Barwy ochronne
Reż.: Krzysztof Zanussi (Polska, 1976)
"Barwy ochronne" Krzysztofa Zanussiego są jednym z filmów "kina moralnego niepokoju" lat siedemdziesiątych.
Czołówkę obrazu otwiera animowana sekwencja przedstawiająca płazy i gady, zwierzęta symbolizujące brak charakteru i konformizm bohaterów filmu. Świat, który obserwujemy jest karykaturą prawdziwych wartości, emocji, ideałów. To opowieść o maskach, które przybieramy ze strachu lub zwykłego konformizmu. Fabuła filmu koncentruje się na starciu dwóch antagonistów: są nimi cyniczny doc. Jakub Szelestowski (Zbigniew Zapasiewicz) i idealistyczny mgr Jarosław Kruszyński (Piotr Garlicki). Obu poznajemy na obozie studenckim, gdzie odbywa się językoznawcza sesja naukowa. To terytorium, na którym zetrą sie ze sobą dwie indywidualności i dwa sposoby widzenia świata. Który z przeciwników wyjdzie z tej walki zwycięsko?
I pewnie niewiele da się dodać ponad ten niewątpliwie dobry opis. Może tylko to, że nie do końca rozumiem, jaką funkcję w tym dramacie pełniła postać Nelly (w tej roli Christine Paul-Podlasky) ze swoim ciągłym, irytującym "what's the matter with ya!?". Na pewno posłużyła lepszej charakterystyce magistra i pozwoliła w jednej z ostatnich scen niejako potwierdzic tą darwinowską optyke docenta. Zanussi należał też do tych szczęśliwych PRL-owskich kosmopolitów, którym dane było wyjeżdżać na Zachód. Może więc odzwierciedla to jak sam reżyser postrzegał Zachód - świat uczciwszy, mniej skorumpowany i bardziej bezproblemowy. Co ciekawe jednak, wraz ze zmianą systemu politycznego w Polsce "Barwy ochronne" nic nie straciły na aktualności. Przedstawiają raczej ponadczasowy opis świata i uniwersalny problem, zawierający się w pytaniu: czy opłaca się mieć ideały? Jest to zresztą wątek przewijający się w wielu innych filmach Zanussiego. Tu został przedstawiony w formie pasjonujacego sporu dwóch tęgich intelektualistów. Film wzbudza silne emocje (przynajmniej u mnie, a także wśród paru osób, które znam). Jeden z najwybitniejszych polskich filmów, a dla mnie również "ten najlepszy". Kto jeszcze nie widział, ten musi nadrobić, bo to prawdziwa perła w polskiej kinematografii.
Plus WYBITNE role Zbigniewa Zapasiewicza i Piotra Garlickiego. Zwłaszcza ten pierwszy - to jest klasa absolutnie światowa. Klasa Pacinów, DeNirów, Hopkinsów i tych wszystkich najlepszych.
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Ostatnio zmieniony przez BM 2009-05-07, 22:56, w całości zmieniany 5 razy
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5237 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-04-25, 09:34
Barwy to szczytowe osiągnięcie kina moralnego niepokoju (które to szczerze mówiąc bardzo sobie cenię). Cóż mogę powiedzieć? Szkoda, że dzisiaj się już nie kręci w Polsce takich rzeczy. Historia uniwersalna (i to jest chyba największy atut tego obrazu). Można ją oglądać zarówno w Moskwie, Pekinie jak i Paryżu i nie powinna stracić na wyrazie. Film wybitny i absolutnie nie nużący (także nie zrażajcie się rzekomą górnolotnością). Jak ktoś jeszcze nie widział to zdecydowanie polecam. Dla mnie to prawdziwe filmowe arcydzieło.
Film wybitny i absolutnie nie nużący (także nie zrażajcie się rzekomą górnolotnością).
Jak ktoś jeszcze nie widział (a są jeszcze tacy?), niech właśnie się nie zraża górnolotnością, intelektualizmem filmów "ambitnych". Tak naprawdę, ogląda sie to jak dobry thriller. Pojedynek, w którym słowa latają, jak rękawice boksera wagi ciężkiej.
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach