje, nasz wagabunda ma różne przygody które stają się kanwą dla tego obrazu + łzawe zakończenie, bzdura do sześcianu, widocznie się starzeję ale takie filmidła nie mają dla mnie racji bytu, może gdybym był w liceum albo w ZDZ to jeszcze, ale tak...
stig_helmer napisał/a:
LOL toż to amerykanski pseudointelektualny chłam...
Zbyt wielkie słowa moim zdaniem.
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-08-17, 21:36, w całości zmieniany 1 raz
LOL toż to amerykanski pseudointelektualny chłam... hamburger udający wykwintną potrawe
Ty chyba chory jesteś. Jedziesz po tym filmie bo jest w nim kilka typowo amerykańskich akcentów? W swojej klasie Into the Wild jest bardzo dobry, z tego co wiem poruszył bardzo wiele osób, więc jakby nie było trochę kłóci się z twoją teorią, że to 'wydmuszka'. O tym, że coś jest dobre, albo i nie nie decydują krytycy tylko odbiorcy właśnie. A, że ich recenzje są w przeważającej części znajomite/bardzo dobre to musi znaczyć, że jednak ten film coś w sobie ma.
Zresztą ja tam nie widzę żadnego pseudointelektualizmu, ale tak to jest, że ludzie teraz jakby bardziej wyczuleni na coś takiego i wolą z góry przylepiać takie frazesy do filmów, które są poprostu proste, a przy tym piękne.
Jeśli już nazywasz ten film gównem to czekam na naprawdę mocne argumenty, które to potwierdzą.
Wydaje mi się, że teraz ludzie mają taki problem, że jeśli coś jest pozytywnie odbierane przez masy to z gruntu to jest złe. Domyślam się, że może drzemać w tobie bunt przeciwko popkulturze ect, ale uwierz mi - nie wszystko co jest chętnie 'konsumowane' jest gównem.
Dla kogoś wyrobionego to raczej kupa śmichu a nie dobry film...vel patrz łagodniejszą wypowiedz doga.
Drzemie we mnie bunt przeciwko pseudointelektualnemu chłamowi... dobrą rozrywką i komercją nie gardze.Nie lubie kiedy film udaje coś czym nie jest vel gdy edi veder udaje folkowego barda.
Drzemie we mnie bunt przeciwko pseudointelektualnemu chłamowi
Gdzie ty tu widzisz pseudointelektualizm?
ten film jest najzwyczajniej płytki jak talerzyk deserowy...to że nie ma w nim błędów montażowych arcydziełe zeń nie czyni.Ot.Pseudo ambitny film dla niezbyt wyrobionego widza.W sam raz pod amerykańską publiczke.
pseudo intelektualizm widze chodźby w tym że próbuje negowac cos czym sam jest ... jest wilkiem w owczej skórze.
Wielki bunt głównego bohatera to śmiech na sali.Ten film to rzewna historyjka dla niezbyt rozgarniętych dzieci z ''dobrych domów''.Lepiej poczytaj Bukowskiego.A nie takie fałszywe pierdoły będziesz oglądał.
Odsyłam też chodźby do ''Grizzly Man ''(ten ci napewnoe ''wejdzie'') i innych filmów Herzoga.Wtedy porozmawiamy ile jest wart ten film.
Jeśli się na czymś nie znasz, to przynajmniej popracuj trochę nad ripostą, to tak offtopując.
wybacz... na co była mi szkoła filmowa i setki godzin nad literaturą filmoznawczą skoro teraz koles z Jabą w Avie który nie wyłapuje sarkazmu mi powie że się nie znam.
Spoko koleś, nie ty jeden spędziłeś godziny nad tego typu książkami, zastanawia mnie tylko dlaczego z filmu poprostu dobrego, nie silącego się na bycie arcydziełem (ale z niezłym aktorstwem, ciekawymi plenerami i zadowalającą fabułą, a co ważniejsze bez durnego amerykańskiego patosu), robisz zwykły syf pokroju babylon ad, straszny film, czy inne tego typu filmidła, które są synonimem gówna.
Nie sądze, żebym miał problemy z wyłapaniem sarkazmu. Ale żeby nie było - nie mam ochoty toczyć internetowych potyczek słownych. Różnimy się opinią - bywa.
Spoko koleś, nie ty jeden spędziłeś godziny nad tego typu książkami, zastanawia mnie tylko dlaczego z filmu poprostu dobrego, nie silącego się na bycie arcydziełem (ale z niezłym aktorstwem, ciekawymi plenerami i zadowalającą fabułą, a co ważniejsze bez durnego amerykańskiego patosu), robisz zwykły syf pokroju babylon ad, straszny film, czy inne tego typu filmidła, które są synonimem gówna.
Nie sądze, żebym miał problemy z wyłapaniem sarkazmu. Ale żeby nie było - nie mam ochoty toczyć internetowych potyczek słownych. Różnimy się opinią - bywa.
dla mnie to jest film z ''durnym amerykańskim patosem'' tyle że tym razem liberałowie chytają za kamerki.Tak samo gupawa tendencja jak Gibsona filmy(jeno w druga mańke).
Cytat:
nie mam ochoty toczyć internetowych potyczek słownych
Wybacz.Sam je prowokujesz takimi tekstami.Ja moge ci zarzucił brak wyczucia vel gustu chodz to rzecz niekiedy względna szczególnie gdy obiektywnie spoglądasz na kino- a gwarantuje ci że jestem teraz obiektywny.Również do soundtracku bo jestem maniakiem country/folk/blues/songwraiterstwa.Po za tym maniakiem literatury i poezji amerykańskiej.
Mówie ci otwarcie -robisz oh ahy nad kawałkiem szajsu idealnie pasującym do multipleksów i ich widowni .
Ogólnie to pewnie przesadzam ale mam alergie na tego typu nieszczere twory.
Zbytnio pojechałem... sory ale mi gula skoczyła nie mam nic do ciebie tylko do tego filmu.Faktem tez jest że nie byłem targetem twórców więc zapewne nie ma szans żeby mi się podobał.Ale też fisujesz gupawymi tekstami ''Jeśli się na czymś nie znasz''- no wybacz.
Film ma mnóstwo minusów, od tandetnych chwytów (vide scena w mieście), poprzez buntowniczy bełkot, jakieś wzmianki o Bogu, a kończąc na "hollywoodyzacji" historii, jaka się daje wyraźnie zauważyć (i nie potrzebna jest nawet do tego wiedza "jak było na prawdę").
Mimo wszystko film mi się podobał, i nie dlatego, że tak jak główny bohater uwielbiam Jacka Londona, ale dlatego że opowieść (choć schrzaniona) jest tego warta. Czekam, aż ktoś poważniejszy się jeszcze raz weźmie za jej ekranizację.
Hmmm obejrzałam kilka dni temu. Mnie ten film nie zachwycił. Nie czytałam książki, więc nie mam porównania (ale pewnie była duuużo lepsza). Film dość nierówny, czasami trochę tandetne sceny. Za dziwne zresztą uważam dążenie samego bohatera do wrócenia do natury. Chciał w ten sposób zaznać szczęścia i absolutnej wolności? W sumie nie wiem co sądzić do końca o tym filmie Zapamiętałam z niego pewne tragiczne stwierdzenie
Spoiler:
Happiness only real when shared - jest to największa mądrość do jakiej doszedł pod koniec swojego żywota. Myślę, że chodziło właśnie o to, że nawet jeśli spełnimy swoje marzenia a nie mamy z kim się tym podzielić to tracą one na wartości.
A co do polskiego tytułu - jest okropny
Poza tym nie rozumiem porównań do Herzoga?
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-17, 13:32
Dlaczego Chris wyszedł pewnego dnia z domu i nie wrócił? Pewnie bał się codziennej rutyny i banału jaki go czekał w dorosłym życiu. Niestety, ten go i tak go dopadł, nawet w alaskańskich lasach, tam gdzie się go najmniej spodziewał. Uwięził go w dziczy, w miejscu, które miało dać mu poczucie prawdziwej wolności. Duch, tak wolny, został pokonany ciałem, udręczony banalną fizjologią. Może gdyby żył z 200-300 lat wcześniej zostałby znanym podróżnikiem, który śmiercią okupił odkrycie nowych lądów?
Film niesamowicie smutny, mimo wielu radosnych uniesień głównego bohatera podczas jego podróży. Jego droga do szczęścia została okupione bólem, tęsknotą, wyrzutami sumienia rodziców i siostry, których opuścił, bez uprzedzenia. Coś okropnego, że o tym nie pomyślał. Po drodze, co prawda, spłaca tę winę, dając chwile szczęścia, ludziom, których spotyka na swym szlaku do sensu życia – małżeństwo podstarzałych hippisów, czy starszy pan, zajmujący się grawerowaniem w skórze. Wszyscy oni są pokaleczeni, naznaczeni jakąś stratą, podobnie jak rodzice Chrisa. Chris ma na tych wspaniałych, przygodnie spotkanych ludzi bardzo dobry wpływ, ujmuje ich swym młodzieńczym zapałem, szczerością, mobilizacją do wysiłku lecz nikt mu nie zazdrości, nikt nie mówi – „zabierz mnie z sobą”. Wręcz przeciwnie – z nutką nostalgii, mając w pamięci swoje wolnościowe porywy, proszą – "zostań".
Ten film to hołd złożony młodzieńczemu buntowi, który zazwyczaj szybko umiera, czasem z przyczyn niezależnych, albo jak inni twierdzą - "ustatecznia się". I koniec. Mówicie, niektórzy, że film tandetny, że przeintelektualizowany - takimi właśnie wydają się młodzieńcze bunty tym, którzy je już mają poza sobą.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Kurdę DA Ty to masz spostrzeżenia Po części też tak trochę uważałam, ale nie potrafię tego tak trafnie przekazać.
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Wiek: 28 Dołączył: 26 Sie 2010 Posty: 5 Skąd: Nysa
Wysłany: 2010-09-12, 11:41
Zdecydowanie jeden z najlepszych filmów jakie widziałem. Smutny, zaskakujący, wywołujący u mnie dziwny stan emocjonalny - tęsknotę, chęć przeżycia niezwykłej przygody, siłę do działania, a jednocześnie nakazujący dobrze zastanowić się przed wyprawą w nieznane...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach