FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Barton Fink
Autor Wiadomość
Aske 
filmożerca



Wiek: 36
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1969
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2009-07-04, 16:29   Barton Fink

Barton Fink
reż.: Ethan Coen, Joel Coen (USA, UK 1991)

Nowy Jork, rok 1941. Zaangażowany społecznie scenarzysta, Barton Fink, właśnie przedarł się na deski Broadwayu. Fakt ten nie uszedł uwadze Fabryki Snów. Wynajęty przez Hollywood Barton, opuszcza zgiełk wielkiego miasta, by wyruszyć do krainy wielkich gwiazd. L.A. oferowało znakomity klimat twórczy, ale Fink szybko stracił w nim wenę. Jednakże dzięki pomocy niezwykłej asystentki (Judy Davis) i uroczego sąsiada (John Goodman), zdoła odnaleźć inspirację w najbardziej złowieszczy z możliwych sposobów.
Mistrzowie przewrotnego kina, bracia Coen przedstawiają kolejne arcydzieło. Uderzającą prosto w serce Hollywood komedię, w której królują potentaci filmowi bez twarzy i pozbawione głów zwłoki. [opis filmweb]


Bardzo dobry opis który w zasadzie wystarczył by za cały komentarz. Coenowie nie zawodzą także w tym przypadku.Widziałem ten film dopiero całkiem niedawno w ramach nadrabiania zaległości i zrobił na mnie dosyć duże wrażenie.Wielkie brawa dla aktorów grających główne role czyli Johna Turturro i Johna Goodmana którzy byli wręcz perfekcyjni.Poza tym dużo mistycyzmu i symboliki,oraz mnóstwo miejsca na interpretację tego obrazu przez widza.Tak robi się naprawdę mistrzowskie kino. 10/10.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-07-07, 23:09, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
 
PanSardela 
koneser



Wiek: 19
Dołączył: 22 Kwi 2009
Posty: 539
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2009-07-05, 11:35   

Trudny film, jeden z trudniejszych filmów braci. Fabuły nie sposób opisać, bo rządzi się ona prawami sennego koszmaru. Każdą osobę, rzecz czy szczegół w filmie można interpretować na niezliczoną ilość sposobów. Sama opowieść zaś zdaje się zataczać koło i na końcu można odnieść wrażenie, ze Barton po prostu się obudzi i film się skończy. Nie wiemy czy Barton jest pisarzem o lewicowej proweniencji czy może hoduje w sobie monstrualnych rozmiarów kompleks niższości. Nie wiemy czy jego hotelowy sąsiad Charlie Meadows symbolizuje prosty lud, jest aniołem stróżem Bartona, jego rozwścieczonym alter ego czy może szatanem, który go zwodzi. Nie wiemy też, czym jest sam hotel, do którego trafił Barton. Jedno jest pewne. Ma on w sobie coś z piekielnej atmosfery. Brzmi nieprawdopodobnie? Odsyłam do filmwebowego tematu pt.: Film dobry, ale chyba jestem za głupi , gdzie możecie sobie poczytać do jak różnych interpretacji ludziska dochodzą - coś nieprawdopodobnego. ;)

Podobnie jak we śnie wszystko ma swoje podświadome znaczenie, tak tutaj rzeczywistość skrywa swoje drugie dno. Atmosfera hotelu jest duszna, mroczna i niesamowita (wielka w tym zasługa świetnych zdjęć Rogera Deakinsa, który odtąd stanie się dyżurnym fotografem Coenów) a ludzie otaczający Bartona są groteskowi, dziwni i tajemniczy. Film nie jest typową coenowską komedią, ale i on naznaczony jest humorem, makabrycznym nieco.
Tak czy inaczej. O filmie łatwiej nie pisać, niż pisać, ale parę rzeczy można chyba stwierdzić ponad wszelką wątpliwość. Film jest bardzo wieloznaczny, w czym przypomina kino Davida Lyncha, ale wydaje mi się też, że ze względu na ściśle określony temat nie poddaje się tak rozległym (i często niedorzecznym) interpretacjom jak choćby „Lost Highway”. Rzecz jest bowiem o pisarzu i może zostać odczytana jako pokręcona charakterystyka jego osobowości. Jest też o ambicjach i trudzie twórczym owego pisarza – scenarzysty znajdującego się nie gdziekolwiek na świecie, ale właśnie w Hollywood. No i Hollywoodowi, które, krótko mówiąc, zostaje scharakteryzowane jako coś w rodzaju piekła dla ludzi twórczych i ambitnych, dostaje się ostro. To musiało spodobać się w Cannes, gdzie film wywołał sytuację bez precedensu, gdy jako pierwszy film w historii tego festiwalu zgarnął wszystkie najważniejsze nagrody (film, reżyseria, rola pierwszoplanowa). Warto jeszcze wspomnieć o doskonałych kreacjach aktorskich Johna Turturro, który udowodnił w tym filmie ponad wszelką wątpliwość, że jest jak kameleon, który dla roli potrafi się zmienić nie do poznania oraz Joanna Goodmana, który właśnie w tym filmie Coenów (obok "Big Lebowskiego") stworzył swoją drugą najciekawszą kreację. Nie można też zapominać o Judy Davis, której było na ekranie trochę mniej niż panów, ale pokazała kawałek aktorstwa.

Jak zawsze u Coenów, można się doszukać w filmie nawiązań do innych dzieł filmowych (jak podkreślają sami bracia - szczególnie blisko do "Lokatora" Polańskiego) i literackich, ale o tym już możecie przeczytać w wywiadzie, który kiedyś tam przetłumaczyłem. Może rzuci nieco światła na to, o co tak naprawdę w tym dziwnym filmie im chodziło. ;D

Tłumaczenie jest niedoskonałe, podobnie jak mój angielski, więc już sie wstydam:
http://www.filmweb.pl/top...on+Fink%22.html
_________________
Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
 
 
TOXIC 
filmożerca



Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 1026
Skąd: Korova Milky Bar
Wysłany: 2009-07-05, 23:22   

Jeden z moich ulubionych filmów Coenów. Rewelacja. Muszę sobie znów obejrzeć to napiszę więcej. Pierwszy raz widziałem jak miałem jakieś 13 lat i już wtedy mnie zniszczył.
_________________
"Then that Cobain pussy had to come around and ruin it all."
 
 
Eva 
mama muminka



Wiek: 25
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2093
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-07, 23:02   

Dżizas, ale zachwalacie. Będę musiała obejrzeć. :kotyeee:
 
 
 
Simpson 
filmożerca



Wiek: 28
Dołączył: 01 Kwi 2009
Posty: 2007
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-07-08, 10:59   

Po tym filmie Turturro stał się jednym z moich ulubionych aktorów i zacząłem bardziej doceniać Goodmana. Bo Coenów to uwielbiałem już wcześniej. Nie jest to chyba mój ulubiony ich film, co nie zmienia faktu że jest doskonały. Acz troszkę dawno go oglądałem i trochę już nie pamiętam o co tam chodziło :-) Trzeba będzie obejrzec znowu.
_________________
stoję ponad tym wszystkim z aroganckim uśmiechem na twarzy!
 
 
PanSardela 
koneser



Wiek: 19
Dołączył: 22 Kwi 2009
Posty: 539
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2009-07-08, 12:38   

O.J. Simpson napisał/a:
Po tym filmie Turturro stał się jednym z moich ulubionych aktorów i zacząłem bardziej doceniać Goodmana.


Z kolei ja Turturro dostrzegłem i zacząłem cenić po "Ścieżce strachu" i "2000 i wystarczy", a "Bartonem..." tylko potwierdził wysoką klasę. Goodman jest świetny - bardzo dobry aktor i o wciąż niewykorzystanym potencjale, jak mówią o nim bracia. Rewelacyjny tutaj i w "Big Lebowskim".

O.J. Simpson napisał/a:
Nie jest to chyba mój ulubiony ich film, co nie zmienia faktu że jest doskonały.


Ja pod tym mogę się podpisać. mają jeszcze lepsze zn. "Fargo", "Big Lebowski", bardzo, bardziej albo na równi z "Bartonem" cenię "Hudsucker Proxy" i "Arizona Junior", ale pewnie każdy, kto ich filmy ogląda ma jakiś inny swój ranking, bo filmy mają bardzo równe (choć zupełnie różne).

Eva napisał/a:
Dżizas, ale zachwalacie. Będę musiała obejrzeć.


Oglądaj, oglądaj. A widziałaś "Fargo"?


Jeszcze taka ciekawostka odnośnie samego filmu, który jest dość ostrą satyrą na Hollywood. Może z tego własnie powodu - jako niepoprawny - film został zupełnie pominięty w oskarowym rozdaniu. "NCFOM" z kolei - jako mocno osadzony w tradycji amerykańskiego kina - został zupełnie olany w Cannes (o co rzekomo bracia mieli żal), a mocno doceniony przez Akademię.
_________________
Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
 
 
Eva 
mama muminka



Wiek: 25
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2093
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-09, 07:26   

PanSardela napisał/a:
A widziałaś "Fargo"?

Tak, kiedyś tak. "Big'a Lebowskiego" też. ;)
 
 
 
BM 
hurtowy filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5233
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-22, 13:24   

To jest niewątpliwie obraz wybitny, zatem przenoszę temat do MARIONETTE.
_________________
tell me what you don't like about yourself
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 3370
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2010-08-26, 20:34   

Nic nowego chyba tu nie napiszę. Film bardzo mi się podobał, wykonanie rewelacja, właściwie nie ma się do czego przyczepić, ale obawiam się, że nie całkiem go zrozumiałem...
PanSardela napisał/a:
Odsyłam do filmwebowego tematu pt.: Film dobry, ale chyba jestem za głupi , gdzie możecie sobie poczytać do jak różnych interpretacji ludziska dochodzą - coś nieprawdopodobnego.

Masakra, na większość tych interpretacji nigdy bym nie wpadł. W takich chwilach czuję się bardzo głupi i ograniczony (niewykluczone zresztą, że tak właśnie jest).

Oczywiście niektórzy mogą odczytywać film jako tragikomiczną opowieść o pisarzu i jego sztuce z odrobiną kryminału. Jednak odrzucenie symboliki, moim zdaniem wyraźnie obecnej w tym dziele braci Coen, byłoby błędem.

Rozumiem, że Fink to taki lewicujący, postępowy intelektualista, deklaratywnie przejęty losem "tego zwykłego człowieka", w rzeczywistości mocno zadzierający nosa i wywyższający się ponad innych (nie chce słuchać opowieści Goodmana, awanturuje się z marynarzem na przyjęciu); natchnienia wcale nie próbuje szukać wśród zwykłych ludzi, ale u kolegi po fachu, wypalonego pisarza-alkoholika. Przez cały film miałem przed oczami "Dzienniki" Gombrowicza, bo on też tam się strasznie napina, wywyższa i przechwala. W końcu Fink dostaje po nosie: nikomu poza nim nie podoba się "głęboki" scenariusz, wszyscy bowiem oczekiwali prostej historii dla ludu, a on wcale nie jest taki wyjątkowy, jak sobie to wyobrażał. A może to krytyka Hollywood, które szło na łatwiznę i stłamsiło wielki talent? Pamiętajmy też, że są to lata 40. ubiegłego wieku, a więc czas, gdy w amerykańskim kinie panowała w najlepsze cenzura, do tego zaczynała się wojna, więc jakieś egzystencjalne utwory nie
bardzo były mile widziane.

Czy Hollywood to dla Finka piekło (niemoc twórcza i odrzucenie scenariusza to kara za grzech pychy?), a Nowy York — raj utracony? A może piekłem jest mroczny i ponury hotel?

Kim była postać odgrywana przez Goodmana? Skłaniałem się ku temu, że diabłem, ale widzę, że pojawiło się przynajmniej kilka innych propozycji, a ludzie dość sensownie potrafili je uargumentować.

Co było w pudełku?
Spoiler:
Zdawało mi się początkowo, że głowa zamordowanej kobiety, ale to byłoby dość banalne. Może dusza Finka?
O co chodzi w ostatniej scenie?
Spoiler:
Czy plaża to symbol raju, a więc ukojenia, wiecznej szczęśliwości? Wydaje się również, że pierwsze słowa w filmie (będące częścią sztuki Finka) mogą wyjaśnić nam zakończenie. Warto sobie powtórzyć sam początek i przepuścić cały film przez pryzmat tego, zwłaszcza, że pojawia się ciekawy motyw z widokówką.


Myślę, że film nie daje jednoznacznych odpowiedzi i można go pewnie różnorako interpretować.

Jedno nie ulega wątpliwości. "Burton Fink" należy do obrazów, jakie szanujący się fan kina zobaczyć powinien.
 
 
TheTrueUsurper 
bywalec



Dołączył: 13 Sie 2010
Posty: 117
Skąd: Null
Wysłany: 2010-08-27, 11:49   

Genialny film.
Z tego co widziałem Coenów, najbardziej mi podszedł - obok Lebowskiego. Jeden z moich ulubionych filmów w ogóle.
Niesamowita ilość elementów do interpretacji widza, prawdziwe dzieło otwarte.
Tutaj jest tyle aspektów, że aż nie wiadomo od czego zacząć.
Pojawia się quasi-Faulkner - wychodzi na to, że jeden z najważniejszych amerykańskich pisarzy, a u nas tak sobie znany.
Mam taką swoją teorię (ale trzeba by tu kilka osób powołać na świadków), że scenariusz, który pisze Fink to... "Zapaśnik" Aronofsky'ego. Zauważcie, że ten opis fabuły, jaki przedstawiają w filmie bardzo pasuje. Ale to pewnie zbieg okoliczności, a Arronofsky po prostu odnosił się do tych "wrestler movies".
_________________
"For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
 
 
karkman 
świeżak



Wiek: 19
Dołączyła: 01 Wrz 2010
Posty: 15
Skąd: New Jersej
Wysłany: 2010-09-03, 16:59   

zwięzłą charakterystykę Bartona wygłasza pod koniec John Goodman (wspaniałe kreacje aktorskie panów Goodmana i Turturro) mowiąc: "pokażę ci życie wewnętrzne...". Film bardzo dobry, choć na pierwszy rzut oka i w zestawieniu z takimi tytułami od Coenów jak "Fargo" czy "Big Lebowski", nieco smętny, podobnie zresztą jak "Serious Man" czy "NCFOM". Cóż, gdy Coenowie kręcą smętnie należy zachować czujność...
 
 
Jarod 
Timelord



Wiek: 25
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 1478
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2010-09-18, 21:41   

Obejrzałem kilka dni temu dopiero - i dość głupi się czuję w konfrontacji z tym filmem. W życiu nie podejrzewałbym Braci o taki stopień zamotania fabuły. Najlepsze jest to, że obraz ten można interpretować na kilka różnych sposobów - jako pastisz (Polańskiego, filmów noir), jako kronikę upodlenia twórcy w Hollywood przedstawioną z jego punktu widzenia (i dlatego wszystko przesadzone takie), jako satyrę zarówno na światek Fabryki Snów, jak i na środowiska artystyczne, w których dominują albo przekonani o własnej wyjątkowości buce, albo wypaleni twórcy jadący na reputacji sprzed lat. Można też pójść w metafizykę czy też psychologię - i wtedy dopiero zaczyna się zabawa.
Spoiler:
Skłaniam się ku interpretacji, że ten film mógłby być taką trochę nie do końca serio poprowadzoną wiwisekcją psychiki nowojorskiego pisarza - intelektualisty. Goodman to "plebejska" strona jego osobowości, detektywi to sumienie/głos rozsądku, pisarz uosabia obawy Bartona o to, kim ten mógłby się stać. Nie mam pomysłu na poducenta jedynie...
 
 
jazu 
filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 3150
Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-09-29, 17:11   

Spoiler:
Jarod napisał/a:
Nie mam pomysłu na poducenta jedynie...


Też nie mam pomysłu. Na pewno był tym, który opłacał hotel i czekał na wyniki, a więc pełnił jakby podwójną rolę...
_________________
I believe in nothing and I will cut off your Johnson.
Próżnia spada w przepaść
 
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 3370
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2010-09-29, 22:58   

Spoiler:
jazu napisał/a:
Jarod napisał/a:
Nie mam pomysłu na poducenta jedynie...


Też nie mam pomysłu. Na pewno był tym, który opłacał hotel i czekał na wyniki, a więc pełnił jakby podwójną rolę...
A może producent to karykatura hollywoodzkich Żydów?
 
 
jazu 
filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 3150
Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-09-30, 09:09   

Raczej Bollywoodzkich. :hahaha: Ten facet strasznie ciekawie wyglądał. :) Może to jest po prostu rzeczywistość widziana oczami Bartona?
Mnie zawsze bardzo bawiła ta scena przy basenie, chyba jeden z wyraźniejszych akcentów humorystycznych w tym filmie, ale też - jak to u Coenów często bywa - zabawna nie do końca. Chyba zaczynam cenić Coenów jeszcze bardziej, znaczy już wcześniej bardzo lubiłem, ale po tej dyskusji dostrzegam jak znakomitym filmem jest "Barton Fink". :)
_________________
I believe in nothing and I will cut off your Johnson.
Próżnia spada w przepaść
 
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe

e-mail: admin@forum-filmowe.pl
[ kontakt, współpraca, wymiana bannerów, zapytania, uwagi, reklama ]

Page Ranking Tool stat4u