Wiek: 28 Dołączyła: 18 Sty 2009 Posty: 188 Skąd: z domu
Wysłany: 2009-05-21, 22:19 Dogville
Dogville
reż. Lars von Trier (Dania i inne 2003)
Grace (Nicole Kidman), uciekając przed gangsterami przybywa do odciętego od świata miasteczka w Górach Skalistych, Dogville. Za namową samozwańczego przewodniczącego miasteczka, Toma (Paul Bettany), społeczność Dogville zgadza się ukryć Grace. W zamian za to kobieta zgadza się dla nich pracować. Szybko przekonuje się jednak boleśnie, że w Dogville dobroć można różnie rozumieć. (opis: filmweb.pl)
Pierwsza część trylogii "U.S.A. - Land of Opportunities" (kolejna to "Manderlay", trzecia - "Wasington"- jeszcze nie powstała), mającej w założeniu demaskować mit "amerykańskiego snu". Ale nie ma się czym zrażać - antyamerykanizm nie jest tu natrętny, a opowiedziana w filmie historia mogłaby się wydarzyć wszędzie.
Konwencja "Dogville" przypomina raczej teatr niż film - domy w formie narysowanych kredą na podłodze rzutów pionowych ścian z poustawianymi w ich obrębie sprzętami, narysowany pies, pukanie do niewidzialnych drzwi itd. Ta oryginalna realizacja i świetna gra aktorów (m.in. Nicole Kidman, Lauren Bacall), rekompensuje pewne nieprawdopodobieństwo fabuły i psychologii postaci.
Ostatnio zmieniony przez BM 2009-05-21, 22:26, w całości zmieniany 2 razy
Ciężko mi sobie teraz dokładnie przypomnieć ten film, ale pamietam, że chyba byłem trochę rozczarowany. W ogóle, co jakiś czas staram sobie odświeżać/uzupełniać filmografię Von Triera i z każdym kolejnym tytułem dochodzę do wniosku, że to jednak nie jest twórca, którego bym mógł nazwać swim ulubionym. Jest odważny, kombinuje z kinem i chwała mu za to, ale "Dogville" będący próbą udowodnienia, że widowisko filmowe może się w całości opierać tylko na ludziach, ich grze, psychologii, zachowaniu, etycznym wymiarze ich działań (co można odczytać jako kontynuacje zawołania Dogmy, że "Kino, to nie widz przed ekranem, ale człowiek wobec samego siebie!") i może się obyć bez całej tej pieknej otoczki, scenografii i plenerów, było eksperymentem udanym tylko połowicznie - historia rozpłynęła się w zabiegach formalnych.
Sporym zaskoczeniem było to, że film przegrał rywalizację o Palmę w Cannes ze "Słoniem" Gusa Van Santa. Moim zdaniem słusznie, bo choć "Słoń" również jest obrazkiem mocno poszukującym i eksperymentującym z narracją, to jednak ma to lepsze uzasadnienie w treści filmu.
Aha, doskonała rola Nicole Kidman!
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Wiek: 28 Dołączyła: 18 Sty 2009 Posty: 188 Skąd: z domu
Wysłany: 2009-05-22, 13:02
PanSardela napisał/a:
historia rozpłynęła się w zabiegach formalnych
Dokładnie tak.
Spoiler:
Najbardziej nieprzekonująca i niezgodna z regułami prawdopodobieństwa psychologicznego jest dla mnie ta nagła zmiana - mili mieszkańcy małego miasteczka nagle stają się psychopatami, regularnie gwałcącymi biedną Grace i każącymi jej taszczyć przyczepione na łańcuchu koło zamachowe. Chociaż z drugiej strony psychopatyczne zachowania czasem nie są zdeterminowane osobowością jednostki, tylko sytuacją (oprawcy w obozach koncentracyjnych i łagrach to też często byli porządni obywatele i wzorowi ojcowie), więc może się czepiam.
Najbardziej nieprzekonująca i niezgodna z regułami prawdopodobieństwa psychologicznego jest dla mnie ta nagła zmiana - mili mieszkańcy małego miasteczka nagle stają się psychopatami, regularnie gwałcącymi biedną Grace i każącymi jej taszczyć przyczepione na łańcuchu koło zamachowe. Chociaż z drugiej strony psychopatyczne zachowania czasem nie są zdeterminowane osobowością jednostki, tylko sytuacją (oprawcy w obozach koncentracyjnych i łagrach to też często byli porządni obywatele i wzorowi ojcowie), więc może się czepiam.
Ostatecznie nie wiem czy twórczość Von Triera w ogóle można rozpatrywać w kategoriach psychologiczego prawdopodobieństwa. W jego filmach przewija się temat opresyjnych wspólnot - tak i tutaj. To jest na pewno mocno przerysowane i tak samo sztuczne jak narysowane kredą ulice, nieistniejące drzwi itp. W zamierzeniu ma skłaniać widza do myślenia. Dla niektórych widzów jest jednak bardziej sztuczne, niż skłaniające do myślenia.
Suuryykatka napisał/a:
A jak Ci się podobało "Manderlay", Sardelo?
"Manderlay" nie widziałem. Warto?
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Widzę, że wypowiedzi są stosunkowo stare, ale i tak się do nich odniosę.
Znana mi jest Dogma 95 i nie ma nic wspólnego z pantomimiczną grą aktorów w "Dogville". Według mnie ta cała "udawana" scenografia miała niejako dokonać selekcji. Chyba każdy z nas na początku doznał szoku empirycznego, a mózg pracował na większych obrotach, aby wypełnić "braki". W trakcie swojej kreacji Dogville doszedłem do wniosku, że to podstęp, więc porzuciłem marzenia, że ujrzę kiedykolwiek Dogville. Von Trier "zaczaił się" na osoby, które nie będą potrafiły się ustosunkować do jego "przekazu" (ani za, ani przeciw), więc 'zajął" je czymś-kreacją miasteczka. Może to brzmi śmieszne, ale nawet jeśli tego nie chciał, to mu to wyszło (np. czytając komentarze na filmweb.pl)
Druga sprawa - kompletnie nie rozumiem tych zarzutów typu "psychologiczne prawdopodobieństwo". Jakie prawdopodobieństwo? Jak tu wszystko jest alegorią... Nieprawidłowe jest zadawanie pytania: "czy ona miała prawo ich wszystkich rozstrzelać?" tylko "czy sprawiedliwość zwyciężyła?"
W psychologicznych dziełach (na języku polskim tego uczą, ale najwidoczniej niektórzy nie uważają) nie chodzi o to - "kto? co? gdzie? kiedy? po co? " itd. tylko - "DLACZEGO(!)?". Przecież Oranu i tej całej dżumy w nim Camus'a nikt nie brał dosłownie....
Druga sprawa - kompletnie nie rozumiem tych zarzutów typu "psychologiczne prawdopodobieństwo". Jakie prawdopodobieństwo? Jak tu wszystko jest alegorią...
Dokładnie. Widać to wyraźnie w wypowiedziach ojca Grace pod koniec filmu. Nazwa miasteczka też nie jest przypadkowa. Jedna wielka alegoria
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach