Fala / The Wave
reż. Piotr Łazarkiewicz (Polska; 1986)
"Kultowy film, w reżyserii Piotra Łazarkiewicza, prezentujący rzeczywistość FMR w Jarocinie z 1985 r. Film obok zdjęć z występów zespołów zobaczymy w nim: opinie o imprezie ówczesnych władz miasta, przedstawicieli organizacji itp. Jednocześnie pokazuje Festiwal widziany oczami młodego widza."
Bardzo lubię wracać do tego filmu. Po pierwsze daje mi energetycznego kopa na długi czas, po drugie, daje możliwość - a właściwie złudzenie - uczestnictwa w czymś, co śmiało można nazwać tworzeniem się historii.
Ilekroć widzę roześmiane i bezpretensjonalne twarze uczestników festiwalu - przypominają mi się zdjęcia mojego ojca z młodości .
Ciekawostką są nie tylko oryginalne nagrania z samego wydarzenia, na których czujne oko dostrzec może funkcjonariuszy MO i ZOMO, czy wypowiedzi artystów, których obecnie co młodszy forumowicz kojarzy z zupełnie innym entourage'm- są nim przede wszystkim, opinie władz miasta Jarocin i jego zwykłych mieszkańców (w tym tych, których obecnie młodzież śmiało określiłaby jako moherowe berety - czy słusznie ?).
Sam film również nasuwa pewne pytania co do "obiektywizmu" jego autora. Od uczestnika tego pamiętnego festiwalu wiem, że podczas występu Republiki - który w filmie stanowi punkt absolutnie kulminacyjny w aranżacji - w rzeczywistości miały miejsce pewne ...mało eleganckie sceny. Republika została przed występem wyśmiana i obrzucona czym się dało. Ludzie zamknęli się dopiero kiedy Ciechowski zaczął śpiewać. On sam zresztą obiecał, że nigdy tam nie wróci - i słowa dotrzymał. W filmie o tym nie ma o tym wzmianki.
Wstęp i zakończenie - jak ze snu
Pomyśleć, że jeszcze się człowiek na te czasy załapał pamięcią.
słynny występ Republiki:
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-02-06, 21:13, w całości zmieniany 4 razy
Dokumenty o Jarocinie jak i o Metalmanii z tamtego okresu pokazują, że wielkość czasów 80-tych to gówniany mit. Kolesie robili z siebie jeszcze większych debili niż dzisiejsze nastolatki w podziemiu. Tylko nie było wtedy nikogo, żeby im to uświadomić, bo byli "pierwszym pokoleniem".
W "Fali", o ile dobrze pamiętam, dobrze wypadł Kat i Test Fobii Kreon.
Dokumenty o Jarocinie jak i o Metalmanii z tamtego okresu pokazują, że wielkość czasów 80-tych to gówniany mit.
To skrzywione pojęcie lansowane przez ludzi którzy nie brali w tym udziału. Wtedy rzeczywiście istniało złudzenie tego, że można zmienić świat w pojedynkę - a że czas pokazał, że jest inaczej ? A bo to po raz pierwszy ?
Te dokumenty to bardziej świadectwo tego, jak bliscy potrafili być sobie ludzie nawet jeśli łączył ich tylko gówniarski mit o wolności i miłości + muzyka (często pod względem artystycznym i technicznym - "muzyka"). Zresztą - słuchając wypowiedzi tych którzy skończyli na taśmie - niewielu tak naiwnych było.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Chodziło mi o podejście do muzyki punkowej i metalowej
czas ma to do siebie że obnaża złudzenia
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
No nie wiem, ci co kiedyś dobrze się bawili chlejąc w Jarocinie, nadal to później robili/robią w Katowicach, Ciechanowie, Bolkowie, Żarach, Brodnicy, Gorzowie...
W tym dokumencie był taki moment, jak kręcili grupkę protestujących studentów, którzy wdali się w dyskusję z młodzieżą przybyłą na festiwal. Jedni i drudzy okazali się siebie warci, argumenty przez obie strony były śmieszne, żeby nie powiedzieć żałosne. Większość ludzi, po prostu nie wiedziała co to jest punk czy metal, dla nich to była taka odskocznia od szarego życia, nic więcej. Zaś większość zespołów traktowała Jarocin jako przepustkę do kariery. Ludzie nie wiedzą lub nie chcą przyjąć do siebie na czym to wszystko polega. To nie jest jakaś poza, tylko wybór takiego, a nie innego stylu życia. Dla Ciebie czas obnaża złudzenia, dla mnie wykrusza pozerów. Inna sprawa, że taka świadoma (lub nie) ignorancja, prowadzi do tego, że przez takie jednostki z przypadku, stara się buntowniczy ruch ugrzecznić. W dokumencie o Jarocinie, jakiś pancur o inteligencji przeciętnego użytkownika filmwebu tłumaczy, że jak rzeczywistość jest brzydka to i protest musi mieć podobną formę, i nie należy brać dosłownie nihilistycznego przesłania. W dokumencie o Metalmanii, kapele i fani pierdolą, że to tak tylko, żeby się wyżyć, forma zabawy. Przypomina to, niedawny reportaż o (swoją drogą gównianym) Sabaton, w którym jakiś nerd wyjaśnia fachowo przed kamerami, że powszechnie metal kojarzy się z satanistycznym wizerunkiem (i powiedział to, jakby to była jakaś obelga, szkalowanie), a tak na prawdę ma wiele pozytywnych wartości...
Na podsumowanie, co prawda nie znałem Michała (Szkieletora z Fuckin Bitch), Piotrka (Piastol/Necrofucker z Infernal Death/Daily Horror) czy chłopaków z Horrorshow w latach 80-tych hehe, ale chyba się mało zmienili, bo nadal szkoda im wydać kasę na bilet przed koncertem. Wolą ją przeznaczyć na zupkę chmielową i ganję, a wejście zapewnić sobie krojąc frajerów.
Patrząc na całość w taki sposób trudno byłoby znaleźć cokolwiek pozytywnego w czymkolwiek W końcu stado oszołomów jako wątpliwej klasy dodatek do wydarzenia, to coś co było, jest i będzie.
Jak słusznie zauważyłeś - dla większości taki Jarocin był odskocznią od szarego życia i nieciekawych czasów - 90% z tych którzy brali udział w tych koncertach, zostało porwanych przez "normalność", która jest naturalną konsekwencją posiadania kilku dodatkowych lat na karku.
Nie twierdzę, że kiedyś nie dorabiano do zjawiska pseudofilozoficznej otoczki - ale było w tym wszystkim na pewno więcej szczerości (przynajmniej nikt nie brał po pysku podczas dyskusji na temat gatunków i podgatunków muzycznych ).
Tendencję do pier..niczenia bzdur nierozerwalnie wiążę z wiekiem pierniczących - młodość ma swoje prawa, w tym jedno fundamentalne i będące udziałem wszystkich: niewiele wiem ale udaję że tak nie jest. Typy nie reformowalne stanowią odsetek raczej niewielki.
... i tak po latach wspomina się tylko ludzi i samo uczestnictwo, taktownie pomijając to co im towarzyszyło.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Pomijając już to, że nie zrozumiałaś co napisałem, to
Nuz napisał/a:
przynajmniej nikt nie brał po pysku podczas dyskusji na temat gatunków i podgatunków muzycznych
chyba nadal mówimy o różnych środowiskach. Przepytywanie z dyskografii czy składów było na porządku dziennym. Tabuny krojące innych, dymy, płonące pociągi...
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-02-08, 02:43
Nie należy też zapominać o rytualnych wręcz starciach na linii radosna młodzież - milicja.
Była też wówczas subkultura związana z Papa Dance (tym to chyba każdy spuszczał łomot). Pamiętam też jak dziś swój pierwszy metalowy koncert. Miałem chyba 5 lat, a ze sceny słychać było bodaj mało wówczas znanego KATa. Wokół kręcili się rozentuzjazmowani ludzie w katanach z odprutymi rękawami i w długich włosach. Kto to mamo (pytam chłonny wiedzy)? A to są synku narkomani.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Czekałem, aż się odezwiesz szczecińskie hordy to już legenda przekazywana z pokolenia na pokolenie hehe
Nie wiem ile w tym prawdy, ale mitu ale podobno były akcje, że od razu w pociągu kroili swoich, by potem w miarę zbliżania się do "wrogiego" terytorium przyjść do nich z tekstem "Chłopaki wy od nas jesteście, więc jakby coś się działo to pamiętajcie, jesteśmy razem" Nie ważne czy pozer, czy w porządku gość, wszystkim się dostawało po równo.
Jeszcze odnośnie Szczecina - fragmenty wywiadu z Wiechem (Merciless Death) w Najświętszym Napletku Chrystusa:
Cytat:
Ciekawi mnie, jakie z Twojej perspektywy było wówczas, w latach 80-ych środowisko metalowe w Szczecinie?
Zajebiste. Było nas naprawdę bardzo wielu. Nie przeszedłeś ulicą żeby nie trafić na kilku gości w katanach albo skórach. Wtedy naprawdę Szczecin rządził, jeśli chodzi o ilość wyznawców metalu. Potem zaczął rządzić i na koncertach he,he. Ale tak całkiem na poważnie, to było zajebiste, że tylu ludzi słuchało wtedy tej muzy. Oczywiście byli i tacy, co tylko udawali, że słuchają żeby dostać się do grona metali, ale pozerów nie brakuje i dzisiaj.
(...)
Nic dodać nic ująć – dlatego tak często pojawia się tutaj wątek taniego winka…Po którym często człowiekowi biła palma i dochodziło do ekscesów, prawda?
No niestety… Szczecin z tego słynął, takie czasy. Na każdym większym koncercie był jakiś dym, ale żebym coś zapamiętał szczególnie ? Raczej nie.
(...)
Jak oceniasz te zadry między metalowcami? Czy Ty bądź, któryś z Twoich kolegów z zespołu został kiedyś skrojony?
Totalna głupota, jak ta z kibolami piłkarskimi.
My nie mogliśmy być skrojeni – po pierwsze byliśmy ze Szczecina, a to Szczecin kroił najwięcej. A po drugie - mieliśmy znajomych , dzięki MERCILESS DEATH w całej Polsce, więc można powiedzieć, że byliśmy neutralni . Dla mnie to po prostu debilizm, żeby walić kogoś po pysku za to, że jest z innego miasta.
Wracając do tamtych czasow, to przynajmniej dobre bylo to że metale napierdalali BONE'headow (bo prawdziwymi skinami ich bym nie nazwał, bo i po co obrażać skinow). Dopiero potem zaczęli wchodzic w jakies zjebane uklady z tymi łysymi troglodytami. Choc osobiście mam to w dupie, bo metaluchy to zawsze byli debile
Tu, tak samo jak i w temacie "Les Polonais". Jesteś zajebiście luźny i masz wszystko gdzieś, ale właściwie sam nie wiesz co myślisz, albo boisz się opowiedzieć po jednej stronie. I pewnie jesteś jedynakiem bez kolegów, bo egocentryzm wypływa z niemal każdego twojego postu, nie mówiąc o ich infantylnym od początku poziomie.
Sam jesteś jedyną osobą na tym forum, która podnieca się metalem wchodzącym w układy z łysymi, ale metaluchy to debile. I zakłamani hipokryci, nie? Inna sprawa, że jakbyś miał pojęcie jak było ze skinami i Oi'ami w latach 80-tych w Polsce, to byś się nie ośmieszał z jakimiś Boneheadami. Satanistów też dzielisz kurwa na satanistów i szatanistów? Starasz się udowodnić, że masz o wielu rzeczach duże pojęcie, a stale się kompromitujesz.
Simpson napisał/a:
Na szczescie stalem ponad tym wszystkim z aroganckim usmiechem na twarzy
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-02-10, 17:07
Ale przecież jest sporo prawdy w tym, że znaczna część metalowców całkowicie podpada pod kat. "parodia człowieka". Sam w ramach tej subkultury znam całkiem sporo osób, ale prawdziwi kozacy, oraz równe chłopaki przeważnie stanowią w jej ramach pewną "elitarną" niszę. Więcej - sami dystansują się od mainstreamowego, subkulturowego motłochu. To już (w ujęciu przekrojowym) punkowcy na tym tle prezentują się zdecydowanie lepiej (bardziej ekstremalnie).
Bratanie się metali i neonazistów to moim zdaniem ciągle nisza. To są po prostu osoby o neonazistowskich poglądach lub sympatyzujące z takowymi, słuchające ekstremalnych odmian tej muzyki. Część metalowych zespołów poczuło pismo nosem i zradykalizowało przesłanie kierując je do takich właśnie grup, a część składów po prostu rekrutuje się takich osób. Sporo z nich działa jednak na zasadzie przełamywania kolejnego tabu. A obecnie większym tabu jest wychwalanie SS i zagłady Żydów niż plucie na chrześcijan. To takie podkręcanie ekstremy i tyle - nic nowego.
Standardowy metalowiec to jednak ciągle człowiek w katanie słuchający thrashu czy heavy. Simpson ma zaburzone postrzeganie bo za dużo czasu spędza w określonym otoczeniu.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Tradycji jak widzę staje się zadość. Nic jeno cepy rozdać
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Tu, tak samo jak i w temacie "Les Polonais". Jesteś zajebiście luźny i masz wszystko gdzieś, ale właściwie sam nie wiesz co myślisz, albo boisz się opowiedzieć po jednej stronie. I pewnie jesteś jedynakiem bez kolegów, bo egocentryzm wypływa z niemal każdego twojego postu, nie mówiąc o ich infantylnym od początku poziomie.
Sam jesteś jedyną osobą na tym forum, która podnieca się metalem wchodzącym w układy z łysymi, ale metaluchy to debile. I zakłamani hipokryci, nie? Inna sprawa, że jakbyś miał pojęcie jak było ze skinami i Oi'ami w latach 80-tych w Polsce, to byś się nie ośmieszał z jakimiś Boneheadami. Satanistów też dzielisz kurwa na satanistów i szatanistów? Starasz się udowodnić, że masz o wielu rzeczach duże pojęcie, a stale się kompromitujesz.
Ale przecież jest sporo prawdy w tym, że znaczna część metalowców całkowicie podpada pod kat. "parodia człowieka".
Większość to młode, zapryszczone i zakompleksione śmieszne ludki, chcące podkreślić swoją odrębność, wartość itp. W sumie byłem podobny pomijając zakompleksienie. Ja chciałem być inny niż reszta osiedla i odrzuciłem dres i klubowy szalik na rzecz ramoneski. A potem od dawnych kolegów dostawałem wpierdol praktycznie codziennie Aż któregoś dnia się obroniłem.
BM napisał/a:
Bratanie się metali i neonazistów to moim zdaniem ciągle nisza. To są po prostu osoby o neonazistowskich poglądach lub sympatyzujące z takowymi, słuchające ekstremalnych odmian tej muzyki.
Dużo 'skinheadów' o 'pogańskich' czytaj nie katolskich poglądach nie tak dawno zaczęło bywać na koncertach metalowych. Z drugiej strony 'metalowcy' o większych niż alkoholowo-imprezowych ambicjach, szukali czegoś więcej w metalu, znaleźli to w niektórych ekstremalnych kapelach. A teraz zrobiła się wręcz moda na prawicowego metalowca, który twierdzi że nie jest metalowcem, mimo że od metalowca odróżnia go jedynie nadruk na koszulce
BM napisał/a:
Standardowy metalowiec to jednak ciągle człowiek w katanie słuchający thrashu czy heavy.
Wbrew pozorom jeszcze jest sporo takich, chociaż moim zdaniem oni są bardziej hermetyczni i pojebani niż blek metalofcy. I nigdy nie wyjaśniono mi co znaczy Thrash 'till death - chcą się zapić na śmierć czy jak?
_________________ There are two kinds of people in this world: Those with loaded guns and those who dig. So dig
Nie jest jeszcze tylko jest coraz więcej. Obecna moda na thrash wyprodukowała sporo takich. W większości przypadków to nawet kompetentni ludzie. Przeciwwaga dla cipek z naszywkami Burzum obok Boba Marleya, Metalliki i pacyfy
A obecnie większym tabu jest wychwalanie SS i zagłady Żydów niż plucie na chrześcijan. To takie podkręcanie ekstremy i tyle - nic nowego.
Ale Izrael robi teraz świetną robotę w Palestynie. Temat wałkowany wiele razy, więc krótko - rasizm ok, bo niesie wiele pozytywnych aspektów jak niesprawiedliwość i cierpienie, ale 'biała duma' nie tyle, że nie ma nic wspólnego z kultem śmierci, co stoi do niego w opozycji. Proste.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach