Synecdoche, New York / Synekdocha, Nowy Jork
reż.: Charlie Kaufman (USA 2008)
Reżyser teatralny Caden Cotard po sukcesie "Śmierci komiwojażera", pracuje nad nowym spektaklem, który w jego założeniu ma być realistyczny w każdym calu. Lata mijają, a Caden coraz bardziej pogrąża się w swojej sztuce. Powoli zaciera się granica między fikcją a rzeczywistością. Łącząc tradycyjną narrację z opowiadaniem historii z subiektywnego punktu widzenia bohaterów, Charlie Kaufman stworzył niezwykle zwodniczy świat. Jest to przekonywująca kompleksowa wizja świata rzeczywistego i artystycznego. "Synecdoche, New York" jest dokładnie tym, o czym mówi jego definicja: częścią całości lub całością części, ogółem szczegółów lub szczegółem ogółu. [opis dystrybutora]
Tragicznie wręcz smutny,trudny w odbiorze,dużo wymagający od widza film. Ale po seansie pozostawia wrażenie że obejrzało się prawdziwe DZIEŁO. Sam pomysł jest niesamowity a jego realizacja jest moim zdaniem wybitna. Dla mnie to też najlepsza rola Philip'a Seymour'a Hoffman'a. Film na długo pozostaje w pamięci i z pewnością jeszcze do niego wrócę, idealne do oglądania w nocy, najlepiej kiedy nic nie rozprasza uwagi...
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-12-07, 22:57, w całości zmieniany 5 razy
Przed seansem naczytałem na KMF-ie bardzo entuzjastycznych opinii, że jest to arcydzieło, a przynajmniej DZIEŁO i przyznam, że wiele oczekiwałem. Nie zawiodłem się, ale w wielki zachwyt też nie wpadłem. Na pewno jest to nietypowy i ciekawy film, bardzo ładnie zrealizowany i zagrany. Najciekawszy był tu zabieg polegający na tym, że jedna osoba była kilkoma osobami jednocześnie, czy raczej kilka osób jedną osobą. Nigdzie wcześniej takiego czegoś nie widziałem, a jest to zabieg narracyjny, który przyniósł bardzo ciekawe efekty i za pomocą którego udało sie Kaufmanowi powiedzieć kilka smutnych i gorzkich słów o ludzkiej egzystencji na tym łez padole. Film raczej do refleksji.
P.S. A Seymour Hoffman wielkim aktorem jest i wiadomo nie od dziś, że jego najlepszą kreacją był Truman Capote. :P
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Ja nie oczekiwałem niczego,moja dziewczyna mi to poleciła,zwlekałem chyba z miesiąc żeby to obejrzeć, ale po wszystkim czułem się jak przejechany czołgiem,i chyba to jest dla mnie ważniejsze niż opinie masturbujących się przy tym filmie krytyków.Najlepiej przed oglądaniem nie nastawiać się na nic,można wtedy moim zdaniem lepiej odebrać ten film niż zamykając się w ograniczeniach recenzji i opinii innych.Dobre jest to że środki przekazu użyte w tym filmie nie są jakoś szczególnie skomplikowane,a to sprawia że może dotrzeć praktycznie do każdego,nie ma tu bóg wie jakich metafor i przeintelektualizowanego pieprzenia o niczym,a jednocześnie jest głębia która pochłania widza całkowicie,wystarczy się skupić. I to jest właśnie siła tego filmu.
PanSardela napisał/a:
Film raczej do refleksji.
No chyba że nie do żarcia popkornu i zapijania piwkiem
po wszystkim czułem się jak przejechany czołgiem,i chyba to jest dla mnie ważniejsze niż opinie masturbujących się przy tym filmie krytyków.Najlepiej przed oglądaniem nie nastawiać się na nic,można wtedy moim zdaniem lepiej odebrać ten film niż zamykając się w ograniczeniach recenzji i opinii innych.
Nie widzę nic złego w czytaniu wypowiedzi innych, wszak sam takowe piszę.
Sam też takową napisałeś. Ja wielkiego zachwytu nie podzielam, ale na pewno "Synecdoche" jest bardzo dobrym filmem i - tak jak już napisałem - na szczególną uwagę zasługują użyte w nim nowatorskie środki wyrazu. Uczynienie z jednej poszczególnej egzystencji alegorii egzystencji wszystkich ludzi na ziemi jest bardzo ciekawym zabiegiem. Melancholia i smutek - w takich dwóch słowach mogę streścić swój nastrój po seansie tego filmu. Ale może już skończę, bo czuję, że bełkoce.
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Nigdy nie lubiłem filmów ze scenariuszami Kaufmana - jawią mi się one jako zbyt... mechaniczne, przekładające konstrukt i reżyserską efektowność nad emocje. Także doceniam kombinatorykę i ładunek, powiedzmy, intelektualny, ale nie potrafię się wczuć. Synecdochę obejrzałem wczoraj - tego filmu też nie polubię, ale kurde - zostałem wręcz powalony siłą tego konceptu i kompleksowością jego ujęcia zaledwie w dwóch godzinach. Ten film jest tak niesamowicie gęsty znaczeniowo, tak stymulujący do wysiłku intelektualnego, że nawet za trzecim seansem nie ogarnę wszystkich znaczeń, podtekstów i symboli którymi Kaufman nabił swój reżyserski debiut. Szkoda, że znowu losy postaci obchodziły mnie tyle co nic - w innym wypadku chyba uznałbym Synecdochę za Film Idealny.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach